Praworządność po brukselsku. Podwójne standardy Komisji Europejskiej!

Komisja Europejska, wstrzymująca pod płaszczykiem walki o praworządność od miesięcy wypłatę należnych Polsce środków z KPO, daje kolejny pokaz hipokryzji w sprawie unijnych regulacji. Brukselscy urzędnicy uważają, że jeżeli uda się im zrealizować zamierzony cel, to mogą bezkarnie łamać własne standardy legislacyjne. Tak wynika z odpowiedzi na pytanie poselskie, które do Komisji Europejskiej wysłał były minister rolnictwa, Krzysztof Jurgiel.

pixabay.com/sarahjohnson1

Europoseł PiS kilka tygodni temu zapytał Komisję Europejską o wątpliwości polskich urzędników i prawników, dotyczące pomysłu wprowadzenia zakazu sprzedaży aromatyzowanych wkładów do podgrzewania tytoniu. Parlamentarzysta pytał między innymi o to, czy pomysł urzędników wprowadzenia nowej kategorii prawnej, której nie uwzględniono w dyrektywie tytoniowej jest zgodny z zakresem delegacji z dyrektywy 2014/40/UE, a tym samym z unijnymi traktatami i orzecznictwem TSUE, na które Bruksela tak chętnie się powołuje. Z odpowiedzi, która niedawno dotarła do europosła, wynika, że unijni urzędnicy uważają, że tworząc nowe, nieprzyjęte wcześniej przez unijny parlament kategorie, przepisów nie łamią, bo dzięki temu będą w stanie działać „skutecznie”.

Urzędnicy zbyli milczeniem szczegółowe pytania ministra Jurgiela o orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, z którego wynika, że Komisja w ramach wykonywania uprawnień do „uzupełnienia” aktu prawodawczego, nie może dodać nowego elementu do samego tekstu aktu. Pytani o potencjalne straty przedsiębiorców, którzy ucierpią z powodu zakazu sprzedaży aromatyzowanych wkładów urzędnicy piszą sucho, że przecież przepisy, które dają taką możliwość (dyrektywa tytoniowa) już dawno temu weszły w życie, więc „podmioty gospodarcze mogły się tego spodziewać”. Komisja Europejska jednak nie przejmuje się obawami małych polskich sklepikarzy i handlarzy, o których „Niezależna” pisała na początku lipca.

„Wyroby tytoniowe są ważną kategorią sprzedaży w handlu detalicznym. W niektórych sklepach generują nawet do około 40% obrotów. Komisja Europejska, krótko po zakazaniu sprzedaży papierosów mentolowych, kolejny raz uderza w polski handel. Zakaz sprzedaży aromatyzowanych tytoni do podgrzewania może negatywnie wpłynąć na przychody zwłaszcza najmniejszych przedsiębiorców w tym i tak trudnym gospodarczo czasie”

- podkreślał w rozmowie z niezalezna.pl Maciej Ptaszyński, Wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Przypomnijmy o co toczy się gra. Na początku roku okazało się, że Komisja Europejska, powołując się na zapisy dyrektywy tytoniowej dotyczące wyrobów nowatorskich, chce w ekspresowym tempie wprowadzić zakaz sprzedaży aromatyzowanych wkładów tytoniowych do podgrzewania. Powodem ma być coraz większa sprzedaż podgrzewanego tytoniu na terenie Unii. W Polsce z podgrzewaczy korzysta około miliona osób. To sześć- siedem procent całego rynku. Blisko osiemdziesiąt procent użytkowników wybiera warianty smakowe, głównie mentolowe. Na najnowszym zakazie Komisji polski budżet może stracić nawet miliard złotych, które nie trafią do skarbu państw w postaci wpływów z akcyzy i podatku VAT.

Wcześniej, w 2020 roku Komisja Europejska wprowadziła zakaz sprzedaży papierosów smakowych. Wtedy nowe przepisy, które zostały ujęte w dyrektywie tytoniowej, przeszły całą ścieżkę legislacyjną – od parlamentu europejskiego poprzez rządy krajów członkowskich, po parlamenty narodowe. Sam zakaz wszedł w życie dopiero cztery lata po uchwaleniu odpowiednich regulacji. Teraz Komisja Europejska idzie „na skróty” i chce wprowadzić zakaz aktem delegowanym do dyrektywy tytoniowej, czyli zmienić przepisy w unijnej „ustawie” odpowiednikiem polskiego rozporządzenia. 

Eksperci biją na alarm, że Komisja łamie unijne traktaty i zasady legislacyjne na co najmniej dwa sposoby. Po pierwsze, Komisja Europejska powołując się na zapisy dotyczące wyrobów nowatorskich chce zakazać sprzedaży wyrobów tytoniowych do podgrzewania i wprowadza w tym celu definicję tej nowej kategorii prawnej. 

Dr hab. Piotr Zapadka, prodziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (UKSW) w rozmowie z ISBzdrowie podkreślał, że to błąd. „Komisja Europejska ani nie może wykraczać poza zakres ‘delegacji’, ani też nie może zmieniać dyrektywy ‘głównej’ - w tym wypadku Dyrektywy Tytoniowej - w sposób nie dający się z nią pogodzić lub też naruszający sens dyrektywy ‘głównej’” komentował Zapadka.

Po drugie, Komisja Europejska wprowadzając zakaz działa „na skróty”.

Była wiceminister finansów, Elżbieta Chojna – Duch mówiła Rzeczpospolitej, że Komisja nie może omijać Europarlamentu i Rady Unii Europejskiej. „(…) Na europejskim prawodawcy ciąży obowiązek czytelnego i precyzyjnego określenia uprawnień, które zamierza delegować komisji. Dyrektywy są uchwalane przez Parlament Europejski oraz Radę Unii Europejskiej. Inne instytucje nie mogą ich zastępować czy omijać procesu”.

Problemy z działaniem Komisji dostrzegł wiceminister spraw zagranicznych, Marcin Przydacz, który w rozmowie z Radiem Plus pod koniec maja mówił o „rozpychaniu się” urzędników.

„Komisja się próbuje rozpychać niekoniecznie bazując na przepisach traktowych, niekoniecznie działając w ramach praworządności. (…) Nie można dopuścić do sytuacji, w której komisja jako ciało wykonawcze, będzie powodowała zmiany prawne, wchodząc w buty ciała legislacyjnego”

- oceniał Przydacz.

Liczne apele do rządu w sprawie projektu Komisji wysłały zrzeszenia, związki zawodowe i stowarzyszenia przedsiębiorców. O wsparcie prosili między innymi Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Amerykańska Izba Handlowa, Pracodawcy RP i Konfederacja Lewiatan, związkowcy z NSZZ Solidarność Sekcji Krajowej Pracowników Przemysłu Tytoniowego czy Instytut Gospodarki Rolnej.

Do tej pory oficjalne, pisemne protesty wobec sposobu działania Komisji Europejskiej złożyły między innymi Włochy, Grecja, Bułgaria i kraje Grupy Wyszehradzkiej – Czechy, Słowacja i Węgry. Polskie Ministerstwo Zdrowia początkowo miało obiekcje wobec planu działań Brukseli, ale nie zdecydowało się zgłosić sprzeciwu. W środę, 21 września, zbierze grupa robocza Komisji Europejskiej zajmująca się projektem zakazu sprzedaży aromatyzowanych wariantów podgrzewanego tytoniu. Protest przedstawicieli polskiej strony na piśmie i wniosek o pisemną opinię służb prawnych Rady Unii to powinien być plan minimum.

 



Źródło: niezalezna.pl,

 

Grzegorz Broński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo