Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
24.02.2026 13:00

Fiasko polityki rolnej

W czwartek 26 lutego Sejm będzie debatować nad wnioskiem PiS o wotum nieufności dla ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Polityk PSL swoją funkcję pełni zaledwie kilka miesięcy, lecz już podpadł rolnikom. Jego poprzednika Czesława Siekierskiego zapamiętamy głównie z upokorzenia, jakiemu poddał go premier Donald Tusk w czasie krótkotrwałej i pozorowanej walki rządu z alkotubkami. Krajewski ma dziś dużo większe zmartwienia.

Pech Stefana Krajewskiego polega w dużym stopniu na tym, że to za jego rządów Unia Europejska sfinalizowała wyjątkowo niekorzystną dla naszych rolników umowę o handlu z krajami Mercosuru (Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Urugwajem i, od niedawna, Boliwią). Zarzuty wobec tego dealu były już opisywane wielokrotnie, dlatego tu pozwolę sobie na dość skrótowe omówienie. Umowa, czego niemieckie media nawet nie kryły, służyć ma poprawie sytuacji przechodzącego kryzys przemysłu naszych sąsiadów poprzez wypchnięcie jego produkcji na rynki Ameryki Południowej. W zamian państwa zrzeszone w Mercosurze uzyskają prawo do znaczących ułatwień w eksporcie żywności do państw UE. W tym podziale ról Stary Kontynent ma być fabryką, a państwa zza oceanu – spiżarnią. Rolnicy UE są grupą mocno poszkodowaną, ponieważ państwa grupy Mercosur nie muszą spełniać wyśrubowanych standardów, jakimi objęta jest unijna produkcja rolna. Tymczasem w Ameryce Południowej mamy do czynienia z bardzo intensywnym użyciem zarówno nawozów, w tym importowanych z państw, które objęte są restrykcjami UE, jak i antybiotyków. Poza nieuczciwą konkurencją mamy też kwestie ekologiczne i jakościowe. Te ostatnie budzą obawy również z pozycji konsumenta. Co istotne, produkcja w tych krajach jest dużo bardziej skoncentrowana w rękach kilku potężnych korporacji, rolnictwo indywidualne jest tam natomiast w zaniku i na umowie z Unią traci tak samo, jak to europejskie. Również dlatego, że w wyścigu o to, co trafi na stoły Europy, wygrywają naturalnie te podmioty, które mają dostęp do portów i żeglugi, a to w sposób oczywisty promuje silniejszych graczy.  

Pozorowane działania ws. Mercosuru 

Polska klasa polityczna w teorii była w całości przeciwna tej umowie, ale hasło „Robimy, nie gadamy” w tym przypadku brzmiało wyjątkowo fałszywie. Polskie władze nie prowadziły żadnych działań w celu stworzenia w Unii większości blokującej, z góry zakładając, że są one skazane na porażkę. Również w głosowaniach w Parlamencie Europejskim nasi eurodeputowani zachowywali się w sposób niejednoznaczny – niektóre inicjatywy, mogące umowę opóźnić bądź zakwestionować, wspierali, a inne odrzucali – najczęściej robiąc to z politycznego klucza. Polski rząd mógłby zaskarżyć umowę do TSUE, nie ma jednak wciąż podstawowej informacji, czy jest ona przygotowywana, choć zostało na to jedynie kilkanaście dni. 

Zarzuty wobec ministra Krajewskiego nie kończą się na sprawie Mercosuru. To jego resort odpowiadał za przygotowanie zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy „aktywny rolnik”, mogącej wpędzić polskie gospodarstwa w nie lada kłopoty. Jak twierdzi poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk na swoim blogu: „(projekt) forsowany był przez ministra pod hasłem wyeliminowania z dopłat bezpośrednich tzw. rolników z Marszałkowskiej, ale okazało się, że tak naprawdę chciał pozbawić dopłat bezpośrednich ponad połowę wszystkich gospodarstw w Polsce, w tym przede wszystkim gospodarstw najmniejszych”. Karol Nawrocki, wetując ustawę, zwrócił uwagę, że premiowała ona producentów większych i zagranicznych, uderzając w niewielkie gospodarstwa, zarazem zmuszając je do zajmowania się biurokracją.  

