Z kredkami na wojnę... Rosyjscy żołnierze wyruszają w bój z nieprzydatnymi i przestarzałymi „gadżetami”

"Szli zdobywać Kijów ze starą teczką, w której były kredki, klej i cyrkiel. Ostatni raz widziałem taką teczkę wiele lat temu, gdy byłem studentem. I to w muzeum" - powiedział portalowi Ukrainska Prawda komendant policji w obwodzie kijowskim Andrij Niebytow. Trochę lepiej powinna wyglądać sytuacja nowo zwerbowanych żołnierzy, jednak oni... muszą najpierw zapłacić za sprzęt.

zdjęcie ilustracyjne
pixabay.com

Portal opublikował w piątek reportaż, w którym generał Niebytow demonstruje, co rosyjscy żołnierze zabrali ze sobą na wojnę (zdjęcia obejrzeć można tutaj).

Komendant pokazuje teczkę....

Legendarna rzecz! Widziałem taką, kiedy studiowałem w Donieckim Instytucie Spraw Wewnętrznych. I to w muzeum. Można byłoby pomyśleć, że rosyjski żołnierz wziął ją przypadkowo. Ale nie. O proszę, kompas. Wyciągasz, zaczynasz szukać strony świata. (...) Jest też spis zawartości. Żołnierz potrzebuje też kredek ołówkowych. Albo kleju. Bez tego atak na Ukrainę jest niemożliwy! Są flamastry, nożyczki, cyrkiel… A nawet krzywomierz – dawne urządzenie do mierzenia odległości linii krzywych na mapie. To epoka kamienia łupanego!

 - śmieje się Niebytow.

"Mamy też naszywkę mundurową 114. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych. Pułk ten stacjonuje w Ussuryjsku (Kraj Nadmorski na Dalekim Wschodzie), 9600 kilometrów od Kijowa, bardzo daleko od Europy i być może tym należy tłumaczyć to, że mają takie przedpotopowe rzeczy? Są wynalazki, z których korzystamy, a oni nie. Ludzie wymyślili smartfony, iPhone'y, ale Rosjanie biorą ze sobą na wojnę aparat telefoniczny TA-57 model z roku 1957! Znaleźliśmy go w Czarnobylu. Z początku pomyślałem, że weszli do naszego muzeum. A kiedy go otworzyłem to w środku była współczesna bateria

 - dodał generał.

Dlaczego mają tak dużo starodawnych gadżetów? Możliwe, że jakiś Rogozin przyszedł do Putina z taką wielką krótkofalówką i powiedział, że to najnowsze urządzenie. Dali im do czytania gazetę Krasnaja Zwiezda. Znajdujemy te gazety w okopach. Wszystko jak za czasów ZSRR – otwierasz, czytasz, wiesz za co umierasz – o, tu cytat z Putina: "Będziemy walczyć o prawo do pozostawania Rosją". A czy ktoś im zabrania?

- zapytał retorycznie Niebytow.

Tu mamy wielką kadź do zbierania wody. Przewrócili ją, obsypali ziemią. Do środka włożyli dywany, zrobili sobie domową atmosferę. Wygląda trochę jak jurta

- dodał ironicznie ukraiński generał. 

Być może to właśnie taka jakość uzbrojenia sprawiła, że nowi kontraktowi żołnierze... muszą sami go sobie kupić. Radio Swoboda powołując się na portal Moscow Times podaje, że żołnierze kontraktowi Gwardii Narodowej podpisując teraz kontrakty okres służby podany mają od maja do września. Ich miesięczne wynagrodzenie to około 14,1 tysiąca złotych - 200 tysięcy rubli.

Jak wskazał jeden z rozmówców, właśnie tyle kosztował go zakup kamizelki kuloodpornej, hełmu, butów, kurtki, spodni i kamizelki taktycznej. Inny rosyjski żołnierz zawodowy powiedział, że w armii brakuje nie tylko nowoczesnych kamizelek i hełmów, lecz nie ma też ciepłych ubrań i racji żywnościowych. Cały sprzęt jest „w radzieckiej naftalinie, najprostsza broń się zacina”.

Sklepy sprzedające kamizelki kuloodporne i inny sprzęt wojskowy notują dwukrotny wzrost sprzedaży. Podobnie jest na portalu avito.ru (odpowiednik polskiego Allegro), gdzie wszystkie towary łącznie z bronią i amunicją znikają „na pniu” - napisał Moscow Times.

Wygląda więc na to, że aby cokolwiek zarobić, młodzi żołnierze muszą mieć szczęście i przeżyć przynajmniej jeden miesiąc...

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP, Ukrainska Prawda

#Ukraina #Rosja #wojna

mt
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo