TYLKO U NAS! Były premier Finlandii Alexander Stubb o wojnie: „Stoimy w obliczu historycznych zmian"

To jest niezwykle budujące i krzepiące serce widzieć, w jaki sposób Polacy pomagają teraz Ukraińcom. (…) Jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które kiedykolwiek widziałem. Więc chciałbym osobiście podziękować Polakom za to, co robią – mówi portalowi Niezalezna.pl były premier Finlandii Alexander Stubb. Jak zaznacza, atak Rosji na Ukrainę zmienił wiele również dla Finów. Wsparcie członkostwa państwa w NATO wśród obywateli gwałtownie wzrosło. - Stoimy w obliczu historycznych zmian. Ludzie to zrozumieli – dodaje fiński polityk.

Na zdjęciu Alexander Stubb
arch. niezalezna.pl Frankie Fouganthin CC BY-SA 4.0
Alexander Stubb jest fińskim liberalno-konserwatywnym politykiem, nauczycielem akademickim. W latach 2008-2011 był ministrem spraw zagranicznych kraju, a od 2011 r. do 2014 r. - ministrem handlu zagranicznego i spraw europejskich. W latach 2014-2015 objął stanowisko premiera Finlandii, w latach 2015-2016 - stanowisko ministra finansów. Był posłem do Parlamentu Europejskiego VI kadencji oraz od 2014 do 2016 przewodniczącym Partii Koalicji Narodowej (do której należy obecny prezydent Finlandii Sauli Niinistö).

W ubiegłym tygodniu napisał Pan na Twitterze: „Będę udzielał wywiadów zagranicznym mediom tak długo, aż wszyscy zrozumieją, że Finlandia nie jest państwem neutralnym”. Czy mógłby Pan wyjaśnić swoje stanowisko polskim Czytelnikom?

Nie jesteśmy państwem neutralnym od momentu zakończenia zimnej wojny w 1989 roku. Odeszliśmy od doktryny neutralności oficjalnie na początku lat 90. XX wieku.

Finlandia określiła siebie jako państwo, które nie należy do wojskowych sojuszy. A w 1995 roku weszliśmy w skład Unii Europejskiej i nawiązaliśmy bardzo bliskie relacje z NATO. Mamy porozumienie o bardzo bliskiej współpracy z Sojuszem Północnoatlantyckim, braliśmy udział w większej ilości operacji NATO niż większość jego członków. Stworzyliśmy wojsko, które jest bardziej kompatybilne z NATO niż armie większości członków Sojuszu. Mamy 64 myśliwce F/A-18. Zamówiliśmy właśnie jeszcze 64 myśliwce F-35. Więc neutralność – to ostatnie słowo, jakim bym nas opisał. To jest po prostu relikt przeszłości, o którym niektórzy ludzie w przestrzeni stosunków międzynarodowych jeszcze wspominają. Po prostu nie jesteśmy neutralni.

Panie Premierze, jak Pan ocenia rolę Polski w pomocy udzielanej obecne Ukrainie? Jak Pan ocenia tę pomoc?

To jest niezwykle budujące i krzepiące serce widzieć, w jaki sposób Polacy pomagają teraz Ukraińcom. Zabierają do domów rodziny, które przyszły pod granicę, uchodźców i azylantów. Dają im wyżywienie i schronienie. Pośrodku koszmarnej wojny, wszczętej przez koszmarnego agresora. Ja myślę, że jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które kiedykolwiek widziałem. Więc chciałby osobiście podziękować Polakom za to, co robią. Oni pokazują ludzką twarz wojny. I myślę, że postawa Polski zostanie zapamiętana i pozostanie wdzięczność za wasze czyny.

Jest to podobne do tego, co Szwecja zrobiła dla nas, Finów, podczas II wojny światowej, kiedy napadł na nas Związek Sowiecki. Szwecja de facto otworzyła swoje ramiona dla dzieci i rodzin, tych ludzi, którzy nie mogli brać udziału w walkach. Jest to najlepszą rzeczą widzieć, jak ludzie się jednoczą. I Polacy są częścią tej historii.

W sumie teraz rozmawiam z Panem z pomieszczenia, które jest zastawione pudłami z pomocą dla Ukraińców… To naprawdę jest teraz naszą codziennością.

I myślę, że reszta świata to zauważa. Na Polskę patrzą także kraje sąsiadujące z nią. Ponieważ potencjalnie możemy mieć do czynienia z kryzysem uchodźczym. Jeżeli ostatni kryzys uchodźczy w Europie w 2015 roku objął milion osób, to ten nowy może być siedem razy większy. Więc musimy być przygotowani. I otwartość, którą obecnie pokazuje Polska, nakreśla również to, jaka przyszłość czeka resztę Europy.

Kilka dni temu prezydenci Polski i Finlandii, Andrzej Duda i Sauli Niinistö, omówili przez telefon wojnę na Ukrainie. Czy myśli Pan Premier, że nasze kraje mogą współpracować w udzieleniu pomocy Ukrainie?

Z łatwością. Polska i Finlandia często wcześniej w swojej historii znajdowały się w podobnej sytuacji, żyjąc w pobliżu wielkiego agresora. Ja naprawdę cieszę się, że Polska jest członkiem zarówno Unii Europejskiej, jak i NATO. Nie można mieć lepszego zabezpieczenia zewnętrznego niż to. Finlandia jest członkiem UE i partnerem NATO. Więc my nie mamy takich samych gwarancji bezpieczeństwa, które ma Polska. Ale faktem pozostaje, że mamy podobne doświadczenie z Rosją i Związkiem Sowieckim. Choć wasze doświadczenie, w czasach sowieckich, było pewnie gorsze niż nasze.

Podsumowując - jestem pewny, że będziemy współpracowali.

A co dotyczy prezydenta Dudy - przecież byliśmy członkami Parlamentu Europejskiego w tym samym czasie. Setki lat temu, powiedziałbym (uśmiech).

W poniedziałek dowiedzieliśmy się z fińskiego sondażu, że obecnie 53 proc. Finów chce członkostwa ich kraju w NATO. W Polsce oceniliśmy to jako „historyczną zmianę stosunku Finów do Sojuszu Północnoatlantyckiego”. A jak sami Finowie oceniają wyniki tego sondażu? Jak Pan ocenia członkostwo Finlandii w NATO? Co Sojusz i Finlandia mogą dać sobie?

Od 1995 roku jestem za członkostwem Finlandii w NATO. Uważam, że powinniśmy byli dołączyć do Sojuszu Północnoatlantyckiego tego samego dnia, kiedy weszliśmy w skład Unii Europejskiej. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Surowa rzeczywistość jest taka, że obecnie jesteśmy poza NATO i nie mamy tych samych prawnych czy politycznych gwarancji bezpieczeństwa, które mają państwa członkowskie Sojuszu. 

Stoimy w obliczu historycznych zmian. Ludzie to zrozumieli. Wcześniej dane były odwrócone. Mówiąc w przybliżeniu, 50 proc. respondentów było przeciwnych wejściu do NATO, a 20 proc. było „za”. Tak było przez wiele lat. Teraz to się zmieni. Tak samo jak przewidziałem wyniki tego sondażu opinii publicznej, który przeprowadzono w zeszłym tygodniu, przewiduję, że w następnym sondażu zwolenników wstąpienia Finlandii do NATO będzie ponad 60 proc.

I oczywiście uważam, że Finlandia nie powinna dołączać do NATO w momencie kryzysu. Ponieważ nie chcemy eskalować sytuacji. Ale Finlandia musi zacząć przygotowywać ścieżkę czy drogę ku członkostwu w NATO. Ponieważ struktura bezpieczeństwa Europy i reszty świata fundamentalnie się zmieniła. W 1989 roku dzięki ruchowi Solidarność, dzięki upadkowi Muru Berlińskiego, otwieraliśmy butelki szampana i świętowaliśmy uwolnienie się Wschodniej i Zachodniej Europy, i ponowne zjednoczenie się kontynentu. W 2022 roku widzimy odwrotny proces. A to oznacza, że w nowych warunkach bezpieczeństwa Finlandia musi myśleć o zapewnieniu bezpieczeństwa w nowy sposób. Dobrą wiadomością jest to, że mamy niezależne i silne siły zbrojne. Jesteśmy jednym z niewielu państw świata, a szczególnie Europy, które nie zmniejszyło ani liczebności swojej armii, ani wydatków na wojsko. Więc pod tym względem jesteśmy dobrze przygotowani.

Myślę, że na końcu tej drogi zobaczymy członkostwo w NATO. Ale teraz potrzebujemy przygotować fińskich liderów politycznych do odpowiedzi na krytyczną dla bezpieczeństwa sytuację. Ponieważ uważam, że nie trzeba być specjalistą od spraw wojskowych, by zrozumieć, że właśnie teraz Rosja jest zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale również dla Europy Wschodniej, Środkowej i Północno-Wschodniej. Więc będziemy nad tym razem pracowali.

Pan był premierem Finlandii od 24 czerwca 2014 r. do 29 maja 2015 r. Czyli objął Pan urząd krótko po aneksji ukraińskiego Krymu przez Rosję, co nastąpiło w lutym-marcu 2014 r. Jak wspomina Pan ten czas?

Żeby w pełni zrozumieć moją historię, trzeba przypomnieć rok 2008. Wpisać do Google moje imię i hasło „wojna w Gruzji”. Czy moje imię i datę „08.08.08”. Ponieważ wówczas byłem ministrem spraw zagranicznych Finlandii, a sama Finlandia przewodniczyła w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Dlatego brałem udział w rozmowach pokojowych w Gruzji razem z ówczesnym szefem MSZ Francji Bernardem Kouchnerem. I byliśmy zdolni wynegocjować zawieszenie broni między Gruzja a Rosją w ciągu pięciu dni. Dlatego następujące lata widzę jako postępującą rosyjską agresję, która ma trzy etapy. Pierwszym etapem była Gruzja w 2008 r. Uprzedzałem wówczas, że polityka światowa może się zmienić na stałe. Mówiłem o tym w swoim przemówieniu do naszych ambasadorów, które dotyczyło następstw „08.08.08” [wojny w Gruzji – przyp. red.]. Moje przemówienie jest dostępne w języku angielskim. Drugim etapem był Krym w 2014 roku. I trzeci etap mamy obecnie.

A więc – jak reagowałem wówczas? Czułem tę samą frustrację i złość, które wszyscy odczuwamy w obecnej chwili. Ale różnica jest taka, że Rosja tym razem nie stworzyła zamrożonego konfliktu, tak jak zrobiła to z Krymem czy z Gruzją w Osetii Południowej i Abchazji. Obecnie trwa atak zbrojny na pełną skalę z próbą zaanektowania niepodległego państwa. I jeżeli jest jakaś jasna strona tego, co Putin zrobił, to możemy stwierdzić, że osiągnął on dokładnie odwrotny efekt do tego, co zamierzał. Inaczej mówiąc, widzimy Ukrainę, która chce być zeuropeizowana, nie zaś zrusyfikowana. Widzimy Europę, która jest zjednoczona, nie zaś zwaśniona. Widzimy NATO, które ponownie się zjednoczyło, nie zaś się zagubiło. Widzimy Wschód, na którym znajduje się wróg. Lecz nie są nim Chiny, ale Rosja.
 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#Ukraina #Alexander Stubb

Olga Alehno
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo