Nastroje muszą być minorowe, skoro szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz mówi publicznie, że rząd Donalda Tuska za politykę płacową zapłaci przy urnach w 2027 r. Tajemnicą poliszynela jest, że Matuzalem związkowej oświaty jest mniej wyrywny, gdy rządzi lewica. Dlatego fakt, że do opinii publicznej przedzierają się jego pomruki, trzeba uznać za znamienny. Na miejscu nauczycieli bardzo bym uważał. Bo zaraz uśmiechnięta ekipa uzna, że placówek oświatowych, podobnie jak porodówek, jest w Polsce za dużo. To towarzystwo ma wprawę również w likwidowaniu szkół i bibliotek. Gdy kolejne tabelki w Excelu przestaną się zgadzać ministrowi finansów, w oświacie może zrobić się nieprzyjemnie. I komu wtedy będą się skarżyć ciała pedagogiczne?
Cichy jęk w oświacie
Nauczyciele są rozczarowani – nie zarobią w tym roku tyle, ile by chcieli. Ministerstwo edukacji mocno studzi nadzieje na wzrost płac we wrześniu. Nawet OKO.press nie ma wątpliwości: „podwyżki w 2024 i 2025 oznaczają co najwyżej stagnację realnych dochodów”.