Pora na nasz własny plan. Oto jego zarys!

Od kilku lat Polska jest praktycznie nieustannie atakowana przez unijne instytucje z Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską na czele. Ataki te mają charakter wybiórczy i tendencyjny. Takie np. Niemcy grzecznie wykonały wyrok swojego Trybunału Konstytucyjnego, który jasno (!) odrzucił orzeczenie prejudycjalne TSUE. Nic oprócz kroków czysto symbolicznych się w tej sprawie nie wydarzyło. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce w Polsce najpewniej doszłoby do kolejnej fali niepohamowanej histerii. Niemiecki rząd zaś tłumaczy, że ichniejszy TK jest niezależny i nic nie mogą zrobić z jego wyrokiem. Koniec tematu.

Podobnie sprawa ma się z przetrzymywaniem polskiego KPO przez Komisję Europejską. Nielegalne blokowanie funduszy dla naszego kraju kłuje w oczy. Jawnie, a w zasadzie wręcz ostentacyjnie łamane jest unijne prawo. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz – kpią z pretensji Warszawy urzędnicy w Brukseli. Śmieją się z przepisów, które są dla nich rzekomo takie ważne. Wychodzi na to że są, o ile to inni mają ich przestrzegać. Samych urzędników z Brukseli taka powinność już nie dotyczy. 

Wielu komentatorów zwraca uwagą na to, że rząd ma obecnie nóż na gardle. Musi robić to, co nakazują mu hucpiarze z Unii albo nie dostanie zapowiedzianych miliardów. A prawda jest taka, że oczekuje się od Warszawy całkowitej kapitulacji na wszystkich frontach. Począwszy od rezygnacji  z prymatu naszej konstytucji na akceptacji rewolucji obyczajowej kończąc. Żądania płynące z Brukseli nie będą miały końca, w praktyce nie akceptuje ona bowiem konserwatywnego rządu Polski. Jest to dla tamtejszych polityków coś niedopuszczalnego, że w Unii jest kraj, który jeszcze nie przeszedł na tęczową stronę mocy. 

W tych okolicznościach trzeba bezwzględnie szukać alternatywy dla finansowania unijnego. Wiem, że może się to wydawać trudne do wyobrażenia ale w sumie nie mamy wyjścia, o ile jako państwa i społeczeństwo chcemy zachować swoją tożsamość. Dodatkowo brukselskie elity muszą mieć świadomość tego, że Polska ma alternatywę i nie zgodzi się na każde bezeceństwo jakie próbuje się jej narzucić. Póki co jesteśmy bezbronni wobec stosowanej wobec nas presji. Musimy zatem się przygotować i taką broń zorganizować.

Narodowy Plan Finansowy – przyjmijmy taką roboczą nazwę dla tej koncepcji – powinien być przygotowywany czym prędzej, tak aby można go było zaprezentować opinii publicznej i w razie czego rozpocząć jego realizację. Środki finansowe na realizację NPF zorganizować można poprzez skoordynowaną emisję obligacji zorganizowaną przez konsorcjum kluczowych spółek skarbu państwa i oferujących wyższe od lokat bankowych oprocentowanie. Część oszczędności krajowych można w ten sposób zaktywizować i uchronić przed realną utratą wartości. W NPF wpisać należy kooperację narodowych czempionów z polskimi (w rozumieniu z dominacją polskiego kapitału) firmami z sektora MŚP. To z kolei wpisuje się w zawartą w Polskim Ładzie ideę polonizacji zamówień publicznych. Zagregowane środki należy przeznaczyć na kluczowe dla naszego rozwoju inwestycje, szczególnie w infrastrukturę energetyczną i komunikacyjną. Plany te można zresztą wdrażać w koordynacji z działaniami w ramach Trójmorza. 

NPF ma oczywiście także swoje minusy. Brak środków z Unii zostanie negatywnie odebrany przez międzynarodowych inwestorów, dojść może do wzrostu stóp procentowych oraz osłabienia złotego. Także euroentuzjastyczne polskie społeczeństwo może zareagować negatywnie, znowu podniosą się głosy o polexicie. Na te ryzyka trzeba być gotowym. Z drugiej strony istnieje poważne niebezpieczeństwo, że pieniędzy z UE i tak nie dostaniemy. Może zatem lepiej mieć na tę okazję jakiś plan?

 



Źródło: niezalezna.pl,

 

Kamil Goral
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo