Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
28.04.2026 21:23

Tusk na wojnie z USA i NATO

W ubiegłym tygodniu debatę publiczną zdominowała wizyta w Polsce prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Uwagę skupiano na trzech wątkach, charakterystycznych dla zdemolowanej przez obecny rząd sfery publicznej. Wszyscy zwrócili uwagę na to, że premier Donald Tusk w rozmowie z Macronem opowiadał o historii Danzig, a nie Gdańska, gość podejmowany był z rażącą czołobitnością, wreszcie – że nie dopuszczono do spotkania francuskiego przywódcy z prezydentem RP. Dziś mało kto już o tym pamięta, bo nasz premier wszczął poważną i mogącą mieć wielkie konsekwencje awanturę z administracją USA.

Dlaczego więc tekst poświęcony groźnym wypowiedziom Donalda Tuska z „Financial Timesa” zaczynam od przypomnienia jego spotkania z Emmanuelem Macronem? Chciałbym zwrócić uwagę na pewną zbieżność, której nie wychwycili w pierwszych dniach zajmujący się tematem komentatorzy. Słowa Tuska o NATO dość mocno przypominają bardzo głośną w swoim czasie wypowiedź francuskiego przywódcy o „śmierci mózgowej” Paktu Północnoatlantyckiego. W 2019 r. w reakcji na politykę Donalda Trumpa i brak konsultacji z Sojuszem w sprawie niektórych posunięć militarnych USA Macron zakwestionował wiarygodność paktu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Podał też w wątpliwość skuteczność art. 5, który stanowi, że zbrojna napaść na jednego lub więcej członków NATO jest traktowana jako atak na wszystkich zrzeszonych w organizacji. Jako rozwiązanie Macron proponował bliższą współpracę państw Europy w kwestiach bezpieczeństwa. W polemikę z nim wszedł wówczas premier Mateusz Morawiecki, który zauważył, że to Francja stwarza więcej problemów, choćby ograniczając wydatki na obronność lub angażując się biznesowo w budowę Nord Streamu 2. – Stany Zjednoczone zawsze wspierały Europę i gdyby nie pomoc Stanów Zjednoczonych, Europa nie wyzwoliłaby się z niemieckiej nazistowskiej okupacji – mówił ówczesny polski premier w rozmowie z „Financial Timesem”. – Francja wydaje (na obronę) mniej niż 2 proc. PKB. Myślę, że warto zapytać, dlaczego w niektórych aspektach NATO nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. I to nie z powodu braku zaangażowania USA w Sojusz, ale raczej braku wzajemności ze strony niektórych europejskich sojuszników – dodał. Macron – pomimo krytyki – ze swoich słów się nie wycofał, twierdząc, że stanowiły one konieczny sygnał alarmowy dla sojuszników.

Od tamtej pory minęło siedem lat. Macron jest schodzącym ze sceny prezydentem Francji, a Trump ponownie przewodzi Stanom Zjednoczonym i naraża się europejskim liderom zbyt autonomiczną i nie zawsze czytelną dla nich polityką. W Polsce jednak premierem jest Donald Tusk, wobec którego wielokrotnie formułowano taki oto zarzut, że gdy inni europejscy gracze prowadzą dużo bardziej zachowawczą dyplomację wobec USA, on staje się antyamerykańskim harcownikiem. Wpisuje się w oczekiwania większych europejskich graczy, stając w poprzek tradycyjnej polskiej polityki i igrając z naszym narodowym bezpieczeństwem. – Największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach – mówił Tusk w „Financial Timesie” językiem Macrona sprzed lat, za to zupełnie inaczej niż Morawiecki w tej samej gazecie. Ten zwrot wygląda na jeden z wielu elementów wypychania Stanów Zjednoczonych z Polski, tym razem jednak za pomocą wyjątkowo mocnej i zarazem ryzykownej wypowiedzi. Premier Tusk powtarza bowiem tezy Macrona z 2019 r. w sytuacji, gdy zagrożenie ze strony Rosji jest dużo bardziej realne.

