W środę 26 marca na rozprawę do Ciechanowskiego Sądu Rejonowego, stawił się oskarżony Marian K. zwany „Krwawym Mańkiem”. Oprócz przesłuchań oskarżonego w charakterze świadków, przesłuchano również rodzinę pokrzywdzonego Konstantego Sosnowskiego. Podczas trwania procesu policja zatrzymała Stanisława Adamczyka, 96-letniego żołnierza NSZ i internowanego działacza NSZZ Rolników Indywidualnych.
Dochodziła godz. 10:00 kiedy pod budynek Sądu Rejonowego w Ciechanowie podjechała karetką pogotowia i w asyście ratowników medycznych przyjechał były funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ciechanowie Marian K. Proces „Krwawego Mańka” bo tak nazywały go, jego ofiary od kilku miesięcy uważnie śledziły lokalne media i Ciechanowianie zainteresowani przywracaniem historii najnowszej. Wśród zebranych dało się odczuć oburzenie, że Marian K , będący w dobrej formie fizycznej, mieszkający zaledwie ok. 150 metrów od Sądu musi dowożony być na rozprawę specjalistyczną karetką pogotowia. Jednak proces ruszył. Widok rozłożonych kilkunastu tomów akt sprawy oraz „Krwawy Maniek” na ławie oskarżonych dla wielu przywrócił wiarę w sprawiedliwość.
Pomagał „Rojowi” - dostał 8 lat więzienia
Na początku prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej – Jolanta Chankowska przeczytała akt oskarżenia. Wynikało z niego, iż funkcjonariusz UB w szczególny sposób zmuszał zatrzymanych do składania zeznań i wyjaśnień. To właśnie Marian K.
Zawiadomienie o tej strasznej zbrodni złożył m.in. Janusz Sosnowski syn ofiary Konstantego Sosnowskiego. Konstanty Sosnowski został zatrzymany za pomoc członkom grupy Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”. Chodziło o zapewnieniu schronienia oraz posiadanie broni. Konstanty Sosnowski ur. w roku – 1915, zmarł w – 1982, a wcześniej przeżył gehennę, w ubeckich katowniach i odsiedział w ciężkich więzieniach - 6 z - 8 lat wyroku, wymierzonego mu przez Sąd Wojskowy w – Warszawie, aby pod koniec ub. wieku został zrehabilitowanym i oczyszczonym pośmiertnie z zarzutów.
Żarty, ironia i zasłanianie się niepamięcią
Najpierw został przesłuchany oskarżony Marian K. Na początku swojego zeznania potwierdził, iż wie o co jest oskarżony jednak do popełnionego czynu się nie przyznaje. Potem mówił: - Mam zaniki pamięci, jednak odpowiem na pytania sądu i prokuratury. Podczas zeznań Mariana K. usłyszeliśmy: - Oskarżony najpierw pracował w Mławie, a potem w Ciechanowie. Wszyscy funkcjonariusze pełnili jednakową funkcję. Pracował w terenie ale i na miejscu. Zbierał materiały, wstępnie przesłuchiwał. Podczas przesłuchań w pokoju było dwie lub trzy osoby przesłuchujące. Jedna przesłuchiwała a druga była jakby świadkiem. Protokoły zeznań podpisywał sam K. Jednak gdy otrzymał do wglądu jeden z takich protokołów, stanowczo zaprzeczył, iż jest to jego charakter pisma. Potwierdził tylko podpis. Sędzia jednak zasugerował że ten charakter pisma jest łudząco podobny do tego który był na usprawiedliwieniach aby odwlec proces, pisanych przez samego oskarżonego. Jak mówił oskarżony przesłuchiwane były osoby, które zostały zatrzymane na udzielenie pomocy nielegalnemu podziemiu czyli „bandom”. W swoich zeznaniach mówi o wielu szczegółowych wydarzeniach. I jak na zaniki pamięci wiele pamięta. Czasem odnieść można wrażenie, ze trochę się zagubił w tym swoim nie pamiętaniu, lub nie chceniu pamiętania.
Wywalony z UB za pobicia , partyjne intrygi czy za zgubioną broń?
Ostatecznie z funkcji funkcjonariusza Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ciechanowie został wyrzucony. Jak mówił jedną z przyczyn było to, iż zataił to iż ma krewnych za granicą w Stanach Zjednoczonych i Francji. Drugą to iż zgubił służbową broń. Jednak nie przypominał sobie sytuacji o której wspomniał sędzia, że został skazany za pobicie kobiety w Przasnyszu podczas przesłuchania chcąc ją skłonić do złożenia wyjaśnień.
