Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Policja wiedziała, że lewacy szykują się do zamieszek. Mimo to wycofała się…

Dwadzieścia minut przed wybuchem zamieszek pod warszawskim squatem policja poinformowała straż Marszy Niepodległości, że może tam dojść do starć.

Autor:

Dwadzieścia minut przed wybuchem zamieszek pod warszawskim squatem policja poinformowała straż Marszy Niepodległości, że może tam dojść do starć. Mimo to funkcjonariusze zamiast zabezpieczyć teren, zostali stamtąd wycofani.

Jak wynika z ustaleń tygodnika „Do Rzeczy”, policjantów wycofywano z terenów zagrożonych zamieszkami, choć policyjny sztab operacyjny był świadomy, że może tam dojść do eskalacji konfliktu i starć. Okazuje się, że mniej więcej dwadzieścia minut przed zamieszkami, do których doszło przed squatami przy ul. ks. Skorupki i ul. Wilczej w Warszawie, sztab operacyjny policji dysponował już informacjami, że w tym miejscu może dojść do zamieszek, bo „szykuje się do nich grupa lewaków”. Pomimo tej wiedzy, zdecydowano jednak o wycofaniu funkcjonariuszy, a informację o możliwym zagrożeniu przekazano jedynie organizatorom Marszu Niepodległości.
 

- Chwilę przed rozpoczęciem przemarszu oficer łącznikowy przekazał nam informację, że na dachach domów przy ul Skorupki biegają jacyś ludzie, że są to najprawdopodobniej anarchiści. Ale dodał, że policja tam działać nie będzie, więc, że mamy sobie sami zabezpieczyć ten teren – mówi w rozmowie z tygodnikiem „Do Rzeczy” Przemysław Czyżewski, szef wyszkolenia Straży Marszu Niepodległości.
 
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z policją straż Marszu Niepodległości miała jedynie zabezpieczać kolumnę marszową, a nie okoliczne tereny. Informacje przekazane przez tygodnik „Do Rzeczy” potwierdzają doniesienia portalu niezalezna.pl dotyczące okoliczności starć przy warszawskim squacie.

- Squat przy ulicy Skorupki położony był poza trasą marszu. Policja była zobowiązana do tego, aby podejmować tam interwencje, ale co więcej w sposób szczególny objąć ten punkt nadzorem – tłumaczył w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł Tomasz Kaczmarek.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z portalem niezalezna.pl zwrócił uwagę, że nawet w mediach pojawiły się informacje o tym, że w budynku squatu jeszcze przed rozpoczęciem marszu dwukrotnie pojawiła się policja i ostrzegała, że ten budynek może być obiektem agresji. Mimo wszystko budynek nie został zabezpieczony, ani poddany kontroli.

- Z materiałów prasowych jakie zostały zarejestrowane widać, że lewactwo które tam przebywało uzbroiło się na taką okoliczność. Między innymi z dachu tego właśnie budynku rzucano koktajlami Mołotowa, czyli podpalonymi butelkami z benzyną. Stanowi to zagrożenie życia i zdrowia innych ludzi – mówił w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł PiS.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,Do Rzeczy

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane