Koronawirus dotarł na wyspę 11 marca ub.r. Trzy pierwsze przypadki zdiagnozowano u włoskich turystów, zamknięto ich na kwarantannie. Dzień później zdiagnozowano pierwszą infekcję u Kubańczyka – miał się zarazić od żony, która wróciła z Włoch. U niej test dał wynik negatywny, ale prawdopodobnie zrobiono go już po ustąpieniu choroby. Od końca listopada ub.r. nastąpił gwałtowny wzrost liczby nowych dziennych infekcji, z rekordowymi 821 przypadkami 6 lutego br., a zdaniem ekspertów tendencja wzrostowa jeszcze trochę potrwa. Łącznie w „trzcinowym gułagu” odnotowano niemal 33 tysiące infekcji i 238 zgonów, chociaż jak większości tego typu państw są wątpliwości, czy te dane nie są zaniżone.
W wypadku Kuby wpływ pandemii na gospodarkę był znacznie bardziej odczuwalny niż gdzie indziej. Ich centralnie sterowana ekonomia jest bowiem bardzo niewydolna, co jeszcze bardziej pogorszyło nałożone przez nich embargo. Wyspa jednak dzięki swojemu łagodnemu klimatowi, pięknych plażach i licznych zabytkach z epoki kolonialnej jest popularnym celem wycieczek turystów z Kanady czy Europy. Rocznie odwiedzają tę wyspę miliony turystów, dzięki nim gospodarka tego socjalistycznego kraju utrzymywała się przez lata. Bardzo popularna jest również turystyka zdrowotna – Kuba ma świetnie rozwinięty system opieki zdrowotnej dla gości zza granicy – i seksturystyka, chociaż w tym wypadku socjalistyczne władze twierdzą, że to zjawisko jest wyolbrzymiane na zachodzie. Jednak restrykcje koronawirusowe, zarówno te wprowadzane przez Hawanę jak i przez inne państwa, sprawiły, że liczba turystów drastycznie zmalała. Tylko w zeszłym roku kubańska gospodarka zmalała przez to o 11 proc., co wywołało najgorsze braki na rynku od czasu upadku ZSRS.
Przemysł turystyczny na Kubie od dawna był ewenementem gdyż w centralnie planowanej gospodarce był enklawą relatywnie wolnego rynku. Dodatkowo był jedną z niewielu gałęzi kubańskiej gospodarki która doświadczała znaczących inwestycji zagranicznych. Zyski z turystyki były tak wielkie – w końcu przekroczyły nawet eksport trzciny cukrowej – że tamtejszy reżym przymykał na to oko. Teraz w odpowiedzi na spadek zysków z turystyki kubański rząd postanowił wprowadzić kapitalistyczne reformy w reszcie sektorów
Kubańscy komuniści zlikwidowali dotychczasową listę 127 aktywności ekonomicznych, które były dozwolone prywatnym firmom. Zamiast tego wkrótce przedstawią inną listę, zawierającą 124 aktywności, które nadal będą wyłączną domeną państwa lub pod jego ścisłą kontrolą. Oznacza to, że prywatni przedsiębiorcy będą mogli wejść w ok. 2 tysiące branży. Lista tych zastrzeżonych dla państwa nie została jeszcze ujawniona, ale nieoficjalnie mówi się o tym, że znajdą się na niej media, służba zdrowia, sektor obronności itp.
W wypowiedzi dla agencji AFP minister pracy Marta Elena Feito Cabrera niespodziewanie powiedziała, że ten ruch ma sprawić, że sektor prywatny „ma nadal się rozwijać”, a reforma ma „uwolnić jego siły produktywne”. Biorąc pod uwagę panującą na wyspie od dekad socjalistyczną ortodoksję takie słowa z ust wysokiego urzędnika państwowego są wielkim wydarzeniem – choć ona sama zaapelowała też do samorządowców aby uważnie pilnowali prywaciarzy. W podobnym tonie wypowiedział się prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel, chociaż w jego słowach nie zabrakło rytualnego już oskarżenia amerykańskich sankcji za tragiczny stan planowanej centralnie kubańskiej gospodarki.
Ekonomiści – także kubańscy – zgadzają się ze sobą, że wprowadzenie tej reformy może być jedyną szansą na ocalenie Kuby przed bankructwem. Martwią się jednak, czy nie jest już na to za późno i czy kubański wolny rynek zdąży uratować wyspę. Działalność sektora prywatnego została tam dopuszczona bowiem dopiero w 2010 roku, a jego prawdziwa popularność przypadła na okres ocieplenia stosunków z USA w czasach prezydenta Baracka Obamy. Obecnie w sektorze prywatnym pracuje 13 proc. Kubańczyków, ale ich firmy są raczej małe – większość z nich to np. małe gospodarstwa rolne, jednoosobowe warsztaty rzemieślnicze czy też usługi transportowe posiadające pojedynczą taksówkę. Wielu kubańskich „biznesmenów” chciałoby zapewne rozwinąć swoje firmy, ale nie będzie to łatwe.