Wkładał nogi do pieca
Podczas zeznań „Krwawy Maniek” zarzucił, że w akcie oskarżenia jest wiele nieścisłości i zaprzecza temu aby bił i zastraszał osoby przesłuchiwane. Przed sądem mławskim wymiarem sprawiedliwości został skazany na karę więzienia, ale został z niej warunkowo zwolniony. Ten wyrok tłumaczył tym, że postawiono mu wymyślony zarzut, że niby miał komuś wkładać nogi do pieca.
Arogancja i atak „Krwawego Mańka”
- To jest wszystko naciągnięte pod panujący system. W telewizji słyszałem jakich zaniedbań dopuścił się już IPN. IPN to Instytut Pomiatania Narodem – skwitował oskarżony Marian K.
Świadkowie…
Długo czekaliśmy na ten proces za długo. Dwóch świadków niestety nie doczekało się aby opowiedzieć o działalności Mariana K. i jego okrutnych metodach. Zmarli zanim doprowadzono oprawcę przed sąd. Pierwszym powołanym świadkiem był pan Janusz Sosnowski – syn Konstantego Sosnowskiego, na którym „Krwawy Maniek” stosował swoje środki przymusu.
Ojca chcieli zabić!
Pan Janusz mówił – W młodym wieku (lata 1975 -1980) bardzo mnie dziwiło że tatuś był w więzieniu. Był człowiekiem zacnym i szanowanym. Często go o to pytałem. Odpowiadał zdawkowo, a konkretnie „Wiedział a nie powiedział”. Potem gdy wszedłem w życie dorosłe tata sam zaczął mi opowiadać. Najwięcej mówił w roku `80, kiedy to w Polsce zaczęły się przemiany. Ja w tym czasie zaangażowałem się w Solidarność. Tata chciał mnie przestrzec przed tym co może mnie czekać. Mówił, że komuny i tak nie da się obalić. Potem opowiadał, że nie można było się nie przyznać., bo inaczej by zamordowali. Pytałem jak był przesłuchiwany. Opowiadał , że grożono mu bronią, sadzano na odwróconym taborecie, uderzano w głowę, a gdy się chciał bronić to go osadzono w karcerze. Na przesłuchaniu było dwóch. Jeden był dobry a drugi zły. Ten dobry namawiał do tego aby się przyznał, a ten drugi to kat. Wyzywał, poniżał, ubliżał. Tata powiedział że tym gorszym był K. Nazwiska oprawców poznałem podczas ponownego procesu kiedy tata został uniewinniony.
Chciałem odszukać kata
Jednak ta sprawa nigdy nie dawał mi spokoju. Postanowiłem odnaleźć tego człowieka. Swoje poszukiwania zacząłem od książki telefonicznej. Znalazłem trzy nazwiska K. Jednak tylko przy jednym było imię Marian. Była tam też podana ulica i numer mieszkania. Pojechałem tam, to był 1998 rok. Chciałem poznać go osobiście i spojrzeć mu w twarz. Wszedłem do bloku stanąłem przed drzwiami jego mieszkania , ale nie zapukałem. Ponowienie wróciłem tam za jakiś czas. Zapukałem. Drzwi otworzyłam mi kobieta. Zapytałem czy mieszka tu Marian K. Potwierdziła i poprosiła go. Wyszedł do mnie w szlafroku. Powiedziałem mu że w 1949 roku znęcał się nad moim tatą. On zaprzeczył. Powiedział, ze to pomyłka. Wyglądał wiarygodnie. Jednak gdy spytałem czy był w UB, odpowiedział: - I co z tego. A ja na to: – Komuny już nie ma, a pan ludziom zdrowie odebrał. Sumienia pan nie ma. Czy pan żałuje? Liczyłem na skuchę i pokorę. Jednak z ust Mariana K. usłyszałem – Żałuję, że takiego sku… nie zabiłem i że takie nasienie wydał. W tej chwili kobieta wtrąciła, ze jeśli mamy coś do siebie to powinniśmy spotkać się w sądzie. Powiedziałem: – Spotkamy się.
Potem złożyłem wniosek do IPN i zawiadomienie o przestępstwie. Następnie byli przesłuchiwani inni świadkowie. Żona, córka i zięć Konstantego Sosnkowskiego. Sposób przesłuchiwania był dość dziwny. Wiele osób odniosło wrażenie, że świadkowie byli bardziej ostro przesłuchiwani i bardzo długo niż sam oskarżony UB-ek. Niezadowolenie z takiego przebiegu przesłuchań publicznie wyraził działacz "Solidarności" z lat 80. Waldemar Nicman, za co został praktycznie wyproszony z sali sądowej i ostatecznie salę opuścił.
