Walki będą się toczyć przy granicy z Polską? Szef BBN: Nic nie wskazuje, aby Rosja była zdolna otworzyć kolejny front

Propozycja niemiecka miała charakter ważnego i docenianego przez nas gestu po tragicznym wypadku w Przewodowie. Dla prezydenta każda nasza decyzja priorytetowo traktować musi bezpieczeństwo obywateli i terytorium RP. Oczywiście w perspektywie nadchodzących miesięcy kluczowe jest też wzmacnianie Ukrainy, która pada dziś ofiarą zmasowanych ataków rakietowych. Jeżeli Ukraina im ulegnie, radykalnie pogorszy się sytuacja bezpieczeństwa w całym naszym regionie – powiedział minister Jacek Siewiera, szef BBN, w wywiadzie z Janem Przemyłskim, odnosząc się do propozycji Niemiec ws. przekazania Polsce systemów Patriot.

fot. Marian Paluszkiewicz/Gazeta Polska

Poniżej publikujemy fragment wywiadu:

Źródła „Gazety Polskiej” mówią m.in. o tym, że na przełomie stycznia i lutego planowana jest duża operacja wojskowa, której skutkiem będzie natarcie wojsk rosyjskich z terenów Białorusi w kierunku południowym. Wówczas walki toczyłyby się w bezpośrednim sąsiedztwie granicy polsko-ukraińskiej. Czy może Pan się odnieść do tych informacji?

Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę krążą pogłoski o możliwości otwarcia kolejnego frontu z terytorium Białorusi w celu zablokowania zachodniej pomocy dla Ukrainy. Spekulacje nasilają się wraz z intensyfikacją tego wsparcia. Podkreślę ponownie, że z całą stanowczością możemy stwierdzić, że powodzenie Ukraińców w prowadzeniu kontrofensywy, ale również w przetrwaniu zimy zależy właśnie od tego, w jakim stopniu Zachód będzie zaangażowany w pomoc Ukrainie. 
Perspektywa przełomu stycznia i lutego jest w warunkach wojennych odległa i wiele do tej daty może się wydarzyć. Na ten moment nie obserwujemy żadnych ruchów wojsk czy innych sygnałów, które mogłyby sugerować, że Federacja Rosyjska podejmuje realne działania do przygotowania operacji ataku od strony białoruskiej, w niedalekiej odległości od granicy polskiej. To nie jest też operacja, którą można przeprowadzić z dnia na dzień. Musiałaby być dłuższy czas przygotowywana, co zostałoby dostrzeżone. Ponadto obecna sytuacja na froncie nie wskazuje, aby Federacja Rosyjska była zdolna otworzyć kolejny front. Natomiast jest to jeden z wariantów, który jako Sojusz poważnie powinniśmy uwzględniać w dalszej perspektywie. 

Przejdźmy zatem do sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Czy w najbliższym czasie reżim Alaksandra Łukaszenki może zintensyfikować wysiłki, aby podjąć próbę destabilizacji sytuacji na tym odcinku?

Nawet dla największych krytyków rządu z 2021 r. jest oczywiste, że sztuczna presja migracyjna była preludium do pełnoskalowej agresji na Ukrainę. To było przygotowywanie gruntu pod chaos uniemożliwiający szybką ucieczkę części ukraińskiego społeczeństwa z atakowanego kraju. 
Nadal obserwujemy próby nielegalnego przedostania się na terytorium Polski, nadal reżim Łukaszenki wykorzystuje migrantów, natomiast wszelkie próby destabilizacji sytuacji w tym rejonie są neutralizowane. Mimo wysiłków organizatorów tego procederu nie przynosi on im oczekiwanych rezultatów.
W tym kontekście widzimy, że decyzja o budowie zapory na granicy polsko-białoruskiej była decyzją słuszną. Kilka dni temu prezydent osobiście zapoznawał się z jej funkcjonowaniem i możemy mówić, że będzie to najnowocześniejszy system nadzoru granicy na kontynencie. 

Zapora powstaje także na granicy Polski z obwodem kaliningradzkim. Czy na tym odcinku możemy się spodziewać podobnych zdarzeń, jakie miały miejsce na granicy polsko-białoruskiej?

W ostatnim czasie Straż Graniczna nie odnotowała prób nielegalnego wtargnięcia na terytorium Polski od strony obwodu kaliningradzkiego. Jednak nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że tych prób nie będzie. Być może na razie udało się im zapobiec dzięki szybkiej reakcji rządu i pracy służb lub nie nastąpił jeszcze czas, w którym agresor chciałby użyć broni migracyjnej na tym kierunku. Faktem jest, że budowa zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim jest także działaniem prewencyjnym i sygnałem wysyłanym stronie rosyjskiej, że Polska zachowuje czujność w tym obszarze, rozumie ryzyka i dysponuje skutecznymi środkami przeciwdziałania zagrożeniom. A myślę, że determinacja państwa polskiego do ochrony granic nie budzi dziś u nikogo żadnych wątpliwości.

Przejdźmy zatem do ochrony polskiej infrastruktury krytycznej. Czy m.in. po wybuchu w gazociągu Nord Stream ochrona obiektów polskiej infrastruktury krytycznej w jakiś sposób się zmieniła? Została wzmocniona? 

Zabezpieczenie infrastruktury krytycznej jest kwestią, która w ostatnich miesiącach nabrała dodatkowego znaczenia dla państw całej Europy. Po wybuchu w rurociągu Nord Stream i w świetle tego, jak ważna jest dziś dywersyfikacja dostaw energii, każde z państw na nowo dokonuje rewizji bezpieczeństwa infrastruktury pozwalającej na odbiór zasobów energetycznych. Jeśli chodzi o ochronę krajowej infrastruktury, to od momentu wybuchu wojny na Ukrainie pewne dodatkowe kroki już zostały poczynione, natomiast szczegóły nie powinny być informacją publiczną. Inne działania wymagają czasu i kolejnych inwestycji. Jednak zapewniam, że bezpieczeństwo tego typu obiektów jest jednym z najwyższych priorytetów państwa. 

Czy w ostatnich tygodniach, miesiącach odnotowano jakąś szczególną aktywność środowisk prorosyjskich działających na terytorium Polski?

Nie mamy złudzeń, że wieloletnia aktywność rosyjskich służb na terytorium Zachodu dała Federacji Rosyjskiej możliwość oddziaływania na politykę wewnętrzną danych państw. Używane są do tego zarówno prymitywne narzędzia jak farmy trolli, jak i bardziej wysublimowane mechanizmy manipulacji i dezinformacji. Mamy świadomość, że Federacja Rosyjska używa tych technik w krajach Zachodu. Bacznie przyglądamy się temu zjawisku. Strona rządowa oraz prezydent są informowani o potencjalnych ryzykach wynikających z działalności agentury Federacji Rosyjskiej. 

Cały wywiad ukazał się w najnowszym numerze „Gazety Polskiej Codziennie”


 

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Jan Przemyłski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo