Pięć dni, które wstrząsnęły Afganistanem. Politico przedstawia działania Bidena „od kuchni”

Kluczowym momentem dla obecnych losów Afganistanu była niedziela 15 sierpnia - wynika z ustaleń dziennikarzy portalu Politico. "Kiedy okazało się, że jeden z kluczowych sojuszników przeszedł na stronę talibów i został szefem ich policji, zorientowaliśmy się że zawaliliśmy ponad skalę" - przyznaje jeden z doradców Joe Bidena. W długim artykule dziennikarze przybliżyli pięć dni, które wstrząsnęły Afganistanem.

Joe Biden na gorącej linii ze swoimi doradcami
The White House, Public domain, via Wikimedia Commons

Artykuł Bryana Bendera, Alexandra Warda, Lary Seligman, Andrewa Desiderio i Alexa Thomsona to kawał solidnej pracy dziennikarskiej, zatem Niezależna.pl odsyła do jego całej treści (w języku angielskim, dostępna tutaj). Na naszym portalu zamieścimy najciekawsze fragmenty i smaczki z tekstu o tytule "To naprawdę się dzieje. W środku pięciodniowej walki zespołu Bidena, kiedy padał Afganistan".


Środa, 11 sierpnia

Sielanka i "wysoce nieprawdopodobna" akcja talibów

Opis wydarzeń zaczyna się w środę 11 sierpnia, kiedy administracja Bidena w radosnym nastroju świętuje swoje małe sukcesy rządowe. Senat zatwierdził gigantyczne wydatki wynikające z ustawy o infrastrukturze, następnie do przodu parły prace nad ustawą finansującą zaplecze partyjne Demokratów. Biden i wiceprezydent Kamala Harris oglądali transmisję w prywatnej jadalni prezydenckiej, przez ten moment tryumfując, gdyż ich polityka wewnętrzna wreszcie zaczęła wyglądać dobrze.

Za kilka dni prezydent miał rozpocząć urlop w Camp David i w Delaware. "To miasto duchów" - opisał puste skrzydło budynku Białego Domu jeden z pracowników, widząc że nie tylko jego szef szykuje się na urlop. 

Podczas gdy Biały Dom odnosił wielkie zwycięstwo u siebie, na wyjeździe, po drugiej stronie świata, nadciągała katastrofa. Ta relacja z pięciu chaotycznych dni w połowie sierpnia jest oparta na rozmowach z 33 amerykańskimi urzędnikami i twórcami amerykańskiego prawa, z których wielu odważyło się opisać delikatne wewnętrzne dyskusje pod warunkiem zachowania anonimowości

- piszą autorzy z Politico.com.

To w środę rano w Ameryce, a o zmierzchu w Afganistanie, rozpadłą się krucha już wcześniej kontrola rządu afgańskiego nad terytoriami. Szybki atak talibów zbiegł się z niemal całkowitym wycofaniem wojsk amerykańskich, które w kwietniu zarządził Joe Biden. Dziennikarze Politico nazywają nawet postępy bojówek talibów "blitzkriegiem". 

Tymczasem generalicja "spała", wychodząc w większości z założenia, że mają wystarczająco dużo czasu, by przygotować się na przejęcie kraju przez talibów. Co wydaje się być szokujące, według ustaleń Politico, znaczna część amerykańskich generałów uważała, że proces potrwa nawet kilka lat. Sam Biden we wtorek nazwał możliwość przejęcia władzy przez talibów "wysoce nieprawdopodobnym".

W środę talibowie zajęli prowincję Nimroz ze stolicą w Zarandżu, następnie Badachszan, Baghlan i Farah, rzeczywiście imponując tempem pochodu z obu stron państwa. Wieści zaczęły docierać do Stanów i wieczorem Joe Biden zmienił tematykę ostatniego spotkania tego dnia, koncentrując je na Afganistanie.

fot. printscreen worldmap.pl/afganistan/ ; oznaczenia - niezalezna.pl


Czwartek, 12 sierpnia - Kabul może upaść niebawem

"O kur..., to się dzieje"

Spotkanie w środowy wieczór trwało do późna, a jego uczestnicy wychodzili w zupełnie innych nastrojach, niż poprzedniego dnia. Gdy z samego rana zebrał się gabinet do spraw bezpieczeństwa narodowego, sytuacja była już bardzo dynamiczna. Amerykański wywiad donosił, że siedziba rządu w Kabulu "może upaść w ciągu tygodni lub dni". 

Ledwie kilka dni wcześniej zakładano, że przejęcie władzy zajmie miesiące, a nawet do dwóch lat. Najbardziej pesymistyczne dane przedstawiał generał Frank McKenzie, szacujący 8 sierpnia, że w ciągu miesiąca Kabul może zostać otoczony.

Zdaniem jednego z urzędników, obecnych na spotkaniu, było ono otrzeźwiające. "Myśleliśmy, że mamy przed sobą miesiące, aby wycofać ambasadę i dokonać przetwarzania i relokacji" - powiedział dziennikarzom Politico.com anonimowo. Kiedy sekretarz ds. obrony Lloyd Austin zalecił prezydentowi wysłanie wojska i szybką ewakuację ambasady oraz ochronę lotniska w Kabulu, uczestnicy spotkania wiedzieli, że to już nie przelewki. "O kur..., to się naprawdę dzieje" - pomyślał rozmówca Politico.

