Gdyby "operacja polska" potrwała dłużej, wszyscy Polacy w ZSRS zostaliby unicestwieni - WYWIAD

- Aresztowani byli dzieleni na dwie kategorie: skazanych na śmierć i zesłanych do łagru na pięć do dziesięciu lat. Ta druga kategoria stosowana była niestety dużo rzadziej. Znając jednak realia panujące w łagrach, należy przypuszczać, że dziesięcioletni wyrok i tak najczęściej kończył się śmiercią skazańca - mówi Mariusz Kwaśniak, wicedyrektor Archiwum IPN. 85 lat temu, 11 sierpnia 1937 r. rozpoczęła się operacja polska.

NKVD, scanned by Tomasz Sommer, Public domain, via Wikimedia Commons

W latach dwudziestych i trzydziestych władze sowieckie podejmowały próby zjednania Polaków mieszkających w ZSRS do komunizmu. Stworzono Polski Rejon Narodowy im. Juliana Marchlewskiego oraz Polski Rejon Narodowy im. Feliksa Dzierżyńskiego. Dlaczego polityka narodowościowa ZSRS zmieniła się tak szybko?

Ta zmiana nie dotyczyła wyłącznie Polaków, ale w zasadzie wszystkich narodowości zamieszkujących na terenie ZSRS. Chwilowa odwilż to efekt tzw. korienizacji (powrotu do korzeni), czyli samostanowienia, oczywiście w wersji sowieckiej. Utworzenie dwóch wspomnianych regionów „autonomicznych” nie wynikało z dobrej woli Kremla wobec Polaków, ale próby ich przekształcenia na ludzi sowieckich. Dano im pewną niezależność, lecz próba zakończyła się niepowodzeniem, m.in. z powodu niechęci Polaków do kolektywizacji rolnictwa i ich przywiązania do wiary katolickiej, która w ZSRS często była nazywana „polską wiarą”. Wśród Polaków wybuchały bunty, które władze sowieckie musiały pacyfikować z pomocą milicji i wojska. Należy więc pamiętać, że represje Polaków to nie tylko koniec lat trzydziestych, ale niemal cały okres po zawarciu Traktatu ryskiego.

Zakres wspomnianej autonomii oczywiście nie był zbyt znaczący. Pozwalano do pewnego stopnia rządzić w tych regionach Polakom, rozwijało się szkolnictwo i prasa, wszystko jednak odbywało się pod stałą kontrolą komunistów. W ten sposób chciano wykształcić polsko-sowiecką kadrę, tak aby Polacy poczuli się współgospodarzami ZSRS. Zdecydowanie nie byliśmy ulubioną nacją zbrodniarza rządzącego ZSRS. Stalin pamiętał nie tylko o klęsce militarnej roku 1920, ale również wspieraniu przez Piłsudskiego ruchów niepodległościowych wśród nacji zniewolonych przez sowiecką Rosję, m.in. Ukraińców.

Polaków dotyczyły dwa rozkazy wydane przez NKWD. Drugi dotyczył represji wobec rodzin aresztowanych. Czy celem Stalina była całkowita eksterminacja Polaków w ZSRS?

Był to rozkaz o numerze 00486. Trudno zakładać, żeby wyłącznie dziełem przypadku było to, że został oznaczony numerem następującym po tym, którym oznaczono pierwszy rozkaz Jeżowa, który dotyczył likwidacji rzekomej agentury polskiego wywiadu. Decyzja o represjonowaniu rodzin dotyczyła nie tylko Polaków, ale również innych nacji. Skala tej zbrodni nie została do dziś zbadana, ale należy zakładać, że rozkaz ten stosowano masowo. Istnieje hipoteza, że to właśnie skala restrykcji stosowanych wobec członków rodzin „zdrajców ojczyzny” doprowadziła do zakończenia Wielkiego Terroru, poprzez paraliż ośrodków penitencjarnych, domów dziecka czy sierocińców.

Należy pamiętać, że Polacy w ZSRS byli znacznie bardziej narażeni na represje niż przedstawiciele innych narodowości. Nie sądzę jednak, żeby pierwotnym celem Stalina było unicestwienie wszystkich etnicznych Polaków żyjących w ZSRS, lecz gdyby „operacja polska” potrwała jeszcze kilka lat, niechybnie tak by się stało.

W celu popełnienia zbrodni stawiano fikcyjne oskarżenia. Ich charakter był całkowicie absurdalny. Trudno inaczej traktować zarzut współpracy z Polską Organizacją Wojskową, która została rozwiązana kilkanaście lat wcześniej. Oczywiście funkcjonariusze sowieckiego aparatu represji nie przejmowali się racjonalnością zarzutów. Każdy pretekst był dobry, aby osiągnąć cel, w tym przypadku eksterminację domniemanych wrogów ojczyzny. System sowiecki potrzebował jakichś podstaw prawnych.

Równie absurdalne były zarzuty współpracy z wywiadami innych państw. Było to praktycznie niemożliwe w warunkach zamkniętego państwa policyjnego. Zarzuty wobec Polaków nie różniły się od tych, które przedstawiano przedstawicielom innych narodowości. Stosunek do naszych rodaków cechowała jednak surowość restrykcji. Wyroków śmierci wobec nich było zdecydowanie więcej niż wobec przedstawicieli innych narodów. Ten odsetek trudno porównać do którejkolwiek z kilkunastu „operacji narodowościowych”. Poza wyrokami śmierci zapadały wyroki wieloletniego gułagu. Aresztowani byli dzieleni na dwie kategorie: skazanych na śmierć i zesłanych do łagru na pięć do dziesięciu lat. Ta druga kategoria stosowana była niestety dużo rzadziej. Znając jednak realia panujące w łagrach, należy przypuszczać, że dziesięcioletni wyrok i tak najczęściej kończył się śmiercią skazańca.

W 2018 r. IPN zorganizował wystawę poświęconą operacji polskiej. Jakie były źródła, którymi posłużyli się jej autorzy?

Wystawa „Rozkaz nr 00485. Antypolska operacja NKWD na sowieckiej Ukrainie 1937–1938” opierała się w całości na materiałach pozyskanych z archiwów ukraińskich.

Umowy o współpracy z trzema archiwami obwodowymi – odeskim, chmielnickim i winnickim – podpisaliśmy w marcu 2018 r., a już w październiku wystawa była gotowa. To niezwykłe tempo przy realizacji tego typu projektu, tym bardziej że podstawą narracji miały być fotografie ofiar terroru sowieckiego. Tymczasem w latach trzydziestych w ZSRS fotografia nie była stosowana zbyt często przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Ukraińscy archiwiści wykonali ogromną kwerendę w kilkunastu tysiącach jednostek archiwalnych, aby znaleźć zaledwie kilkanaście fotografii. Udało się, a to sprawiło, że odwiedzający wystawę mogli spojrzeć na twarze represjonowanych przeszyte bólem i strachem.

Wyszliśmy z założenia, że to zostanie zapamiętane lepiej niż słowo pisane. Uzupełnieniem fotografii były zeznania oskarżonych, które były odpowiedzią na wspomniane już zupełnie absurdalne zarzuty. Pamiętajmy, że wśród ofiar tej operacji byli także przedstawiciele innych narodów, którzy nosili polskobrzmiące nazwiska lub pracowali wspólnie z Polakami w jednym kołchozie i zostali oskarżeni o te same wyimaginowane przestępstwa. Wówczas zbiorowa odpowiedzialność sowiecka dotykała wszystkich.

Niebawem ukaże się publikacja poświęcona rozkazowi 00486, oparta na materiałach z postsowieckich archiwów na Ukrainie. Chcemy, aby było to wydawnictwo popularnonaukowe, skierowane do możliwie szerokiego grona odbiorców, a nie stricte naukowe, dedykowane jedynie historykom zawodowo zajmującym się badaniem zjawiska Wielkiego Terroru. Głównym jego zamierzeniem jest popularyzacja wiedzy o dramacie rodzin „wrogów ojczyzny”.

Co jeszcze mogą zrobić polscy historycy dla udokumentowania tej zbrodni, skoro na Ukrainie trwa wojna, a archiwa rosyjskie i białoruskie są dla nich zamknięte?

Pamiętajmy, że zbrodnia ta objęła cały Związek Sowiecki. Nie było zakątka tego wielkiego kraju, w którym Polacy mogli się ukryć. Korzystamy więc z archiwów innych byłych sowieckich republik, np. gruzińskich. Podpisaliśmy umowę z Archiwum Prezydenta Republiki Kazachstanu, za chwilę zainicjujemy współpracę z innymi archiwami w tym kraju.

Jeszcze w tym roku podobną umowę zawrzemy z archiwum w Uzbekistanie. W obu tych krajach jest mnóstwo materiałów związanych z dziejami Polaków w Związku Sowieckim.

Czy zwiedzający wystawę często mówili, że do tej pory nie słyszeli o tej zbrodni na Polakach?

Wystawę pokazywano nie tylko w kilkudziesięciu miastach Polski i Ukrainy, ale także w Stanach Zjednoczonych czy Australii. W Polsce wiedza o operacji polskiej jest coraz powszechniejsza, więc wystawa nie była dla nikogo szokująca. Z innym odbiorem spotkaliśmy się na Ukrainie. Zdarzało się, że zwiedzający płakali lub przynosili dokumenty dotyczące zbrodni popełnionych na ich bliskich. W Stanach Zjednoczonych i Australii wystawa wywoływała konsternację i zdumienie potwornością zbrodni, gdyż mało kto tam słyszał o bestialstwach dokonywanych na Polakach, w „ojczyźnie proletariatu”.

Rozmawiał: Michał Szukała

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

wg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo