Kopacz powiedziała dzisiaj dziennikarzom, że "chce ocenić pracę i ramy prawne zespołów, które funkcjonują w tej kadencji". Jak zaznaczyła, ramy prawne dotyczące funkcjonowania zespołów parlamentarnych zostały nakreślone 20 lat temu. To ewidentna groźba. Ci co nie robią, jak chce władza, mają się czuć napiętnowani.
- Dobrze jest, że wracamy, że dzisiaj chcemy spojrzeć świeżym okiem na to, co powinno dziać się w polskim parlamencie, komu jak komu, ale marszałkowi Sejmu szczególnie zależy na wizerunku Sejmu, więc ta moja skrupulatność w ocenie tego, jak pracują zespoły, czy te ramy prawne są aktualne, czy nie, jest konieczna. Stąd bez pośpiechu spotkamy się w poniedziałek, spotkamy się ze specjalistami i spotkamy się z Prezydium Sejmu, bo to prezydium w wielu sprawach decyduje - zapowiedziała.
Oczywiście, nie jest przypadkiem, że Kopacz ogłosiła swój pomysł, po tym jak "Gazeta Wyborcza" podała, że Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz napisał list otwarty do marszałek Sejmu. Domaga się w nim dołożenia wszelkich starań w celu jak najszybszego zakończenia prac zespołu badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej i pracującego pod kierownictwem posła Antoniego Macierewicza. Akurat Ewie Kopacz ten apel bardzo odpowiada. Pamiętamy słowa kompromitujące obecną marszałek Sejmu jakie wypowiedziała tuż po tragedii smoleńskiej.