Nieudane spotkanie ministra z rolnikami

Kolejne zarzuty wobec Krajewskiego dotyczą zgody resortu na politykę unijną, za którą odpowiada polski komisarz Piotr Serafin. Przypomnijmy, że jego powołanie przedstawiane było jako wielki sukces naszych władz i gwarancja polityki korzystnej dla obywateli Polski, w tym rolników. Praktyka mocno się z tymi oczekiwaniami rozminęła. Jak pisze Kuźmiuk, „minister poniósł klęskę w sprawie unijnego budżetu na lata 2028–2034 (przygotowanego zresztą przez komisarza z Polski Piotra Serafina), w którym na Wspólną Politykę Rolną jest zaledwie 24,5 mld euro na 7 lat, czyli po zaledwie 3,5 mld euro rocznie, podczas gdy w okresie 2023–2027 jest ok. 5 mld euro rocznie”.

Trudno więc się dziwić, że walczące o głosy rolników PiS chce odsunięcia Krajewskiego od ministerialnej funkcji. Nie dziwi też, że ostatnie spotkania ministra z rolnikami potrafią przebiegać w dość dziwnej atmosferze. Hitem internetu stało się pożegnanie Stefana Krajewskiego z rolnikami we Wrocławiu. Minister, dość niewyraźnym głosem, mówił do zaskoczonych zebranych: „Ten ma problem z płatnościami, ten, że go żona zdradziła, inny będzie miał problem, że sąsiad ma lepiej od niego. Więc trzymajmy się razem wszyscy i wierzę, że wspólnie pokonamy te problemy”. Czesław Siekierski rząd opuszczał w absolutnie złej atmosferze. Latem zeszłego roku również nie brak było wezwań do dymisji szefa resortu rolnictwa, dziś jednak chyba mało kto uzna, że dokonana przez premiera zmiana była zmianą na lepsze. 

Kołodziejczak zrobił show 

Warto wspomnieć też o innej ważnej i symbolicznej dla polityki rolnej tej ekipy postaci. Michał Kołodziejczak, w ciągu swojej politycznej drogi współpracujący z każdym niemal politycznym środowiskiem, zaskoczył wiele osób, łącząc siły w kampanii wyborczej z wielokrotnie krytykowaną przez siebie wcześniej Koalicją Obywatelską. Nagrodą było biorące miejsce na liście wyborczej i stanowisko wiceministra. Kołodziejczak już podczas pełnienia funkcji zwracał na siebie uwagę głównie dziwacznym zachowaniem podczas oficjalnych spotkań. W czerwcu zeszłego roku zrezygnował z posady w gabinecie Donalda Tuska, tłumacząc to różnicą zdań z Siekierskim, i pozostał szeregowym posłem. Kilka dni temu, witany przez protestujących mieszkańców, z hukiem otworzył w Gnieźnie już nie biuro, ale „kancelarię poselską”. Towarzyszące temu wydarzeniu filmy i wypowiedzi samego Kołodziejczaka pokazują, że jest on w nienajlepszej formie. Bogate biuro rekompensować ma zapewne porażkę w polityce. 

Arytmetyka sejmowa nie zawiedzie i Stefan Krajewski obroni swoje stanowisko. Jest jednak nadzieja, że sytuacja naszych rolników, rozpoczynających właśnie kolejną falę protestów, może się częściowo poprawić dzięki dość niespodziewanej odsieczy zza wielkiej wody. W ostatnich dniach dowiadujemy się, że Stany Zjednoczone zawarły własną umowę z Argentyną, dużo korzystniejszą dla tego kraju niż z natury postkolonialne porozumienie z UE. USA Argentyńczykom są skłonne dać dużo więcej nie tylko pieniędzy, lecz także technologii, a więc pozwolić na rozwój tego kraju. Ten wyłom w grupie Mercosur budzi obawy, ale też zainteresowanie Brazylii. Jednocześnie w obu krajach narasta niezadowolenie z umowy, która nie jest korzystna dla zwykłych mieszkańców, a państwa pozostawia w roli upośledzonej względem państw UE, utrwalając jedynie podziały na lepszy i gorszy świat. Oczywiście władze UE są zbyt zdeterminowane, by natychmiast uznać swoją porażkę, ale wczorajsza wygrana może być jedynie ułudą, za którą wciąż trzeba jeszcze gonić. 

Dla nas i naszych rolników to oczywiście dobra wiadomość. Fakt, że ten proces być może uda się zatrzymać bez żadnego udziału polskiego rządu, jest jednak wielkim wstydem dla gabinetu Tuska, a zwłaszcza dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, partii kreującej się na reprezentanta rolniczych interesów. Okazuje się, że dla polskich rolników więcej robią dziś Donald Trump i Javier Milei niż Władysław Kosiniak-Kamysz i Stefan Krajewski. 
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane