Tragiczna miłość Gertrudy

To jest historia wielkiej miłości, która niestety nie znalazła szczęśliwego zakończenia, choć sprawy wydawały się być na dobrej drodze. W pięknej i wykształconej szesnastoletniej dziewczynie, córce Jakuba Komorowskiego, zakochał się Szczęsny Potocki, młodziutki spadkobierca rodu Potockich, jedynak, w którym rodzice Anna i Franciszek Salezy pokładali wielkie nadzieje. Wśród tych nadziei nie było miejsca dla Gertrudy. Im marzyła się co najmniej córka króla i trzeba przyznać, że nie były to tylko mrzonki.

Gertruda Komorowska na saniach, mal. Leon Wyczółkowski

Komorowscy to był prastary ród, któremu początek dał w połowie XIV stulecia Dymitr z Komorowa herbu Korczak. Dwaj Komorowscy – Mikołaj i Piotr – bili się pod Władysławem Warneńczykiem w 1443 roku. A kilkadziesiąt lat później Król Węgier Maciej Korwin nadał rodzinie prawo do tytułu hrabiowskiego. Jakub był starostą nowosielskim, rezydował w majątku w Susznie, który przylegał do dóbr Potockich. Komorowski bywał w pałacu Potockich, być może zabierał ze sobą córkę. Legenda mówi, że Szczęsny zakochał się w pannie od pierwszego wejrzenia, a i ona nie pozostała obojętna na jego uczucia. Romans trwał miesiące, Potoccy przymykali oko myśląc, że to tylko młodzieńcze uniesienia i pozwalając synowi się „wyszumieć”. Tymczasem Gertruda zaszła w ciążę, chłopak z miejsca się oświadczył i został przyjęty. 18 listopada odbyły się zaręczyny, podpisano intercyzę i ustalono datę ślubu. Szczęsny jednakże bał się gniewu rodziców, więc nic im o tym nie powiedział. 16 grudnia 1770 roku, w cerkwi unickiej małżeństwo zostało zawarte. O ślubie Potoccy dowiedzieli się od Antoniny Komorowskiej. Byli naprawdę wściekli. Wymogli na synu unieważnienie związku z powodu… uwiedzenia. Chcieli też porwać dziewczynę i umieścić w zaprzyjaźnionym klasztorze, by przeprowadzić rozwód. Komorowscy dowiedzieli się o tym i matka z córką ruszyły na saniach w stronę Lwowa, by uciec przed planami możnowładców. Jednak w trop za nimi ruszyli nadworni kozacy Potockich przebrani za Rosjan. 13 lutego 1771 roku zaatakowali bezbronne kobiety. Gertruda, będąca w szóstym miesiącu ciąży, została bestialsko zamordowana. Zbrodniarze wrzucili jej ciało do przerębla, ale na wiosną szczątki wypłynęły, a ktoś rozpoznał pierścionek Gertrudy i doniesiono o tym Komorowskim.

Nikt nie poniósł kary za zbrodnię – sprawcy zostali ukryci, Szczęsnego wyprawiono za granicę. Rok później zmarła Anna Potocka, a wkrótce po niej Franciszek Salezy. Ale cała Rzeczpospolita huczała od plotek. Komorowscy wytoczyli familii Potockich proces o napad. Sąd stwierdził winę Potockich i przyznał odszkodowanie.

Grobowiec Gertrudy Potockiej i jej rodziców odkryto w lipcu 1905 w podziemiach kościoła w Witkowie. Obok kościoła zbudowano wówczas małą kaplicę, w której w nowych metalowych trumnach o szklanych wiekach umieszczono szczątki Komorowskich. Nad drzwiami grobowca widniał napis: „Pamięci Gertrudy z Komorowskich Szczęsnowej Potockiej”. Jeszcze raz zakłócony został spokój zmarłych, kiedy w 1920 roku na Polskę szła nawała bolszewicka. Tak wspominał to wydarzenie będący wówczas chłopcem arian Brzezicki:

Przez Witków przewalił Zagon armii Budiennego. Jeden z kozaków podjechał do grobowca Gertrudy, wyłamał zamknięte na klucz drzwi, odkręcił umocowania trumny, i zrzucił na ziemię szklane wieko, ale pod nim znalazł drugą trumnę również ze szklanym wiekiem, a ta była za lutowana. Miałem wówczas 11 lat i z dwoma młodszymi od siebie kolegami oniemieliśmy z przerażenia, kiedy z zakończenia tasiemcowego, soczystego rosyjskiego przekleństwa zrozumieliśmy, że „Polski” dobrze schowali to złoto, ale on je znajdzie. Po rozbiciu szyby drugiej trumny dostał się do szczątków matki Gertrudy, które spoczywały na czymś w rodzaju materaca z białego jedwabiu w desenie, ułożonego na dnie trumny z osobną poduszką pod głową. Wyrwał tę poduszkę spod głowy, przy czym głowa oderwała się od tułowia i potoczyła się w okolice kolan, po czym wyciągnął materac spod zwłok odwracając je prztym plecami do góry i tak z materacem i poduszką wyszedł przed grobowiec i rozpruł je. Ze środka posypały się wióry, zwykłe drewniane wióry, zwane też heblówkami. Wszyscy byliśmy zaskoczeni: kozak, że to wióry a nie złoto, a my – że to wióry a nie włosień czy pierze. Taki sam los spotkał następną trumnę ze zwłokami Gertrudy i z takim samym skutkiem dla poszukiwania skarbów z tą różnicą, że już poduszki nie rozpruwał, lecz położył ją sobie na siodle i na niej odjechał. Przed odjazdem zdążył kopnięciem strącić na ziemię z półmetrowej wysokości stojaka trumnę ze zwłokami miecznika Komorowskiego.

 

 

 

 

 


Źródło: niezależna.pl

#Kresy #Potoccy #Gertruda Komorowska #Szczęsny Potocki #Miłość

Magdalena Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo