Zgromadzenia modlitewne czy wspólne czytanie Biblii zostało przez lewicowe władze Kalifornii z powodu pandemii albo całkowicie zabronione albo ograniczone do uczestników z maksymalnie trzech gospodarstw domowych. Nie spodobało się to pastorowi z miasta Santa Clara Jeremiemu Wongowi i jego wiernym, którzy podali władze stanu do sądu żądając zdjęcia tego zakazu. Ich zdaniem fakt wprowadzenia zakazu spotkań religijnych przy równoczesnym pozwoleniu na spotkania świeckie, np. w sklepach jest dyskryminacją religijną, która łamie prawa wierzących gwarantowane pierwszą poprawką do konstytucji.

Sprawa trafiła przed SCOTUS po tym, kiedy sąd apelacyjny IX Okręgu, jeden z najbardziej lewicowych sądów w USA, stanął po stronie stanu. Jego sędziowie uznali, że stan miał prawo wprowadzić takie obostrzenie bo uczestnicy spotkań w prywatnych domach mają większą szansę na prowadzenie dłuższych rozmów i mniejszą szansę na noszenie maseczek i zachowywanie dystansu niż w miejscach komercyjnych. Dodali też, że takie miejsca zwykle są większe i lepiej wentylowane od prywatnych domów. Wcześniej taki sam wyrok wydał sąd niższej instancji.

Przed procesem w SCOTUS prawnicy reprezentujący władzę Kalifornii wysłali do SCOTUS list. Tłumaczyli w nim, że wprowadzony przez nie zakaz nie jest dyskryminacją religijną gdyż dotyczy wszystkich spotkań w domach, także tych nie mających nic wspólnego z religią. Ich zdaniem sąd powinien również nie przyjmować tej sprawy gdyż wkrótce stanie się bezprzedmiotowa. Zauważyli bowiem, że w związku z poprawiającą się sytuacją pandemiczną zakaz ten i tak przestanie obowiązywać już 15 kwietnia.

SCOTUS pomimo tego przyjął tę sprawę i w piątek krótko przed północą wydał w niej wyrok. Sędziowie zdecydowali większością 5 do 4, że kalifornijskie przepisy powinny być wstrzymane. Opinia nie była podpisana, ale wiadomo, że została wydana przez konserwatywnych sędziów. Trójka lewicowców wyraziła bowiem zdanie odrębne, w którym przyznali rację sądowi apelacyjnemu. Rację przyznał mu również przewodniczący SCOTUS John Roberts, który mimo bycia nominowanym przez prawicowego prezydenta często zgadza się z lewicą. On jednak napisał własne zdanie odrębne zamiast dołączyć do tego podpisanego przez lewicę.

W swojej opinii większość sędziów napisała, że ich wcześniejsze wyroki w sprawach dotyczących restrykcji covidowych wyznaczyły pewne precedensy które sędziowie sądu apelacyjnego zignorowali. Dodali także, że w kwestiach dotyczących wolności religijnej władze stanu powinny postępować bardziej rozważnie i w większym stopniu udowodnić, że takie spotkania są groźniejsze pandemicznie niż sklepy czy kina, które są otwarte i gromadzą wewnątrz osoby z więcej niż trzech domostw. Stwierdzili również, że fakt rychłego zniesienia tego zakazu jest bez znaczenia gdyż władze stanu mogłyby go w każdej chwili przywrócić, tak jak już robiły z innymi restrykcjami. Uznali także, że łamania wolności religijnej nie tłumaczy to, że spotkania w celach świeckich też są przez nie źle traktowane.

Lewicowi sędziowie uznali natomiast, że pierwsza poprawka do konstytucji nakazuje, żeby władze traktowały aktywność religijną tak samo jak traktują aktywność świecką, a Kalifornia tak robi wprowadzając ogólny zakaz na spotkania w prywatnych domach, niezależnie od ich celu. Ich zdaniem prawo nie wymaga, aby władze w takim przypadku traktowały tak samo prywatne domy jak miejsca publiczne, takie jak sklepy czy kina.

To już kolejny przypadek w którym wyrok SCOTUS spowodował poluzowanie restrykcji w Kalifornii. Co najmniej drugi raz dotyczył też wolności religijnej. W jednej z wcześniejszych spraw grupa kilkuset pastorów podała stan do sądu przez to, że władze zdecydowały się na zamknięcie kościołów i świątyń oraz uznały je za najmniej ważne przy luzowaniu restrykcji. Po wyroku SCOTUS kościoły zostały otwarte, chociaż sąd kompromisowo zgodził się na to, żeby wprowadzono w nich limit wiernych i inne restrykcje.