Tego się nie spodziewała. Zamiast na własny ślub - z lotniska trafiła do aresztu

30-letnia Polka, która przyleciała z Londynu do ojczyzny, by wziąć ślub, została zatrzymana na podkrakowskim lotnisku. Okazało się, że była poszukiwana listem gończym, więc najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.

Zdjęcie ilustracyjne
pixabay.com

"Tuż po wylądowaniu na krakowskim lotnisku kobieta usłyszała od funkcjonariuszy Straży Granicznej, że z powodu niestawienia się do zakładu karnego i ukrywania przed wymiarem sprawiedliwości, wystawiono za nią list gończy, aby wyegzekwować nałożoną karę"

- przekazała w piątek SG.

Kłopoty 30-latki z prawem zaczęły się trzy lata temu, kiedy to złamała przepisy kodeksu drogowego, w wyniku czego doprowadziła do zderzenia z motocyklem. Sąd nakazał jej wtedy zapłacenie 100 zł grzywny, czego kobieta nie zrobiła, w związku z czym nałożono na nią karę dwóch dni aresztu. Kolejny raz przepisy złamała jadąc samochodem w stanie nietrzeźwości, za co miała m.in. wykonywać prace społeczne. Polka wyjechała jednak do Wielkiej Brytanii, o czym nie poinformowała przydzielonego jej kuratora, w związku z czym sąd zastosował wobec niej karę zastępczą - 90 dni pozbawienia wolności.

Po kilku latach, kiedy przyszła panna młoda wylądowała na lotnisku w Balicach po powrocie do kraju, gdzie planowała wziąć ślub, została zatrzymana.

"Niefrasobliwa Polka nie mogła uwierzyć, że postanowieniem sądu o obligatoryjnym wykonaniu zastępczej kary pozbawienia wolności, zaplanowana huczna uroczystość nie odbędzie się w ciągu najbliższych 92 dni, które ona sama spędzi w zakładzie penitencjarnym"

- podała SG.

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP

#polska

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo