Pekinowi zależy na poparciu Moskwy w wypychaniu USA z Zachodniego Pacyfiku

Państwowy chiński dziennik "Global Times" (GT) oskarża USA o to, że ich polityka wywoływania kryzysów ma przekształcić Ukrainę w regionalną "beczkę prochu". Według "GT" same zaś Stany Zjednoczone może nie planują rozpoczęcia wojny z Rosją czy Chinami, ale liczą na utrzymanie pewnego napięcia i chaosu na terenach sąsiadujących z dwoma przeciwnikami. - Przedstawianie USA jako agresora to jest absolutnie rzecz wspólna dla Chin i Rosji, która ma bardzo głębokie korzenie. Zarówno reżim Komunistycznej Partii Chin, jak i otoczenia Putina postrzegają Waszyngton oraz cały globalny ład i demokratyczną agendę jako zagrożenie dla własnych rządów – mówi dla portalu Niezależna.pl Jakub Jakóbowski, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW).

kremlin.ru

W ostatnim czasie możemy spotkać się z coraz częstszymi komunikatami Chin, jak i Rosji, informującymi o "agresywnej retoryce NATO i USA" oraz rozgrywaniu napięć regionalnych.

-To, co dzieje się dzisiaj w Europie Wschodniej, dało Chińczykom dobrą lekcję. Oznacza to, że Stany Zjednoczone nigdy nie zmieniły swojej polityki zagranicznej, polegającej na czerpaniu korzyści z regionalnych napięć

– możemy przeczytać w artykule opublikowanym na łamach chińskiego Global Times.

Zdaniem eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Jakuba Jakóbowskiego przedstawianie USA jako agresora to rzecz wspólna dla Chin i Rosji, która ma bardzo głębokie korzenie. Zarówno reżim Komunistycznej Partii Chin, jak i Putina postrzegają USA oraz cały globalny ład i demokratyczną agendę jako zagrożenie dla własnych rządów.


- Obok tego mamy wymiar strategiczny, gdzie Rosja przedstawia NATO jako źródło napięć, które widzimy wokół Ukrainy. To jest taktyka retoryczna mająca usprawiedliwić rosyjskie agresywne działania

- stwierdza ekspert OSW.

Tak samo jest ze strony Chin w obszarach takich jak Tajwan. Zwiększanie nacisku na Tajwan tłumaczone jest tym, że wyspa zacieśnia swoje relacje z USA i ich sojusznikami na Pacyfiku. Pekin utrzymuje, że to podatni na wpływy amerykańskie mieszkańcy Tajwanu próbują zmienić status quo.


- Warto sobie zadać pytanie w tym przypadku co myślą sami Ukraińcy i Tajwańczycy. A oni postrzegają współpracę z USA jako narzędzie podtrzymywania własnej suwerenności i systemu demokratycznego, sami do tego dążą

- mówi Jakub Jakóbowski.

Coraz głośniej zarówno Pekin, jak i Chiny mówią ponadto o strefach wpływów, którym rzekomo mają zagrażać Stany Zjednoczone. Są dwa obszary w Azji Wschodniej, które Chińczycy chcą postrzegać nie tyle nawet jako strefę wpływ, ale jako swoje terytorium. Jest to Tajwan oraz Morze Południowochińskie, gdzie Chińczycy roszczą sobie prawo do zwierzchnictwa nad prawie całym akwenem. To jest w pierwszej kolejności cel chiński, czyli uzyskanie realnego panowania nad tymi obszarami. Rosja zaś za swoją strefę wpływów traktuje obszar postsowiecki.

Według chińskiego dziennika to z inicjatywy Stanów Zjednoczonych miało dojść do znaczącej ekspansji NATO na wschód w ciągu ostatnich ponad 20 lat.

-Moskwa postrzega Ukrainę jako czerwoną linię bezpieczeństwa. Teraz zaś mówi się, że nawet Ukraina ma być wchłonięta przez NATO - możemy przeczytać Global Times.

Komunistyczny dziennik zwraca ponadto uwagę na wysyłanie okrętów wojennych US Navy, które przepływają przez Cieśninę Tajwańską. Według Jakuba Jakóbowskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) działania Chińczyków oraz Rosjan to próba podważenia globalnego status quo w dziedzinie bezpieczeństwa. Tak jak Rosjanie próbują robić to w Europie, tak Pekin usiłuje to zrobić w Azji Wschodniej.


- Nadrzędnym chińskim celem jest tzw. system bezpieczeństwa dla Azji oparty tylko na państwach azjatyckich. Oznacza to wypchnięcie USA z regionu, co automatycznie przełożyłoby się oczywiście na sytuacje takich państw jak Korea Południowa, Japonia oraz kraje Azji Południowo-Wschodniej

- zauważa ekspert OSW Jakub Jakóbowski.

Większość krajów azjatyckich (m.in. Wietnam, Indonezja, Malezja Korea Południowa, Japonia), USA oraz Australia, jak i Indie, nie są zainteresowane takim przebiegiem wypadków i chcą oprzeć bezpieczeństwo na wielostronnych umowach, czego przykładem są QUAD (w skład którego wchodzą USA, Indie, Japonia, Australia) oraz niedawno utworzony AUKUS (zrzeszający Wielką Brytanię, USA i Australię).

Główny specjalista w programie chińskim OSW uważa, że z punktu widzenia współpracy sojuszu chińsko-rosyjskiego Pekinowi zależy na poparciu Moskwy w wypychaniu USA z Zachodniego Pacyfiku. Objawia się to m.in. tym, co Putin miał powiedzieć podczas niedawnej rozmowy telefonicznej z Xi Jinpingiem.

Prezydent Rosji poparł stanowisko Chin wobec Tajwanu oraz miał skrytykować powstawanie nowych sojuszy w regionie Azji i Pacyfiku. Z kolei Xi Jinping wyraził aprobatę dla "gwarancji bezpieczeństwa" jakich Rosja domaga się na obszarze Europy, czyli uznania własnej strefy wpływów.


- Możemy mówić o „krzyżowym” poparciu – Chiny popierają to, co Rosja robi w Europie Wschodniej. Z drugiej strony coraz bardziej widoczne jest wsparcie rosyjskie dla chińskich założeń strategicznych. Mówimy o wsparciu na forach międzynarodowych, w tym w ONZ, gdzie koordynacja Pekinu i Moskwy jest bardzo bliska. Ma miejsce ponadto cały szereg dialogów dwustronnych między Chinami a Rosją – ich częstotliwość wzrasta, choć nie mamy pełnej wiedzy o ich ustaleniach. Wiemy na przykład, że rozmawiają organy odpowiedzialne m.in. za dezinformację i cyber-szpiegostwo, ministerstwa obrony, gospodarki jak i przedstawiciele obu armii. Trudno jednak wyrokować, czy konkretne rosyjskie posunięcie danego dnia jest koordynowane z Chińczykami. Nie można jednak tego wykluczyć

- stwierdza Jakub Jakóbowski.

Sama zaś filozofia realizacji swoich kluczowych celów strategicznych skupia się bardziej na nacisku niż na dialogu. Rosjanie były tą agresywną stroną używająca nacisków militarnych i gospodarczych na swoich sąsiadów i na Zachód aby  uzyskiwać koncesje na których im zależało.


- Chiny przez długie lata stawiały na rozwiązania soft powerowe, negocjacje, były bardzo wycofane. Przewodniczący Xi Jinping już kilka lat temu odszedł wyraźnie od tego układnego kursu dyplomacji, tym samym upodabniając chińską politykę do polityki rosyjskiej. W tym znaczeniu, że to siła (w wypadku Chin siła gospodarcza przede wszystkim) ma dyktować to, co się dzieje w przestrzeni międzynarodowej

- kończy ekspert OSW.  

 


Źródło: niezalezna.pl , Global Times

##Ukraina #Daleki Wschód #Global Times #dyplomacja #sojusze ##Rosja #Chiny #geopolityka

Paweł Kryszczak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo