Słowacki według Malczewskiego

  

Świat, według Jacka Malczewskiego, zarządzany jest przez Śmierć. Słowo to trzeba w tym wypadku pisać dużą literą, bo dla Malczewskiego, jak mówią nam jego obrazy, była to zawsze Śmierć osobowa – Śmierć mająca swoją kobiecą osobowość. Tę osobową Śmierć – konkretną, bo dającą się namalować jako konkretna postać kobieca – możemy oglądać na wielu obrazach Malczewskiego. Jest tuż obok, patrzy w oczy tego, kto ją maluje, albo stoi za jego plecami. Nie wiadomo tylko, czy go widzi – patrzy na niego, nawet wkłada mu palce w oczy, ale może go nie dostrzega, może patrzy wzrokiem niewidzącym – może to jest Śmierć niewidząca – niewidoma. Niemal zawsze ma przy sobie kosę – wiadomo, po co. Wystarczy też spojrzeć na którykolwiek z tych obrazów, aby uznać, za Malczewskim, że w Śmierci jest coś bardzo pociągającego – że to jest osoba kusząca, taka, która wabi i zwabia. Czym Śmierć wabiła Malczewskiego, co go w niej kusiło, też od razu widać, bo liczne jego Śmierci są zawsze tej samej urody – mają duże piersi, grube łydki, szerokie plecy, mocne ręce i wielkie tyłki. Rysy twarzy też mają mocne, grube, brutalne. Pewnie właśnie takie miał ten malarz upodobania erotyczne. Ktoś mający inne upodobania mógłby nawet powiedzieć, że te jego Śmierci to nie są piękne, kuszące kobiety – to raczej jakieś straszne, dzikie baby. No i właśnie dlatego Malczewski, choć chętnie brał pomysły z dzieł Słowackiego, kompletnie Słowackiego nie rozumiał – bo uwięziony w swoich erotycznych fantasmagoriach, zrozumieć go nie mógł. Przyjrzyjmy się przez chwilę jego anielicy Eloe, tej z „Anhellego”, która unosi na skrzydle zmarłą Ellenai. U Słowackiego anielica Eloe jest bytem domyślnym – urodzona z łzy Chrystusa, jest światełkiem w cmentarnych ciemnościach Sybiru. Eloe u Malczewskiego ma duże łapy, piersi niemal odsłonięte, grubą szyję i grube łydki w eskimoskich butach. Na jednym z obrazów (są dwa albo i trzy takie obrazy) ma na głowie eskimoską futrzaną czapę. I podobnie jest w innych wypadkach. Ellenai u Słowackiego jest całkowicie pozbawiona cech erotycznych, a z Anhellim łączy ją miłość czysta – są to dwa kochające się duchy. Na obrazie Malczewskiego przedstawiającym śmierć Ellenai Anhelli całuje grube paluchy u stóp zmarłej kochanki, jak można się domyślać – marząc o bliższym kontakcie z pięknym trupem. Znacznie lepiej, w apogeum modernizmu, zrozumiał intencje Słowackiego inny malarz, Witold Pruszkowski – przedstawiając w roku 1892 anielicę Eloe w postaci jasnej plamy, drżącego światełka migoczącego między polskimi krzyżami wbitymi w śniegi Sybiru.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts