Z tym największy jest ambaras…

Do Polski dotarła dyskusja o tzw. incelach. Któż to taki? W największym skrócie – są to młodzi mężczyźni, którzy mają problem z założeniem rodziny. Zdążono wiele już powiedzieć na temat tego społecznego fenomenu, ale do dyskusji na razie nie włączyło się jedyne środowisko, które ma dla nich prawdziwe rozwiązanie. Środowiskiem tym jest obóz patriotyczny.

Kim jest incel? Jest to młody mężczyzna, który nie potrafi znaleźć partnerki. Często upraszcza się ten problem do kwestii szukania partnerki seksualnej, ale to jest wynik skupienia się współczesnych mediów na seksie. Problemem inceli bowiem jest znalezienie po prostu partnerki, czyli mówiąc normalnym językiem – żony. Dążenie do założenia rodziny jest przecież naturalnym dążeniem człowieka. Ale incel ma małe szanse na osiągnięcie tego, zdawałoby się, naturalnego celu. Winni temu mają być oni sami. Dlaczego? Bo „nie nadążają za zmieniającym się światem”, przede wszystkim za rzekomo zmieniającymi się kobietami i relacjami damsko-męskimi. Problem dostrzegły już ruchy skrajnie prawicowe, jak Konfederacja, które często próbują wręcz robić z inceli swoją armię polityczną. Dostrzega go też lewica, która chce wmówić incelom, że wszystko to wina ich za małej lewicowości. Sprawy jednak nie dostrzega jeszcze obóz patriotyczny, który jako jedyny ma dobrą odpowiedź dla inceli.

Po czyjej stronie jest problem?

Pierwszym i podstawowym błędem w dyskusji o incelach jest to, że problem mają stanowić przede wszystkim oni. Wmawia się im np., że kobiety ich nie chcą, bo są po prostu za dobrze dla nich wyedukowane. I rzeczywiście, wszelkie statystyki pokazują, że młode kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn. Nie przekłada się to jednak w wielkim stopniu na zarobki. Nie ma kraju, gdzie kobiety zarabiają więcej od mężczyzn. Co więcej, w wielu zaawansowanych technologicznie gospodarkach rozziew ten się nawet pogłębia. Możemy więc mieć do czynienia z częściowym mitem wyższego wykształcenia, które daje wyższe zarobki. Owszem, wciąż widać pewną korelację wykształcenia z zarobkami, ale ona zanika wraz z upowszechnieniem się wyższego wykształcenia. Nie zawsze ukończenie uniwersytetu daje gwarancję dobrej pracy, a w dobrej pracy nie zawsze wymagane jest wysokie wykształcenie.

Tę zanikającą zależność dobrze płatnej pracy od wykształcenia widać dobrze w Polsce. Naprawdę wysoki wzrost zarobków można odnotować przede wszystkim w transporcie, budownictwie, informatyce i w służbach mundurowych. We wszystkich tych obszarach wyższe wykształcenie nie jest wymagane. Nawet w informatyce wystarczy dobra szkoła średnia, kilka kursów i zapał do nauki. Problem z zarobkami widać natomiast w branżach, w których bez wyższego wykształcenia nie ma czego szukać. Chodzi o edukację, służbę zdrowia, urzędy. To właśnie przedstawiciele tych sektorów zaczęli protesty. Co ciekawe, te coraz więcej zarabiające branże wciąż są zdominowane przez mężczyzn, zwłaszcza młodych, a branże z problemami płacowymi przez kobiety. To prawda, kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, ale ci pierwsi wciąż lepiej zarabiają. Czy więc to nie kobiety są sfrustrowane, że ich gorzej wyedukowany kolega lepiej od niej zarabia, dlatego odrzucają go jako potencjalnego partnera?

Co jest nie tak z kobietami?

Być może źródło problemu z incelami leży gdzie indziej. Być może problemem nie są oni sami, bo przecież to oni najpierw zostali odrzuceni przez płeć przeciwną. Być może problemem nie są same kobiety, które nie musiały odrzucać kolegów świadomie. Być może winna jest pewna manipulacja, której ofiarą najpierw stały się kobiety, a później mężczyźni. Manipulacja, której sednem jest twierdzenie, że świat się zmienia, że usługi są ważniejsze niż przemysł, że bardziej będą się liczyć na rynku pracy typowo kobiece umiejętności, takie jak empatia czy umiejętności komunikacyjne. Ale empatią nie zbuduje się domu, nie wyprodukuje samochodu czy nie napisze aplikacji. Co więcej, nie widać też robotów samodzielnie budujących domy, naprawiających samochody czy programujących aplikacje. Wciąż robią to ludzie, najczęściej mężczyźni. 

Wiele kobiet uwierzyło jednak, że jeśli przeprowadzi się do dużego miasta i pójdzie na studia, to czeka je życie jak w bajce. Jednak ta bajka to najczęściej mało stabilna praca, korporacyjny wyścig szczurów, malutkie mieszkanko kupione na wieloletni kredyt, pół życia spędzonego w korkach. A frustrację takiej kobiety może jeszcze pogłębiać to, że jej kolega, który skończył tylko technikum i został w rodzinnym mieście, zarabia więcej od niej, robiąc remonty, jeżdżąc tirem, służąc w wojsku czy pisząc zdalnie programy komputerowe. Wiadomo jednak, że nikt nie lubi się przyznać, że uległ manipulacji, być może dlatego wielkomiejskie, wykształcone kobiety szukają źródeł swoich frustracji w różnych miejscach. Winni są PiS, Kościół katolicki, patriarchat, kapitalizm, tylko nie manipulatorzy, którzy oszukali kobiety. Kobiety te wolą, brnąć w fałszywy obraz rzeczywistości, wierząc, że są lepsze od nie zawsze „wysoko wyedukowanych” mężczyzn, odrzucając ich jako kandydatów na partnerów.

Tylko my mamy odpowiedź

Faktem jest, że narasta polityczny konflikt między młodymi mężczyznami wybierającymi Konfederację a młodymi kobietami wybierającymi lewicę. A wystarczyłoby, aby obie strony posłuchały obozu patriotycznego. Przede wszystkim nasz obóz wprost mówi o manipulacji elit. Statystycznie w wielkich miastach i z wyższym wykształceniem zarabia się lepiej. Ale statystyki zawyżają menedżerowie wielkich firm mieszkający w wielkich miastach, tymczasem nie każdy po studiach będzie menedżerem. Obóz patriotyczny proponuje myślenie o edukacji jako o sposobie na zdobycie dobrego zawodu, a nie tytułu „Młodego, Wykształconego, z Wielkiego Miasta”. Obóz patriotyczny proponuje reindustrializację Polski, aby młodzi Polacy mogli znaleźć stabilną pracę w fabryce w średnim mieście zamiast śmieciówki w usługach gdzieś w Warszawie lub Krakowie. 

Przede wszystkim obóz patriotyczny proponuje też inne spojrzenie na człowieka. Konfederacja i Lewica widzą go jako jednostkę, dlatego konflikt między kobietami a mężczyznami im odpowiada. Nasz obóz chce widzieć człowieka jako część wspólnoty, zaczynając od rodziny. Tak, obóz patriotyczny wspiera przede wszystkim rodziny. Zarówno przez 500+, jak i przez próbę budowy programu budowy tanich mieszkań dla rodzin. Tak, preferujemy rodziny. Bo chcemy, aby każdy mógł założyć własną. Aby w zalewie ataków na rodzinę, zarówno propagandowych, jak i ekonomicznych, tworzenie rodziny po prostu stało się opłacalne. Aby założenie rodziny mogło pomóc nam uwolnić się od niewoli kredytowej. Polityka prorodzinna obozu patriotycznego ma przełamać w ludziach indywidualistyczną manipulację. 

Przerwać tę rewolucję

Konflikt między młodymi kobietami i mężczyznami wygląda jak starannie przygotowany scenariusz rewolucyjny. Manipulacją ekonomiczną i propagandową wykopano rów między dwiema grupami ludzi. Dzięki konfliktom zwiększa się władza elit. Dlatego też konflikt podgrzewają dwie rzekomo przeciwstawne strony – na naszym gruncie: Lewica i Konfederacja. A przecież obie hołdują ideologii elit, czyli indywidualistycznemu liberalizmowi. Odpowiedzią na konflikt damsko-męski jest myślenie wspólnotowe, rodzinno-narodowe. Tylko tak uda się pokonać problemy, które są źródłem coraz liczniejszych inceli. A zrobić może to jedyne środowisko, które odważnie wynosi na sztandary myślenie wspólnotowe, czyli obóz patriotyczny. I musimy o tym mówić głośno.
 

 

Źródło:

Bartosz  Bartczak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo