Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa w wydaniu proponowanym przez Waldemara Żurka. Nie była to niespodzianka – głowa państwa od początku dyskusji o zmianach w wymiarze sprawiedliwości dawała do zrozumienia, że nie zgodzi się na żaden podział na „starych”, czyli legalnych, i „neo” – rzekomo nielegalnych sędziów. Szkodliwe, a wręcz obraźliwe chwyty publicystyczne nijak mają się do konstytucji i ustaw, które nie wspominają o takich określeniach. Co więcej, zdaniem wielu ekspertów, takich jak prof. Ireneusz Kamiński, były współpracownik Adama Bodnara w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, żaden europejski trybunał nie podważa umocowania prawnego sędziów i nie kwestionuje ich wyroków. A to główny argument Waldemara Żurka, który dodatkowo grozi prezydentowi „odpowiedzialnością konstytucyjną” za ewentualne podważanie nowej KRS powstałej w wydaniu obecnej koalicji.
Ustawa będzie nagle praworządna
Plan B rządu zakłada nagłe uznanie ustawy o KRS z grudnia 2017 r. – z powodu wygaśnięcia kadencji rady w maju – za konstytucyjną, za której stosowanie już nie będą grozić unijne kary, choć do dzisiaj Żurek i stowarzyszenie Iustitia opowiadali coś zupełnie innego. Nowa strategia polega na wyborach do KRS wśród sędziów, których zaakceptuje obecna większość sejmowa. Procedura wygląda inaczej niż w hiszpańskich Kortezach Generalnych, na które powoływał się nieustannie Żurek. Minister sprawiedliwości przedstawiał swój plan, wskazując na przykład z Półwyspu Iberyjskiego, gdzie wybór sędziów do Rady Sądownictwa odbywa się w parlamencie, nie dodając, że tamtejsza procedura nie zakłada poluzowania potrzebnej większości 3/5 do obsadzenia miejsc. Nagle też odpowiada Żurkowi rzekomo niekonstytucyjna ustawa i wybieranie członków KRS przez posłów. Poza tym to prezesi sądów – mianowani przez ministra sprawiedliwości – organizują prawybory, co już budzi prawne wątpliwości, gdyż nie przewiduje takiego trybu ustawa. Konkurs powinien być powszechny, ale resort sprawiedliwości zakłada dyskwalifikację kandydatów do KRS z poparciem „nowych” sędziów. Co istotne, widać niechęć części środowiska sędziowskiego do startu w takim „konkursie”. – W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, w „mateczniku” obecnego kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości, na ogółem 37 sędziów apel 10 prezesów nominowanych przez obecną władzę w sprawie KRS na dzisiejszym zgromadzeniu poparło 14 sędziów – podawał na portalu X prof. Kamil Zaradkiewicz, sędzia Sądu Najwyższego.
Sądownictwu grozi pogłębienie chaosu, KRS będzie „nielegalna”
Obowiązuje ustawa o KRS i wybory mogą odbywać się tylko według zawartych w niej przepisów. Marszałek Sejmu rozpoczął procedurę wyłaniania kandydatów do rady. Zgodnie z obowiązującą ustawą zgłoszenia kandydatów do KRS powinny być dokonywane przez obywateli i przez sędziów, czyli grupę co najmniej 2 tys. obywateli, względnie 25 sędziów. Może ono dotyczyć jednego kandydata na członka rady. Zgłoszenie jest przekazywane marszałkowi Sejmu. Tenże, po otrzymaniu kandydatury zwraca się do odpowiedniego prezesa sądu o informacje na temat kandydata. Jeśli prezes takiej informacji nie sporządzi, to wtedy marszałek Sejmu zwraca się do kandydata na członka rady o informację obejmującą dorobek, działalność społeczną, osiągnięcia. W przypadku odmowy marszałek odmawia przyjęcia zgłoszenia. Kiedy już te zgłoszenia zostaną dokonane i jeśli będzie odpowiednia liczba podpisów pod zgłoszeniem kandydatów, wówczas druga osoba w państwie podaje do wiadomości publicznej, w tym posłów, nazwiska kandydatów i zwraca się do klubów poselskich o wskazanie w terminie siedmiu dni kandydatów na członków rady. Klub poselski wskazuje wedle ustawy nie więcej niż dziewięciu kandydatów do KRS. Następnie komisja wymiaru sprawiedliwości ustala listę 15 nazwisk z uwzględnieniem co najmniej jednego kandydata na każdy klub. Sejm wybiera członków KRS większością trzech piątych głosów. Jeżeli nie ma tej większości, to wówczas większością bezwzględną. A jeżeli nie można jej uzyskać, to procedura zaczyna się od początku – tłumaczy „Gazecie Polskiej Codziennie” prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Zasadniczą wadą jest to, że to Sejm dokonuje wyboru członków do KRS, co dotąd było uważane przez koalicję rządzącą za przesłankę do uznania, iż jeśli tak ukształtowana rada występuje do prezydenta z wnioskiem o powołanie sędziów, a głowa państwa tej nominacji dokona, to nie mówimy o sędziach, gdyż zostali zgłoszeni przez organ niewłaściwie ukształtowany. Jeśli zostanie zastosowana ustawa obecnie obowiązująca, to będziemy mieli także sędziów powoływanych przez Sejm, tak jak poprzednio – wskazuje prof. Piotrowski. – Nie ma podstaw prawnych do stosowania planu B, wedle którego sędziowie wybiorą sędziów do KRS, a pozbawi się znaczenia czynnik obywatelski w procedurze wyłaniania kandydatów do rady. W związku z tym procedura, nieoparta na obowiązującej ustawie, będzie z nią sprzeczna. I jeśli Sejm rzeczywiście dostosuje się do tego planu, to KRS zostanie ukształtowana w wyniku naruszania prawa, a jej działania będą nielegalne – ostrzega konstytucjonalista. – Jeśli założymy, że prezydent będzie powoływał sędziów na skutek wniosku takiego organu, to nie będą oni sędziami. Okaże się, że mamy kolejną jakąś grupę „niesędziów”. Tym razem nie dlatego, że Krajową Radę Sądownictwa ukształtowano niezgodnie z konstytucją, tylko dlatego że KRS funkcjonuje wbrew ustawie. A to przecież nie jest możliwe w demokratycznym państwie prawnym – ocenia prof. Piotrowski.
Co może zrobić Karol Nawrocki po wecie ustawy o KRS w obliczu planu Waldemara Żurka? Teoretycznie czekać na rozwój sytuacji. Jego rola w sądownictwie jest ograniczona, ponieważ nie ma jak wpłynąć na proces wyboru nowych członków KRS, poza wyznaczeniem jednego swojego przedstawiciela. – Prezydent może nie powoływać sędziów zgłoszonych przez KRS, ukształtowaną niezgodnie z ustawą, bo nic więcej nie może zrobić, ewentualnie może zgłosić swój projekt ustawy nowelizujący obecne przepisy – przypomina prof. Piotrowski.
Co może prezydent?
Projekt ustawy zakładający odpowiedzialność karną za podważanie zapadłych wyroków i statusu sędziów z pewnością nie spotka się z aprobatą obecnej większości sejmowej, bo trudno sobie wyobrazić, że ukręci ona na siebie bicz. Propozycje Nawrockiego są zgodne z niedawnymi deklaracjami byłego ministra Zbigniewa Ziobry dla „Gazety Polskiej”, który zapowiadał rozliczenie rozpolitykowanych sędziów. Ale prezydent może z pewnością jedno: odmawiać podpisania nominacji i awansów sędziowskich. Stało się tak już raz w listopadzie ubiegłego roku, gdy Nawrocki zablokował 46 nazwisk. – To już nie tylko słowny sygnał, ale konkretna decyzja, aby nie dać nominacji – i nie będę także dawał awansów tym sędziom, którzy kwestionują porządek konstytucyjnoprawny Rzeczypospolitej. Tym sędziom, którzy słuchają złych podszeptów ministra sprawiedliwości pana Waldemara Żurka, który zachęca sędziów do kwestionowania porządku konstytucyjnoprawnego Rzeczypospolitej – deklarował. Jeśli KRS zostanie wybrana na podstawie nieobowiązujących przepisów, wówczas sytuacje będą się powtarzać. W najlepszym razie, jeśli – na co się nie zanosi – rząd pójdzie na kompromis z prezydentem, KRS będzie naradzać się z głową państwa, by uniknąć masowych odmów. Można sobie wyobrazić, że i ten scenariusz obóz władzy pominie – uznając, niezgodnie z konstytucją, że prezydent nie ma w sprawie nominacji sędziowskich nic do gadania, zgodnie z tezami płynącymi wokół dyskusji o ślubowaniu członków Trybunału Konstytucyjnego. Pojawiają się w przestrzeni publicznej nawet tak absurdalne pomysły, by zrobić to w obecności notariusza albo w Sejmie, bez udziału Karola Nawrockiego. W praktyce „demokracji walczącej” wszystko jest możliwe, bo rządzi ten, kto ma do dyspozycji policję i służby specjalne.
O jednym rządzący zapominają – wątek reformy sądownictwa pojawiał się w kampanii wyborczej wielokrotnie, a Nawrocki podkreślał w debatach, że nie zgodzi się na kontestowanie wyroków i statusu sędziów. To jego Polacy wybrali na najwyższy urząd w państwie, zatem opowiedzieli się ostatecznie za wizją wymiaru sprawiedliwości prezydenta, a nie ministra Żurka, niewybranego przez nikogo – poza premierem Donaldem Tuskiem – na stanowisko w swoim gabinecie.