Talibowie zajęli tymczasem prowincję Ghazni (miasto Ghazni) na południe od Kabulu, oraz prowincję Baghdis (Kalaje-Nau) na północy. Już wtedy kongresmen Michael Waltz, walczący od miesięcy o ewakuację sojuszników z Afganistanu, oraz deputowany Jason Crow z komisji ds. usług zbrojnych i wywiadu, wypowiedzieli się zdecydowanie za natychmiastowym przyspieszeniem działań związanych z pilną ewakuacją amerykańskich obywateli.

W czwartek wieczorem Pentagon ogłosił, że 3 tys. dodatkowych żołnierzy zostało wysłanych, aby zabezpieczyć lotnisko Hamida Karzaja w Kabulu i pomóc w bezpiecznym wywiezieniu z kraju pozostałych Amerykanów oraz afgańskich i natowskich sojuszników. Rzecznik Pentagonu, pomimo wyraźnych ostrzeżeń, twierdził, że Kabul "nie jest teraz w stanie bezpośredniego zagrożenia".


Piątek, 13 sierpnia - utrata kontroli

Urzędnicy ambasady USA w Kabulu doszli w piątek do wniosku, że nie mają innego wyjścia, jak zamknąć amerykańską placówkę dyplomatyczną. Polecono personelowi natychmiast rozpocząć "awaryjne niszczenie" wszystkich poufnych dokumentów i materiałów. Zgodnie z notatką wydaną pracownikom ambasady, amerykańskie flagi i inne symbole rządu USA "które mogłyby zostać wykorzystane w działaniach propagandowych" zostały spalone

- czytamy na Politico.com.

W Afganistanie pozostało kilka tysięcy żołnierzy amerykańskich. Sztab Bidena uznał, że nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa rozległej placówce, jednocześnie broniąc ambasady i lotniska w Kabulu. Zaplanowano więc przewiezienie Amerykanów z ambasady helikopterami na lotnisko w Kabulu, nie chcąc ryzykować, że po drodze zostaną oni złapani na ulicach stolicy państwa. 

Do piątkowego popołudnia było dla mnie jasne, że szybko tracimy kontrolę nad sytuacją w stolicy, na lotnisku, i że operacja ewakuacji jest zagrożona

- powiedział Crow.

To wtedy zaczęto tworzyć listę współpracowników i ustalać kogo w pierwszej kolejności należy ewakuować. Prezydent Afganistanu Ghani informował, że chce pozostać w kraju i walczyć. Jak się później okazało - tego słowa nie dotrzymał.


Sobota, 14 sierpnia - nadchodzi upadek Kabulu

Narodowe Wojskowe Centrum Dowodzenia zostało w sobotę zasypane wiadomościami. Kolejne komunikaty przybywały z Afganistanu raz po raz. Kiedy padł duży ośrodek handlowy, niemal 700-tysięczne miasto Mazar-i-Szarif, było już jasne, że kolejny będzie Kabul.

Wow, to się dzieje naprawdę teraz. Ta sprawa po prostu rozpadła się w ciągu jednego weekendu

- powiedział jeden z rozmówców Politico, wspominając sobotę.

Armia amerykańska w Afganistanie liczyła wówczas już tylko 2500 żołnierzy - zdecydowanie za mało, by w czymkolwiek pomóc afgańskiej armii narodowej. "Nikt nie był zaskoczony tym, że armia rozsypała się jak talia kart, ale szybkość tego procesu sprawiła, że wszystko po prostu wyparowało" - powiedział urzędnik. 

W świetle tego, co działo się w Afganistanie, Biden rozkazał wysłać tam tysiąc żołnierzy - nie do walki, do pomocy w ewakuacji personelu z Kabulu. 


Niedziela, 15 sierpnia

"Schrzaniliśmy totalnie"

W niedzielę rozgrzały się telefony do sztabu panów Austina i Milleya dotarły informacje, że kluczowy sojusznik prezydenta Ghaniego, wicemarszałek afgańskiego parlamentu, uciekł i został szefem policji talibów w Kabulu.

Wtedy zorientowaliśmy się, że to naprawdę "FUBAR"

 - powiedział jeden ze starszych doradców Demokratów, używając wojskowego akronimu dla "fouled up beyond all recognition" (mniej więcej tłumaczone jako 'schrzanione totalnie').

Mark Milley ostrzegł również administrację, że wraz ze wzrostem znaczenia talibów, pojawiło się zagrożenie, że Al-Kaida, Państwo Islamskie i inne grupy terrorystyczne, które chcą zaatakować USA, mogą ponownie być w stanie działać z terytorium Afganistanu. W międzyczasie Lloyd Austin zezwolił kolejnym dwóm batalionom 82. Dywizji Powietrznodesantowej na skierowanie się bezpośrednio do Kabulu, zamiast stacjonowania w Kuwejcie, co zwiększyło liczbę żołnierzy, którzy mieli przybyć do stolicy, do około 6 tys

- czytamy na Politico.

Ale pod wieloma względami było już za późno. Talibowie bez walki zajęli położone na wschodzie miasto Dżalalabad, skutecznie okrążając Kabul, i z niewielkim oporem zaczęli wkraczać do stolicy. W niedzielę w krótkim odstępie czasu Ghani uciekł z kraju, a talibowie weszli do pałacu prezydenckiego i pozowali do selfie w jego biurze. Reszta jest już historią...

 

Źródło: niezalezna.pl, Politico

#Stany Zjednoczone #Politico #Afganistan #Joe Biden

Mateusz Tomaszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo