Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek Liziniewicz
19.04.2026 15:54

Skończyło się jak zawsze…

Kilkanaście lat temu rządzący miastami politycy lewicy bagatelizowali problemy dzików w miastach. Ba, wielu z nich wręcz cieszyło się z tego, że lochy z warchlakami biegają po ulicach.

Aby czymkolwiek rządzić i podejmować decyzje w jakiejkolwiek dziedzinie, potrzebna jest wiedza. Pozwala to m.in. przewidywać skutki projektowanych działań. Metoda jednak zawodzi, gdy w grę wchodzą lewica i środowisko. Nagle – racjonalni ludzie – zapominają o wszystkim i podejmują absurdalne decyzje. Oto bowiem kilkanaście lat temu rządzący miastami politycy lewicy bagatelizowali problemy dzików w miastach. Ba, wielu z nich wręcz cieszyło się z tego, że lochy z warchlakami biegają po ulicach. Media lokalne miały o czym pisać.

Dla każdego, kto zna ten gatunek, było oczywiste, że z czasem zaczną one generować problemy. Odpowiedź władz lewicy zawsze jest wtedy szokująca. Tak jest chociażby z gęsiami w Holandii. Tam też aktywiści „wywalczyli” przez lata zakaz polowań i w efekcie ptaki te są zagazowywane w mobilnych urządzeniach do ich uśmiercania. W Warszawie wyszło podobnie. Oto bowiem władze stolicy przy okazji świąt – na placu zabaw dla dzieci – postanowiły uśpić rodzinę dzików: lochę i sześć małych, pasiastych warchlaków. Okrucieństwo szokuje. To działania, które kilkanaście lat temu były nie do pomyślenia dla myśliwych. Żaden z nich, kierujący się etyką, nie pozwoliłby sobie na zabicie karmiącej matki. Dziś w czasie ASF to się trochę zmieniło, ale nadal wielu myśliwych ma opory. Wracając jednak do stolicy. Wina nie może spadać na ludzi wykonujących wyroki. Ich czyn to wyłącznie element ostateczny głupiej polityki prowadzonej przez kilkanaście lat, a forsowanej przez władze miasta, ludzi nauki przyrodniczej i organizacje pozarządowe. Uważali oni, że w jakiś magiczny sposób namnażające się dziki będą potrafiły się zachować i z czasem nauczą się korzystać tak z placów zabaw, aby nie stanowić trudności dla matek z dziećmi.

Teraz te same środowiska mówią, że dziki to tak naprawdę przeszły do miast pod presją polowań itd. To opowieści z mchu i paproci. Mają one na celu tylko odwrócić uwagę od prostego faktu: obiecywaliśmy wam, że będzie fajnie, ale jednak tak nie jest. Miało być, jak nigdy, ale skończyło się jak zawsze. Płaczem zwykłych ludzi.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej