- Mam prawo moralne, żeby mówić o tym, co działo się po 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku – powiedziała w czwartek TVN24 premier Ewa Kopacz. Nie ma sobie nic do zarzucenia w sprawie polskich patomorfologów, którzy według niej mieli wraz z rosyjskimi pracować ręka w rękę, co nie jest zgodne z prawdą, ani w kwestii wydanego przy jej współudziale zakazu otwierania trumien, nie widzi też nic niestosownego w wychwalaniu Rosjan za wzorową współpracę czy słynnym już „przekopywaniu ziemi na metr”.

"Gazeta Polska Codziennie" przypomina fakty. – Pracowaliśmy na miejscu z jedenastoma patomorfologami polskimi, ręka w rękę z lekarzami rosyjskimi – mówiła w Moskwie 16 kwietnia 2010 r. w rozmowie z radiowym „Echem Dnia”.

Kilka dni później już w polskim Sejmie chwaliła rosyjskie służby: Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy.

Prokuratora wojskowa przyzna później, że polscy prokuratorzy i patomorfolodzy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Szczątki ofiar katastrofy, ich rzeczy osobiste czy wreszcie fragmenty wraku jeszcze do niedawna na miejscu tragedii znajdywały przypadkowe osoby.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".