W amerykańskiej stolicy mimo godziny policyjnej doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek do gwałtownych protestów osób wzburzonych zabiciem przed tygodniem przez policję w Minneapolis Murzyna George'a Floyda.

Siły bezpieczeństwa odsunęły część manifestantów z placu Lafayette'a przed Białym Domem.

Demonstracje odbywały się w kilku dzielnicach Waszyngtonu. Wielu z protestujących zachowywało się agresywnie.

Stojący przed Białym Domem pomnik Kościuszki został zdewastowany. Cokół pomnika zamalowano antyprezydenckimi i antyrasistowskimi napisami.

Kościuszko zasłynął nie tylko jako znakomity dowódca wojskowy i zwolennik demokracji, ale był również bojownikiem o prawa mniejszości narodowych i rasowych. W swoim testamencie przekazał część swego majątku na wykupienie i uwolnienie czarnoskórych niewolników Thomasa Jeffersona, jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, i kilku innych ich właścicieli. Trzeci prezydent USA nie wykonał jednak tego testamentu.

"Na pomnik również sikano, pluto. Szok" - napisał korespondent RMF FM Paweł Żuchowski, który jako pierwszy podał informację o dewastacji.

W testamencie Kościuszko polecił uwolnionym Murzynom dać wykształcenie tak, by umożliwić im normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Zdaniem wielu historyków testamentem tym wyprzedził swoje czasy. Jego pomnik na placu Lafayette'a przed Białym Domem został odsłonięty w 1910 roku.

Kopia pomnika znajduje się w Warszawie na placu Żelaznej Bramy.

Swoje oburzenie zdewastowaniem pomnika wyraził ambasador RP w USA Piotr Wilczek.

"Jestem zniesmaczony i zbulwersowany wandalizmem wobec pomnika Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie, bohatera, który walczył o niepodległość zarówno USA jak i Polski"

- napisał na Twitterze. Poprosił Biały Dom oraz amerykańską Służbę Parków Narodowych, by szybko "przywrócono pomnik do pierwotnego stanu".

W nocy z niedzieli na poniedziałek w centrum Waszyngtonu słychać było odgłosy strzałów i policyjne syreny. Grupki demonstrujących uciekały przed policją, krzycząc m.in. "Nie strzelajcie".

Światła zazwyczaj oświetlające w nocy oficjalną rezydencję prezydenta USA zostały wyłączone.

Komentarza w sprawie demonstracji przed Białym Domem nie udzielił jeszcze prezydent USA Donald Trump.

Przyczyną protestów, które trwają od kilku dni w kilkudziesięciu amerykańskich miastach, stała się sprawa 46-letniego George'a Floyda, który zmarł 25 maja w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis w stanie Minnesota.