Współpracownika GRU po zatrzymaniu zajadle broniły m.in. lewicowe dziennikarki, które miały z nim bliskie kontakty, oraz pewien aktywista LGBT. W 2024 r. nie było już żadnych wątpliwości, że Rubcow to szpieg, bo sami Rosjanie poprosili, żeby Polacy w ramach międzynarodowej wymiany oddali go Moskwie. Pisząc wprost, zachowaliśmy się jak frajerzy, niczego nie załatwiając dla siebie. Rubcow wrócił do Moskwy cały w skowronkach, a na lotnisku Szeremietiewo witał go sam Władimir Putin. Zdjęcia z tego powitania obiegły cały świat. Niemniej w Polsce toczy się proces przeciwko Rubcowowi – „sąd zawiesił postępowanie do czasu jego odszukania”, a „prokurator wystąpił do sądu o rozważenie zastosowania tymczasowego aresztowania”. Szanowny sądzie, Rubcowa nie ma co szukać, bo jest w Moskwie, do której sami go odsamolotowaliśmy. Szanowna prokuraturo, raczej nie ma szans na aresztowanie Rubcowa, skoro sami go z tego aresztu wypuściliśmy i oddaliśmy Putinowi. To państwo jest chore na głowę.
Chore państwo szuka Rubcowa
Chodzi o nasze państwo, bo ono jest poważnie chore, a niektórzy jego urzędnicy mają problem z głową. Poniżej dowód. W 2022 r. służby zatrzymują rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa, który udawał w Polsce hiszpańskiego dziennikarza Pabla Gonzaleza.