Co więcej, sam Tusk stwierdza bez żadnych konkretów, że atak ze strony Moskwy na któryś z krajów NATO jest kwestią miesięcy. Dodajmy, że same państwa bałtyckie niedawno podkreślały, że ich wywiady nie potwierdzają ostrzeżeń, sformułowanych wcześniej przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Jak ocenić słowa Tuska – z jednej strony kwestionującego (również w oczach pozostałych sojuszników, w tym krajów bałtyckich) wiarygodność Amerykanów, a z drugiej wzywającego do oparcia naszego bezpieczeństwa na strukturach nie tylko nigdy niesprawdzonych w boju, lecz nawet nieznajdujących się tak naprawdę w fazie realnego projektowania?

Administracja USA, wcześniej za swojego głównego przeciwnika w polskiej polityce uznająca Włodzimierza Czarzastego (który z kolei sam jawił się jako harcownik Tuska), nie mogła pozostawić słów premiera bez komentarza. I choć nazwisko Tuska wprost nie padło, deklaracja Trumpa, że „(…) nigdy nie pozwoli, aby Stany Zjednoczone były niesprawiedliwie traktowane i wykorzystywane przez tzw. sojuszników”, to oczywista odpowiedź na wywiad z polskim premierem. Równocześnie ambasador USA podkreśla skalę wsparcia udzielonego Polsce i zapewnia o aktualności wszelkich zobowiązań. Nie sposób jednak zauważyć tu powrotu do taktyki z czasów początku polityki resetu, gdy Tusk skutecznie sabotował plany umieszczenia w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej do momentu, w którym ostatecznie wycofała się z nich kolejna, dużo bardziej wyrozumiała dla Moskwy administracja. 

Należy już nie tylko pytać o motywy Donalda Tuska i jego ludzi, ile zacząć je nazywać po imieniu. Kolejne wypowiedzi polskich polityków i dyplomatów, które choć pozornie brawurowo antyrosyjskie, najbardziej pomagały Moskwie („Thank you, USA” Radosława Sikorskiego po wysadzeniu Nord Streamu czy fałszywe oskarżenia wobec Rosji po ataku dronów, formułowane na forum ONZ przez Marcina Bosackiego) w wybielaniu się i kreowaniu własnych narracji. Równocześnie liczne działania i zaniechania obecnej ekipy – choćby spowolnienie i tak dramatycznie opóźnionego z punktu widzenia Polski procesu budowy polskich elektrowni atomowych oraz istotnego również w kontekście logistyki wojskowej CPK – pokazują co najmniej niesolidność, jeśli nie wrogość naszego kraju wobec USA. 

Wypowiedzi Tuska wpisują się więc w szerszy kontekst antyamerykańskiej polityki rządu. Warto zauważyć, że na tym tle strategia kanclerza Niemiec Friedricha Merza nie polega dziś, jak to było w przypadku innych niemieckich, hiszpańskich lub francuskich liderów, na wypychaniu USA z Europy, ale raczej na postawieniu Berlina w roli głównego sojusznika Waszyngtonu w UE. Tusk ze swoimi zaczepkami wpisuje się w nią idealnie. Równocześnie mamy do czynienia z osłabieniem Polski w NATO, a zarazem uderzeniem w wizerunek paktu w oczach państw regionu, dla których pozostajemy wciąż ważnym punktem odniesienia. Gdy zarzuty wobec Ameryki formułuje premier kraju uważanego zawsze za proamerykański, musi budzić to dezorientację wśród innych liderów regionu. Realizując doraźne cele Berlina, Donald Tusk i jego współpracownicy wpisują się też w długofalowe strategie i interesy Moskwy – wciąż z ustami pełnymi antyrosyjskich frazesów i oskarżeń wobec politycznych konkurentów. 

Kolejne wybory będą więc starciem nie tylko dwóch politycznych obozów, lecz także wyborem sojuszy na kolejne lata. Co gorsza, strona rządowa nie będzie nam uczciwie przedstawiać swojej oferty, mamiąc nas mglistymi zapowiedziami europejskiego bezpieczeństwa, a równocześnie strasząc wojną w celu stłumienia krytyki swoich działań. Tym samym ataki ludzi Tuska na Kancelarię Prezydenta traktować należy również jako próby osłabiania jedynego w tym momencie proatlantycko zorientowanego elementu układu władzy w Polsce. 
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej