W tej chwili jedyną szczepionką na COVID-19 dostępną na rynku jest rosyjski Sputnik V. Rosjanie jednak wprowadzili ją jako pierwsi tylko i wyłącznie dlatego, że ograniczyli do minimum program testów klinicznych, rezygnując z jego trzeciej fazy. Oznacza to, że żadne poważne państwo nie dopuści jej do szczepienia swojej populacji dopóki nie będzie pewności, że jest bezpieczna. 

Oprócz Sputnika na świecie opracowano jak na razie ponad 50 innych szczepionek. Prace nad dziewięcioma z nich są już tak zaawansowane, że znajdują się one w trzeciej fazie testów klinicznych i, jeżeli te wypadną pomyślnie, zaczną wchodzić na rynek na początku przyszłego roku lub może jeszcze pod koniec obecnego. Amerykański rząd szykuje się więc już do programu masowych szczepień. Eksperci szacują, że aby pokonać koronawirusa odporność na niego będzie musiało zdobyć, czy to na skutek szczepienia czy po przejściu choroby, ponad 70% populacji. Populacja USA to ponad 328 milionów osób, więc będzie to dla rządu gigantyczny wysiłek pod względem chociażby logistyki. 

W środę administracja Trumpa złożyła w Kongresie plan kampanii szczepień oraz wypuściła tzw. książkę gry. Dokument ten trafi do władz stanowych i lokalnych i zawiera pierwsze szczegóły tego jak to będzie wyglądało. Ich autorzy otwarcie przyznają, że kampanii szczepień na taką skalę jeszcze w USA nigdy nie było. 

Najważniejszą z ujawnionych informacji jest ta, że Amerykanie nie będą musieli dodatkowo płacić za szczepionkę na COVID-19 ani za jej podanie przez lekarza czy sanitariusza. Ich produkcja, dystrybucja i podanie zostaną sfinansowane z pieniędzy podatników, które administracji przyznał Kongres i które Trump odłożył właśnie na ten cel. 

Oczywiście na chwilę obecną nie wiadomo kiedy pojawi się pierwsza skuteczna i bezpieczna szczepionka. Władze chcą jednak zacząć szczepienia tak szybko jak się tylko da. Liczą, że stanie się to jeszcze w tym roku albo na początku przyszłego. Zakładają jednak, że początkowo może być problem z dostępną ilością szczepionek. Dlatego same szczepienia mają być podzielone na trzy fazy, których kryteria opracuje Narodowa Akademia Medyczna. W pierwszej fazie szczepionkę dostaną pracownicy służby zdrowia, którzy są codziennie narażeni na infekcję koronawirusem, oraz inni niezbędni pracownicy, a także osoby najbardziej narażone na powikłania i zgon od COVID-19. W drugiej i trzeciej fazie program szczepień zostanie rozszerzony na cały kraj, chociaż na razie nie ujawniono żadnych szczegółów. 

Rząd USA nie ma zamiaru ograniczyć się do jednego typu szczepionki. W programie szczepień będą użyte wszystkie szczepionki których producentom uda się uzyskać dopuszczenie. Władze zakładają, że każdy pacjent może potrzebować dwóch dawek szczepionki, podanych w odstępie od 21 do 28 dni od siebie. Wprowadzono więc wymóg aby każdy otrzymał dawki tej samej szczepionki od tego samego producenta. 

Normalnie dystrybucją szczepionek – czy to w razie programu awaryjnych szczepień czy przy normalnym zapotrzebowaniu na np. szczepionki na grypę – zajmowało się Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC). W tym wypadku jednak skala operacji jest tak duża, że nie ma najmniejszych szans żeby sobie poradzili z tym sami. Dlatego pomoże im w tym Pentagon. Wojsko zajmie się transportem szczepionek w odpowiednich warunkach a także odpowiednimi opakowaniami. CDC będzie nadzorowało cały proces i zadba, żeby transportowane przez wojsko szczepionki trafiły tam, gdzie powinny. 

Swoją rolę odegrają również władze stanowe i samorządy. Ich zadaniem będzie dystrybucja szczepionek na poziomie lokalnym. Rząd dał im miesiąc na opracowanie konkretnych planów jak będzie to wyglądało w praktyce. Mają również zadbać o to, aby szczepionki było gdzie przechowywać. Nie będzie to łatwe gdyż niektóre szczepionki są pod tym względem mocno wymagające, trzeba je np. przechowywać w chłodni lub wręcz w zamrażarkach, a mowa przecież o milionach dawek. 

W tym programie może jednak pojawić się jedna istotna przeszkoda. Demokraci wielokrotnie twierdzili, że Trumpowi zależy na tym aby jak najszybciej rozpocząć szczepienia gdyż dzięki temu zwiększa swoje szanse na reelekcję. Zasadniczo zapewne coś w tym jest, ale sugerowali również, że podawane przez niego wcześniej terminy, zwykle bardziej optymistyczne niż terminy sugerowane przez lekarzy czy naukowców, oznaczają, że w tym celu władze przymkną oko na bezpieczeństwo szczepień. 

Sprawiło to, że wielu Amerykanów teraz boi się tych szczepień. Agencja Associated Press przeprowadziła w tej sprawie w maju sondaż i jego wyniki nie napawają optymizmem. 20% respondentów zadeklarowało, że nie zaszczepi się na COVID-19. Dalsze 31% się waha. A od maja kolejne ataki lewicy na Trumpa i jego odpowiedź na pandemię zapewne sprawiły, że sytuacja jest jeszcze gorsza. W USA szczepienia nie są obowiązkowe a to, czy można do nich zmusić obywateli w sytuacji kryzysowej jest od dawna tematem dyskusji prawników, z których większość uważa jednak, że amerykańskie prawo na to nie pozwala. Może się więc okazać, że pomimo pojawienia się na rynku szczepionek nie uda się zaszczepić wystarczającej liczby osób aby pokonać chińskiego koronawirusa.