- Obecnie leku o udowodnionej skuteczności nie ma, czyli takiej, przy której w wyniku badań klinicznych wykażemy, że faktycznie ten lek pomaga, a nie jest to tylko myślenie życzeniowe - powiedział w "Sygnałach dnia" prof. Pyrć.

Pytany o amantadynę i podejmowane przez część chorych próby leczenia na własną rękę, prof. Krzysztof Pyrć odpowiada, że jest do "kuriozalna sytuacja".

- Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że amantadyna będzie skuteczna. Mówię tu o podstawach naukowych, bo nie ma z laboratoriów żadnych wyników, mówiących o tym, że powinna być ona stosowana, a także o podstawach klinicznych, bo były przeprowadzone badania i obserwacyjne, i kliniczne, które wykazały brak skuteczności amantadyny - odparł.

- To oczywiście jej nie przekreśla, mogą być mechanizmy, o których nie wiemy lub nie pomyśleliśmy, dlatego z ciekawością patrzę na badania, które są teraz prowadzone. Wśród kandydatów na lek przeciw COVID to jeden z gorszych pomysłów, ponieważ są preparaty, które są dużo bardziej skuteczne, wykazują skuteczność w badaniach klinicznych. Jest to głównie lek medialny niż realne odkrycie naukowe

- dodał.

Poproszony o komentarz do tego, że pojawiają się lekarze, którzy zalecają chorym stosowanie amantadyny, prof. Pyrć stwierdził, że "trzeba zastanowić się nad etyczną stroną tego zagadnienia". 

- Podawanie leku, który ma również efekty uboczne, pacjentów, u których istnieje ryzyko ciężkiej choroby i śmierci, jest raczej nieetyczne. Jeżeli nie mam żadnych dowodów, że dany lek działa, możemy losowo wybierać to, co mamy w aptece i efekt będzie taki sam. Pytanie do lekarzy - jak mieści im to się w głowie, że takie działania podejmują?

- dodał gość Katarzyny Gójskiej.