Już w styczniu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma podjąć kolejną próbę zmuszenia krajów Unii Europejskiej do poddania się brukselsko-berlińskiemu dyktatowi. Poprzednie bilety do Ameryki Południowej się zmarnowały, ale Niemka z pewnością zamawia następne – żeby znowu móc argumentować, że „ma już bilety”. Tak jakby to miało być decydujące. Ta cała narracja „muszę już jechać, by podpisać umowę” pokazuje pogardę von der Leyen dla demokracji i krajów członkowskich Starego Kontynentu. Co ją obchodzi, co myślą europejskie rządy, ona już jest umówiona na podpisywanie dealu w Ameryce Południowej. To zadziwiające, że większość rządów krajów Unii Europejskiej, niezależnie od barw politycznych, daje się traktować w taki sposób. W efekcie von der Leyen faktycznie może czuć się pewna siebie. Ba, może zachowywać się jak królowa czy wręcz cesarzowa Europy. Bo tak jest traktowana przez swoich przerażonych poddanych. Oby było to tylko złudzenie, które w końcu pryśnie.
Bilety von der Leyen
Podpisanie umowy z Mercosurem zostało na kilka tygodni wstrzymane, ale temat wkrótce powróci.