Po pierwsze strach, czyli jak nie my, to „faszyści” i wojna. Po drugie wymiana lidera – Andy Burnham za Keira Starmera, przedtem Kamala Harris za Joego Bidena, wkrótce zapewne ktoś z młodych chadeków za Friedricha Merza oraz Radek Sikorski lub Magdalena Sobkowiak-Czarnecka za Donalda Tuska. Po trzecie tzw. lawfare – próba wykorzystania wymiaru sprawiedliwości jako politycznego narzędzia do utrudnienia lub uniemożliwienia oponentom prowadzenia kampanii, jak w przypadkach Marine Le Pen i Donalda Trumpa. Dopiero kiedy ta trzecia linia obrony ostatecznie padnie, ugrupowaniom innym niż liberalne otwiera się droga do władzy. We Francji Front Narodowy szturmuje już ostatnie szańce, w Niemczech i Polsce dopiero drugie. Zarzuty mogą być postawione właściwie wszystkim liderom opozycji, z Mateuszem Morawieckim włącznie. Wyniki śledztwa będą zaś notorycznie wyciekać do prasy, tak jak ostatnio przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego. Taka to demokracja.
Trzy szańce globalizmu
Zasadniczo liberalny globalizm w starciu z narodowym lokalizmem wznosi trzy linie obrony.