Do tego sprowadza się bowiem mające nastąpić w przyszłym roku pełne uzależnienie funduszy od mechanizmu warunkowości, czyli od uznaniowych decyzji Komisji Europejskiej (władzy wykonawczej). To model we współczesnych demokracjach niespotykany, bo opierają się one na wzajemnym szacunku władz wyższego i niższego szczebla. To trochę tak, jakby Donald Tusk mógł pozamykać w Krakowie wszystkie szkoły, szpitale i urzędy, chcąc mieszkańców miasta ukarać za to, że zmusili do dymisji popieranego przez KO prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Taki ustrój bardziej przypomina imperium otomańskie czy carską Rosję – na dłuższą metę wydaje się nie do utrzymania. Skrajnie zoligarchizowana UE, w której Komisja Europejska może wszystko, z czasem będzie miała coraz więcej wrogów – a to z prawa, a to z lewa – i podzieli los innych centralistycznych imperiów.