W pierwszej prezydent Rosji, cytując wybiórczo różne dokumenty i opierając się na raportach sowieckiego wywiadu rozprawia się z wersją najnowszej historii, jaką znamy.

Jego zdaniem – w dużym skrócie, bo jak wspomniałem ta część tekstu zajmuje 5/6 jego objętości – kończący I wojnę światową traktat wersalski był błędem, krzywdzącym Niemcy, zabierającym im zbyt dużo, co przypomniało mi słowa ministra spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa o Polsce jako „pokracznym bękarcie” Traktatu Wersalskiego.

Wielka Brytania, Francja i Polska były przed wojną sojusznikami Hitlera i złośliwie nie chciały sprzymierzyć się z miłującym pokój Związkiem Sowieckim. Szczególnie Polska – kraj antysemitów patologicznych – wbiła po Traktacie Monachijskim, w którym wszyscy wielcy oprócz ZSRS, ugodzili się w celu rozbioru Czechosłowacji, nóż w plecy swojemu południowemu sąsiadowi. Później Józef Beck torpedował wszelkie rozmowy pokojowe. Pakt Ribbentrop-Mołotow wynikał właśnie z tego, że ZSRS nie miał wyjścia. Po prostu z wszystkimi chciał układać się przeciw Niemcom, a ci wszyscy nie chcieli, szczególnie Polacy, co to wciąż wykazywali opór przed współpraca z Armią Czerwoną i tylko knuli i knuli przeciwko Sowietom.

ZSRS wkroczył do naszego kraju dopiero 17 września 1939 roku i to tylko dlatego, że Anglia i Francja nie chciały pomóc Polsce. Trochę też po to, pisze Putin, aby nie dopuścić Hitlera w pobliże swoich granic. I tak w ogóle Polska powinna się cieszyć, że ZSRS wszedł tylko na „swoje” ziemie zagarnięte przez Polskę w 1920 roku. Bo mógł nawet zająć Warszawę; tak się ułożyli 23 sierpnia 1939 roku z Niemcami, ale jakoś nie chciał.
A w ogóle jakie to zdaniem prezydenta Rosji szczęście, że Sowiety w 1939 roku zajęły te „swoje” ziemie, bo inaczej to Hitler z polskimi antysemitami i narodowcami wymordowaliby tam Żydów. I, co ciekawe, Putin cytuje też dokument, w których politycy brytyjscy późną jesienią 1939 roku, niejako uznają te zagarnięcie przez ZSRS naszych Kresów Wschodnich, jako słuszne i sprawiedliwe.

W okresie październik 1939 – 22 czerwca 1941 miłujący pokój Stalin (który był trochę opresywny dla swoich poddanych, co Putin łaskawie przyznaje) cały czas pragnął porozumienia z Wielką Brytanią, ale nie znajdował posłuchu. A potem pokonał Hitlera i jego satelitów kosztem wielu milionów istnień swoich obywateli i za to należy się przecież ZSRS i jego następczyni - Rosji wieczna sława i uznanie. A Wielka Brytania i USA wykazały wielki rozsądek dopiero w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, które to spotkania zapewniły światu pokój i szczęście na kolejne 75 lat.

Później Putin przechodzi do części politycznej, w której wyraża oburzenie na wszystkich, ośmielających  się podważać dzisiaj powyższą wersję zdarzeń. Postuluje zwołanie Rady Bezpieczeństwa ONZ (pisze tam, że na takie spotkanie już zgodzili się Donald Trump, Boris Johnson, Emmanuel Macron i Xi Jinping), aby przeprowadzić rozmowy, które wzorem Jałty ustaliłyby nowy światowy porządek celem ugruntowania pokoju na świecie. Bo teraz Rosja, zdaniem Putina, jest obrażana i poddawana wielkiej ekonomicznej presji. No i jeszcze ci historyczni rewizjoniści…

Czytając między wierszami, moim zdaniem, gdy Włodzimierz Putin, mówi o pokoju i wspomina (historycznie) o niemiecko-rosyjskiej granicy na Wiśle nie wróży nam to nic dobrego. Im wcześniej prezydent Duda z prezydentem Trumpem sprowadzi tu duuużoooo amerykańskich wojsk, tym lepiej.