Dziś resort zdrowia poinformował o rekordowym przyroście ostatniej doby - 27 143 osobach zakażonych. Zmarło 367 osób.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że narodowej kwarantanny możemy się spodziewać w perspektywie 7-14 dni.

Pytany o najwyższy stopień restrykcji dr Michał Sutkowski przyznał, że narodowej kwarantanny możemy się spodziewać, „gdy na sto tysięcy osób odnotujemy 75 zakażeń; to dzienny pułap ok. 30 tysięcy zakażeń”.

- Zmierzamy w tym kierunku. Ten tydzień jest wiodący w epidemii. Z jednej strony rozszerzamy zalecenia przeciwepidemiologiczne, z drugiej strony obserwujemy niepożądane zachowania - protesty na ulicach. Jeśli zwycięży rozsądek, zakażeń będzie coraz mniej - ocenił w rozmowie z niezalezna.pl.

- Obecne wartości zadecydują o kolejnych trzech miesiącach epidemii. To od nas zależy, czy lockdown będzie, czy uda się go uniknąć. Sami możemy sobie pomóc, ale też zaszkodzić - dodał prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

- Protesty ws. aborcji trwały - dzień w dzień - niemal dwa tygodnie. Kilkaset tysięcy ludzi maszerowało ulicami miast w całej Polsce. Ciężko o optymizm, gdy idzie o prognozę kolejnych zakażeń w nadchodzących dniach? - dopytywaliśmy.

- Przez następne dziesięć dni możemy się spodziewać przyrostu. Moim zdaniem szczyt zakażeń w Polsce przyjdzie przed 20 listopada. Dr Franciszek Rakowski (Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) -red.) wskazuje, że piku możemy się spodziewać 26 listopada. Co do jednego jesteśmy jednak zgodni - przekroczymy pułap 30 tys. zakażeń w ciągu doby

- wskazał dr Sutkowski.

Pytany o personel medyczny przyznał, że „sytuacja jest bardzo trudna”. - Mieliśmy 30 lat niedobory kadrowe, a to szybko nie zostanie nadrobione. Zasobów nie mamy. Lekarze pracują do 80. roku życia, pielęgniarki pracują na emeryturze. Nie spodziewałbym się też masowego napływu kadry medycznej zza granicy - wskazał nasz rozmówca.

- Szpitale tymczasowe są potrzebne, podobnie jak izolatoria czy prewentoria, które nie są w Polsce zbyt popularne. Grupuje się tam osoby zdrowe. Wykorzystując bazy sanatoriów czy innych obiektów, grupuje się, w głównej mierze osoby starsze, wymagające stałej opieki. W naszym społeczeństwie 20 proc. stanowią osoby powyżej 65. roku życia. To ogromna skala. Uważam, że taka forma pomocy tym ludziom również przyczyniłaby się do obniżenia zakażeń i śmiertelności

- tłumaczył.