Kiedy wyrok?
Kolejny termin rozprawy już za miesiąc 25 kwietnia. To wówczas ma zapaść wyrok dla oprawcy z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ciechanowie Mariana K.
Sędzia przesłuchuje, a Policja aresztuje Adamczyka
Kiedy trwała rozprawa „kata” okresu stalinowskiego przed budynkiem Sądu doszło do groźnego incydentu. Protestujący przed budynkiem 96-letni Stanisław Adamczyk , żołnierz NSZ, więzień stalinowski został brutalnie zatrzymany przez patrol Policji i odwieziony na komendę.
Ratunku! Pomocy!
Przez uchylone okno sali sądowej było słychać głos wystraszonego staruszka wołającego - „pomocy, ratunku”. Hanna Pogorzelska, jedna z obserwatorek procesu wyjrzała przez okno – powiedziała: – Oni go ciągną po chodniku. Takie zachowanie bardzo nie spodobało się sędziemu i poprosił panią, że jeśli jest zainteresowana tym co się tam dzieje aby wyszła. Halina Pogorzelska tak też zrobiła. Pobiegła sprawdzić dlaczego Policja aresztuje tego niemal 100 - latka. Jak udało nam się dowiedzieć Stanisław Adamczyk został wypuszczony po około trzech godzinach a na jego ciele nie stwierdzono obrażeń.
Hanna Pogorzelska: „Kiedy trwała rozprawa usłyszeliśmy na sali rozpraw przeraźliwy krzyk. Ratunku, Pomocy. Siedziałam przy oknie i na początku nic nie widziałam. Po chwili jednak zobaczyłam jak Pana Adamczyka dwóch policjantów wlecze po chodniku w kierunku samochodu. Musiałam zareagować. Kiedy wybiegłam Pan Adamczyk leżał na tylnym siedzeniu. Nie wiem czy miał kajdanki czy nie ale leżał, a w raz z nim te karteczki które zazwyczaj ma przy sobie jak informacje dlaczego protestuje. Zapytałam Policjantów dlaczego tak go traktują. Mówię on ma przecież 96 lat. Mówię, przecież, możecie zrobić mu krzywdę. „Kata” przywozicie karetką na koszt podatników, a naszego lokalnego bohatera tak traktujecie? - To był jakiś młody patrol. Była z nimi również młodziutka policjantka. To był radiowóz osobowy. Zamknęli drzwi i pojechali. A Adamczyk dalej krzyczał - relacjonuje Halina Pogorzelska, siostra Franciszka Pogorzelskiego, działacza "Solidarności", jako młody chłopak był więziony w ciechanowskim UB.
Andrzej Adamczyk, syn Stanisława: "Ojca stan zdrowia nie jest proporcjonalny do lat. On jest prawie rówieśnikiem II Rzeczpospolitej. Lata więzień w latach 40 – tych, a potem więzienie w Iławie za działalność w Solidarności zrobiło swoje. Fizycznie ojciec się trzyma świetnie, ale psychika siada. Dodatkowo ojciec jest na starość głuchy i głośno mówi. Rozmówcy chcą go przekrzyczeć i też głośną mówią. Często wytwarza się nerwowa atmosfera która ojca doprowadza do wielkiej złości i potrafi być trudny. Zawsze wpajał nam że trzeba być uczciwym i kochać Polskę. Tak też jest. Tak nas wychował. Na starość nie może pogodzić się z niesprawiedliwością i często protestuje. Dla takiej osoby jak ojciec należy się wyrozumiałość, a nie patrzenie tylko przez literę prawa. Może i kogoś wyzywa ale on siedział kilka w stalinowskim więzieniu, w Iławie w latach osiemdziesiątych na spacerniak wyprowadzali go w worku na głowie, On zakładał na Mazowszu Solidarność RI. To wszystko jest w papierach ojca i Policja, Sądy powinny to wiedzieć i mieć na to wzgląd. Nie pojęte jest aby taką osobę za to, że krzyczy, że kogoś może obrazi skuwać kajdankami i traktować jak zbira. On ma 96 lat! O zajściu w Ciechanowie słyszałem. Dzwoniła do mnie na wybrzeże mama i opowiadała. Mówiła, że przywiozła go karetka pogotowia. Był zdenerwowany i nic się nie odzywał a potem poszedł chyba do kościoła - mówi Andrzej Adamczyk.