Piosenki pierwszy raz posłuchałem, gdy dawno temu powstała i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Bo dokonywała rzeczy szalenie trudnej: obalała wylansowany przez media stereotyp działacza antyaborcyjnego. Jako człowieka oderwanego od współczesnych czasów, nie wychodzącego z Kościoła dewota, łatwego do ośmieszenia w programie Kuby Wojewódzkiego.

A tu wyskoczyli jak spod ziemi chłopaki z Irydionu. Łobuzy o… aborcji?! Typy kojarzące się rockandrollowo, awanturniczo, gdzieś w okolicach prawicowych subkultur, wyzywane przez „Gazetę Wyborczą” jeśli nie od faszystów, to od kolegów faszystów, które co jakiś czas wyskakiwały mi w obszarach moich zainteresowań jak diabeł z pudełka…

To było jeszcze przed modą na patriotyczny rap, więc opowiadanie przez takich ludzi o aborcji wydawało się niemożliwe. Dziś, w czasie protestów nazywanych „kobiecymi” warto podkreślić, że to jest bardzo męska piosenka. Facet o silnej osobowości rozprawia się z paraliżem narzuconym mu przez propagandę, medialną psychozę, mówi o najważniejszych sprawach posługując się racjonalnymi argumentami i… poezją. W tej piosence jest Mickiewicz, Słowacki i autor „Irydiona” Krasiński. Jest wadzenie się ze światem, ze współczesnym medialnymi „bogami”. Jest rozmowa, ścieranie się argumentów i kontrargumentów, jak w „Prologu” Zbigniewa Herberta. Jest dyskusja, której nie ma dziś, gdy na ulicach grają bezsłowny „Marsz imperialny” i wywrzaskują beztreściowe wyzwiska.

Ale po przegadaniu argumentów obu stron nie ma miejsca na rozejście się z różnicą zdań. Jest za to miejsce na wnioski - poetycki opis wstrząsającego zła, na które godzi się świat:

„Więc powiedz, że wiatr ucichnie choć raz
I staną rzeki choć na krótką chwilę
A milczący przez wieki przydrożny głaz
W proteście poruszy się choć milimetr
I powiedz mi, że choć jeden ptak zamilknie
I choć jedna łza zatrzyma ten świat
I kiedyś gdzieś powietrze drgnie modlitwą
Za wszystkich, których nie ma wśród nas”.

Mało tego, są wnioski, które trzeba wprowadzić w życie, by zło zatrzymać. I znajdujemy opis, który niesamowicie brzmi w czasie dzisiejszych protestów:

„A więc nie podam ci dłoni, gdy ogarnie Cię ciemność
Nie powiem wybaczam, kiedy gwałcą niewinność
I kiedy dla tłumów ułożą mój stos
Płomienie przebije mój głos: morderców życia pod sąd!”

Czytam właśnie, że członkowie Irydionu nabijają się z recenzji swoich utworów, pojawiających się po kilkunastu latach od ich powstania. No to niniejszym dostarczam im jeszcze jednej okazji do nabijania się. Ale to jest moment, w którym Irydion powinien wybrzmieć jako hymn, który jest przeciwieństwem braku treści po przeciwnej stronie. Zapewne w różnych sprawach się z członkami Irydionu się nie zgadzam, ale w tym momencie mam to gdzieś, nie ma to większego znaczenia

Kto utworu nie zna, niech szykuje się na naprawdę wstrząsające 8 minut i 39 sekund. Poniżej wersja utworu bez teledysku, bo ona jest poetycko najmocniejsza i to koniecznie jej trzeba posłuchać, przynajmniej za pierwszym razem.