Redaktor Rachoń zauważył, że pomimo oficjalnych deklaracji, że "nie będzie niszczenia systemu" i zmian w międzynarodowych aliansach, dokładnie to się działo. Małżeństwo Gwiazdów zostało zapytane, dlaczego robiono to w ten sposób.

Jest to rzeczą oczywistą - nie mieliśmy armat, ani nawet pistoletów. Więc mówienie z kontrahentem, że ma się wynosić byłoby dosyć absurdalne. Poza tym, wydaje mi się, że jeszcze wtedy społeczeństwo nie było na to przygotowane i zresztą zupełnie słusznie. O niepodległość walczy się zbrojnie na polu walki, a nie przy stole

- stwierdził Andrzej Gwiazda.

Przy stole można posunąć się o nawet poważny krok na tej drodze, ale rozmowy wykluczają pełen sukces

- dodał

Można powiedzieć, że niezależny związek zawodowy już podważał samą zasadę totalitaryzmu. Poza tym, jeśli ludzie przestaną się bać, to już będzie łatwiej cokolwiek zrobić. I jeszcze jedna rzecz - okupant ma mniejsze możliwości wyzysku, jeśli większa część dochodu narodowego jest przeznaczona na potrzeby społeczeństwa. Czyli działalność związku zawodowego bezpośrednio wzmacniała społeczeństwo, a osłabiała okupanta

- podkreśliła Joanna Duda-Gwiazda.

Poruszono także temat roli poszczególnych uczestników rozmów, zauważając, że byli działacze "Solidarności", którzy walczyli o poszczególne zapisy, oraz na drugim biegunie był Lech Wałęsa, który hamował i studził niektóre etapy rozmów.

Chodziło przede wszystkim nie o to, jakie stanowisko ma Wałęsa, tylko o świadomość. W czasie porozumień nie mieliśmy już cienia wątpliwości, że Wałęsa jest agentem bezpieki i nie mogliśmy w związku z tym przygotować i opracować strategii na głosy poszczególne osoby poszczególnych (punktów). Nie ma gorszej sytuacji, niż trzymanie się strategii, czy taktyki, którą zna przeciwnik. Ta świadomość, że wszystko, co ustalimy między sobą będzie znane przeciwnikowi wykluczała jakieś opracowanie taktyki rozmów

- powiedział Andrzej Gwiazda.

Byliśmy skazani na happening, na to że uczestnicy wyłapią odpowiedni moment i w tym momencie powiedzą odpowiednią kwestię

- dodał, przyznając, że osłabiało to niesamowicie zespół "Solidarności". 

"Zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji i musieliśmy dać radę" - powiedział Gwiazda.

Michał Rachoń przypomniał, że pomimo dużej ilości podstawionych członków aparatury bezpieki, nie udało się kontrolować w pełni ruchu "Solidarności".

Wydaje mi się, że podstawową obroną była demokracja. Nie da się manipulować, przekupić, skorumpować, zastraszyć organizacji, która działa na zasadach demokratycznych. U nas okazało się, że demokracja jest niezwykle skuteczna w bezpośrednim zarządzaniu i chroni przed wpływami agentury

- uważa Joanna Duda-Gwiazda.

Oczywiście mieliśmy pełną świadomość, dlatego, że już od dziesiątków lat obserwowaliśmy system komunistyczny i jego działanie - wiedzieliśmy, że bezpieka nie bierze pieniędzy za darmo i w każdej takiej sytuacji krytycznej, zawsze, w każdym środowisku planowała umieścić maksymalną ilość agentów. O ile w małej grupie da się umieścić ilość agentów, jeżeli są dobrzy, nawet przeważającą ich liczbę, to jeżeli decyzje podejmowane są w szerokim kręgu, to agenci nie mają bezpośredniego wpływu na głosowanie, mają tylko jedną rękę, jak każdy inny. Stopień oddziaływania agentury jest tym mniejszy, im większa liczba osób bierze udział w podejmowaniu decyzji

- powiedział Andrzej Gwiazda.

To w czasie powstawania kierownictwa strajku w nocy z 16 na 17 podjęte decyzje wskazują, że mieliśmy wtedy pełną świadomość tego. Przyjęcie zasady, że im ważniejsza sprawa, tym większa ilość ludzi musi o tym decydować, wynikało z tego, że byliśmy całkowicie świadomi sytuacji, w jakiej się znajdziemy za chwilę

- dodał.