Sejm uchwalił ustawę o maksymalnych cenach energii. Marek Suski: To ratunek dla firm i rodzin

Przy manipulacjach na różnych poziomach, jeśli chodzi o ceny energii, to rzeczywiście jest ratunek dla polskich firm i polskich rodzin - ocenił przyjętą dziś przez Sejm ustawę o maksymalnych cenach energii elektrycznej szef sejmowej komisji energii Marek Suski.

Zbigniew Kaczmarek/Gazeta Polska

Za uchwaleniem ustawy o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 roku głosowało 411 posłów, sześciu było przeciw, 14 wstrzymało się od głosu. Teraz ustawa trafi pod obrady Senatu. Zgodnie z nowymi przepisami, dla gospodarstw ta cena wyniesie 693 zł za MWh, a dla samorządów i sektora MŚP 785 zł za MWh.

Niezależnie od tego, jaka będzie cena, jaki koszt, to państwo gwarantuje tym odbiorcom taką cenę. I to jest dobra informacja, ponieważ przy tych manipulacjach na różnych poziomach, jeśli chodzi o ceny energii, to jest rzeczywiście można powiedzieć taki ratunek i dla polskich firm i dla polskich rodzin

- oświadczył Suski na briefingu prasowym po głosowaniach w Sejmie.

Szef Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych (ESK) zwrócił też uwagę na to, że ustalone w ustawie maksymalne ceny energii dotyczą rodzin w gospodarstwach domowych, ale też instytucji", które "w gruncie rzeczy w większości podlegają samorządom". "A zatem jest to ustawa, która też bardzo wesprze fundusze samorządowe" - zaznaczył.

Rząd wspiera w ten sposób oświatę, kulturę, budynki administracyjne, politykę prorodzinną, pomoc społeczną, obiekty zdrowia, transport zbiorowy, czyli to wszystko, co dzisiaj jest utrzymywany przez samorząd. A jednocześnie, z drugiej strony, jeśli chodzi o pomoc dla obywateli, samorząd odmawia tej pomocy, mimo że posiada składy i bocznice kolejowe

- powiedział Suski. odnosząc się do postawy części samorządów, które nie współpracują przy dystrybuowania węgla. Jego zdaniem, "można powiedzieć, że samorządy z jednej strony domagają się od rządu pomocy i taką pomoc otrzymują. i to jest dobra wola, a z drugiej strony nie ma dobrej woli jeśli chodzi o pomoc dla obywateli".

Najważniejsze z przepisów zawartych w ustawie o preferencyjnych zasadach zakupu i dystrybucji węgla omówił szef Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej (STR) Tomasz Ławniczak. Ustawę tę poparło 303 posłów, m.in. z klubów PiS, Lewicy, Koalicji Polskiej, Polski 2050. a przeciw zagłosowało 14 posłów, w tym z Konfederacji. Posłowie Koalicji Obywatelskiej wstrzymali się od głosu.

Ławniczak zaznaczył, że ustawa "dedykowana jest wszystkim gospodarstwom domowym, które będą mogły zakupić docelowo do 31 grudnia półtorej tony i od 1 stycznia przyszłego roku również półtorej tony po preferencyjnej cenie".

Ta preferencyjna cena to 2000 zł. I generalnie rzecz biorąc gminy mogą włączyć się do dystrybucji węgla na zasadach dobrowolności

- powiedział.

Jak przy tym oświadczył, "wbrew temu, co niektórzy posłowie opozycji mówili, że narzucamy samorządom zadania, które nie wchodzą w skład film obowiązków, jest to dobrowolne".

Chcę podkreślić, że bardzo wiele gmin, a więc samorządów pierwszego szczebla, zgłasza się i chce już uczestniczyć (w dystrybucji); i nie dosyć tego, bo już przed uchwaleniem tej ustawy, poszczególne samorządy, i to sporo samorządów, na własną rękę rozpoczęło już działania w tym celu, dlatego że ciepło w sezonie grzewczym 2022/23 jest bardzo potrzebne

 - mówił.

Poinformował, że według obecnych danych Polska potrzebuje rocznie 64-65 milionów ton węgla.

Polska wydobywa 55 milionów ton węgla. 20 lat temu wydobywała 103 miliony tony węgla. A kto zamykał kopalnie nie będę już tutaj wskazywał, ani politycyzował

- powiedział Ławniczak.

Natomiast jesteśmy w takiej sytuacji, że te 9-10 milionów ton przez ostatnie lata było importowane z Rosji. Generalnie rzecz biorąc, Europa importowała z Rosji kilkadziesiąt milionów ton; mówię tutaj o państwach Unii Europejskiej, dlatego że Europa ma zapotrzebowanie ciągle jeszcze na poziomie około 160 milionów ton węgla. I po przerwaniu tych dostaw węgiel trzeba sprowadzać zza oceanów

 - wyjaśniał.

W związku z tym - jak kontynuował - "cena węgla na systemie portów ARA, a więc Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia, osiąga po przywiezieniu poziom 2000 zł za tonę".

To trzeba przewieźć jeszcze do Gdańska, potem trzeba przewieźć na pociągi, i rynkowa cena w tej chwili to jest ponad 3000, czasem 3,5 tys., czasem jeszcze więcej złotych

- wyliczał.

Natomiast tutaj gwarantujemy 3 tony węgla na cały sezon grzewczy każdemu indywidualnemu gospodarstwu domowemu, które posiada piec. Oczywiście nie przeszkadza to temu, aby poszczególne gospodarstwa rolne kupowały większe ilości węgla po cenie rynkowej

- dodał.

Pytany, czy spółki Skarbu Państwa włączą się w transport tego węgla z portów, Ławniczak poinformował, że "przygotowane już są dwa rozporządzenia do tej ustawy, jeżeli ona zostanie przyjęta przez Senat i potem podpisana przez prezydenta".

Sprecyzował, że są to rozporządzenia ministra aktywów państwowych, mówiące o tym, że "dwie spółki państwowe, mianowicie PGE Paliwa oraz Węglokoks, będą tymi odbiorcami i jednocześnie podmiotami certyfikującymi ten węgiel".

Do nich będą zgłaszały się poszczególne samorządy terytorialne, przy czym poszczególne samorządy terytorialne mogą też delegować te swoje uprawnienia oraz inicjatywy w tym zakresie na ten sezon grzewczy albo spółkom komunalnym, albo związkom gmin, bądź też gminie sąsiedniej, albo sektorowi prywatnemu, który do tej pory zajmował się (taką działalnością), i który potem będzie miał zwracane odpowiednio pieniądze

- wyjaśnił szef Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej.

 

 



Źródło: PAP, Niezalezna.pl

 

wb
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo