Ciężka zima dla Ukrainy

Czy czeka nas kolejna wojna na Ukrainie? Istnieją ku temu wszelkie przesłanki, brak jest jednak elementu zaskoczenia. W 2014 r. Władimir Putin wykorzystał słabość przywództwa Baracka Obamy i zajął Krym, a następnie obwody doniecki i ługański, kapitulując w końcu pod oporem broniących się Ukraińców. Dziś sytuacja geopolityczna jest podobna. W Białym Domu znów rządzą słabi demokraci, natomiast Kreml ma w ręku więcej atutów.

Wydawało się, że Moskwa już wiosną przygotowywała się do ofensywy na Ukrainie, jednak było to tradycyjne eskalowanie napięcia. Dziś jesteśmy o krok od uruchomienia Nord Streamu 2. Gaz staje się główną bronią wobec Zachodu oraz uzależnionych od surowca Ukrainy i Mołdawii, którym Gazprom grozi zakręceniem kurków. Dochodzi do tego inspirowany przez Moskwę kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Trudno o bardziej sprzyjające czasy dla Putina.

Prężenie muskułów

Rosja zgromadziła już przy granicy z Ukrainą 100-tysięczną armię. Ukraińcy są przekonani, że uderzenie to tylko kwestia czasu i przygotowują się na obronę swej ojczyzny. Moskwa wywiera na Kijów presję militarną i gospodarczą. Jest to działanie podobne do taktyki stosowanej wobec Białorusi. Tam presja wojskowa i ekonomiczna doprowadziła w rezultacie praktycznie do wchłonięcia Białorusi przez Rosję. Teraz Kreml liczy na powtórkę scenariusza i wyraźnie zabiera się do odbudowy ZSRS. Marzeniem obecnych władz jest odtworzenie jedności republik, które zyskały autonomię wskutek upadku komunizmu. Różnica jest taka, że nie będzie to już układ z Zachodem przy zielonym stoliku, podbudową ideologiczną, bo Rosja nie ma do przekazania żadnej, nawet pozornie konstruktywnej idei. Ewentualne wcielenie do imperium niepodległych państw może więc nastąpić za pomocą czołgów.

Naturalnie jest też opcja pełzająca – zapewnianie sobie na szczytach władzy rządów lojalnych wobec Kremla. Tak jak to dzieje się na Białorusi. Oprócz Ukrainy na celowniku są też Mołdawia, gdzie rosyjska armia wciąż okupuje zmilitaryzowane Naddniestrze, oraz kraje bałtyckie. Stąd uderzenie migrantami w Litwę i Łotwę. Szczególnie ten drugi kraj może stać się koniem trojańskim Rosji w Unii Europejskiej, gdyż sympatia dużej części obywateli leży po stronie Moskwy.

Wojna gazowa i surowcami energetycznymi

Kolejnym elementem walki stał się gaz. Budowa Nord Streamu 2 okazała się szubienicą dla Zachodu. Teraz Gazprom może nie tylko szantażować Mołdawię i Ukrainę, ale dzięki pośrednictwu Niemiec, także wiele innych krajów, które kupują i będą kupować gaz za pośrednictwem Berlina. Dotyczy to także państw Grupy Wyszehradzkiej.

Czego życzyliby sobie Rosjanie? Na przykład wybuchu prorosyjskiej rewolucji w którymś z wymienionych wyżej krajów. Gdyby zaistniała taka sytuacja – Władimir Putin mógł-by zaproponować rozwiązanie kryzysu i wprowadzić swoje wojska, oczywiście pod szczytnym hasłem ochrony mniejszości rosyjskojęzycznej. Dalszy ciąg scenariusza już znamy.

Bezmyślna polityka energetyczna Unii Europejskiej, dogmat dekarbonizacji oraz uzależnienie od importu surowców, spowodowała, że wiele państw kontynentu znalazło się w gospodarczym pacie. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja krajów tradycyjnie, czyli historycznie i infrastrukturalnie uzależnionych od dostaw z Rosji. Jeśli chodzi o Ukrainę, to Rosja zajęła przecież Donbas, zagłębie węglowe tego państwa. Teraz Rosja nie tylko nie sprzedaje węgla Ukraińcom, lecz także uniemożliwia jego dostawy z bliskiej zagranicy, np. z Kazachstanu. W rezultacie Kijów musi importować węgiel z Polski, a nawet z Kolumbii.

W kiepskiej sytuacji jest też Mołdawia, którą Moskwa straszy odcięciem od dostaw gazu. Trochę tego surowca Mołdawianie zakontraktowali z Polski, jednak Kiszyniów musi ograniczać zużycie surowca w przemyśle, aby w ogóle funkcjonować. Mołdawia jest dłużnikiem Gazpromu, co bardzo łatwo wykorzystać. Tutaj mogłaby pomóc solidarna po-stawa Unii Europejskiej, która widzi w Mołdawii przyszłego członka UE. Na razie w Brukseli brak jest jednak zdecydowania.

Okrążona Ukraina

Wróćmy jednak do Ukrainy, która jest w znacznie gorszej sytuacji. Nie jest ani członkiem NATO, ani UE, więc może liczyć tylko na sprawność swojej dyplomacji. Kijów roz-mawia z Ankarą na temat zakupu uzbrojenia. Rysuje się także szansa na poparcie Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy zadeklarowali swoją pomoc finansową i wojskową. W przypadku wojny Kijów będzie jednak zdany tylko na siebie.

Wielka Brytania jest tradycyjnie antyrosyjska, podobnie jak USA czy Kanada. Czy jednak całe NATO opowie się po stronie Kijowa? Co z Niemcami, którzy wydają się lojalni wobec Kremla, współpracując gospodarczo z Rosją? Brytyjczycy dozbroją ukraińską flotę na Morzu Czarnym. W portach zacumują nowe kutry rakietowe. Powstaną także nowe bazy wojskowe. Zwiększy się także kontyngent misji szkoleniowej.

Niepokojące jest także to, że coraz głośniej mówi się, że Putin mógłby zaatakować z Białorusi. To byłby nowy element gry, bowiem Mińsk i Kijów pozostawały dotąd w poprawnych relacjach. Gdyby doszło do agresji z terytorium Białorusi, Ukraińcy zaczęliby Białorusinów uważać za wrogów. Dokładnie tego chce Putin. Tworzyć podziały w słowiańskim świecie. Stąd też operacja „Śluza” wymierzona w Polskę, Litwę i Łotwę. Posługiwanie się migrantami jak mięsem armatnim, którym można manipulować, po-niewierać, oszukiwać je i okradać, nie miało jeszcze miejsca we współczesnej historii regionu. Kreml łamie kolejne moralne standardy. Chyba nie ma podłości, której by się nie dopuścił.

Hybrydowej potyczce towarzyszy wojna dezinformacyjna. Putin przecież do dziś twierdzi, że na Ukrainie trwa wojna domowa. Imigrantów do przygranicznych lasów ma zwo-zić zaś Polska, która wyłapuje ich w Niemczech. Zresztą Polacy zwrócili się przeciwko Kościołowi katolickiemu i wierze chrześcijańskiej, która nakazuje miłość bliźniego. A wiadomo przecież, że nikt nie kocha tak bliźniego jak rosyjska władza. Zwłaszcza gdy jest martwy.

Co dalej?

Trwa też ofensywa dyplomatyczna Warszawy. Premier Mateusz Morawiecki odwiedzał stolice krajów bałtyckich i państw grupy V4. Litwa, Łotwa, Estonia i Polska wspólnie wezwały Unię Europejską do nałożenia kolejnego pakietu sankcji na Białoruś. Apel podpisali marszałkowie izb niższych parlamentów. „Instrumentalizacja migrantów dla celów politycznych nie może być tolerowana. Jeśli takie działania byłyby kontynuowane, Unia Europejska powinna rozważyć dalsze sankcje zgodnie z przyjętą przez siebie zasadą stopniowania sankcji” – napisali.

Z kolei Kreml uspokaja, że nie ma żadnych planów agresji na sąsiadów. − Niejednokrotnie mówiliśmy już na najróżniejszych szczeblach, że Rosja nie zamierza na nikogo na-padać. Rosja nie żywi żadnych agresywnych planów. Mówienie, że jest inaczej, jest całkowicie niesłuszne. Absolutnie niesłuszne jest kojarzenie z takimi planami jakichkolwiek ruchów sił zbrojnych Rosji na terytorium naszego kraju – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. W repertuarze przewag Kremla brakuje więc tylko jednego: elementu zaskoczenia. Paradoksalnie największym kłamstwem może być to o pokojowych nastrojach w Moskwie. Przeczą temu przytaczane powyżej fakty. Naturalnie, charakterystyczne dla Rosji jest to, że potrafi napięcie eskalować i rozluźniać, manipulując w ten sposób nastrojami. Czy tak będzie i tym razem? Lepsza okazja do ataku może się nie nadarzyć.

Dla Zachodu największym zaskoczeniem było w 2014 r. to, że Rosja bardzo sprawnie zajęła Krym. Teraz wydaje się zaskoczony, że Nord Stream 2 jest wykorzystywany w celach politycznych. Dlatego w przypadku zaatakowania Ukrainy, zdziwienie może okazać się jeszcze większe.

Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)
 

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Tomasz Teluk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo