Władze Szwecji postanowiły podejść do walki z pandemią chińskiego koronawirusa w sposób bliźniaczo podobny do tego, który początkowo chciała zastosować Wielka Brytania. Wprowadzono pewne łagodne ograniczenia, jak zakaz imprez masowych na więcej niż 50 osób – ale życie toczy się tam niemal normalnie, zwłaszcza w porównaniu z wieloma innymi państwami Europy. 

Głównym sensem stosowania ograniczeń w czasie pandemii jest „spłaszczenie krzywej” zachorowań. Nie chodzi o samo ograniczenie liczby zachorowań a o rozłożenie ich w czasie, aby do szpitali nie trafiło naraz więcej pacjentów, niż służba zdrowia może obsłużyć. Szwedzki rząd liczy na to, że nawet bez wprowadzania drakońskich przepisów wzrost zachorowań będzie na tyle łagodny, że ich służba zdrowia to wytrzyma. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że to mrzonki. 

Według najświeższych danych w Szwecji zachorowało 7693 osób a 591 zmarło. Szwedzka agencja prasowa TT postanowiła się przyjrzeć danym publikowanym przez rząd. Doszli do wniosku, że są zaniżone a faktyczna liczba ofiar jest wyższa. Główny epidemiolog Anders Tegnell przyznał, że faktycznie tak jest, a powodem jest opóźnienie w raportowaniu o kolejnych zgonach i infekcjach. Stwierdził, że jest to problem techniczny a nie próba ukrycia przez rząd niewygodnych dla nich liczb oraz, że to opóźnienie ciągle maleje więc kolejne dane są coraz bardziej zbliżone do stanu faktycznego. Problemem jest również mała liczba testów przeprowadzanych w tym kraju, którym poddawane są tylko ciężkie przypadki i pracownicy służby zdrowia. 

W sobotę rząd Szwecji złożył projekt ustawy, która pozwoli mu na szybkie reagowanie na rozwój epidemii poprzez wprowadzanie np. zakazu działania centr handlowych czy wprowadzaniu restrykcji w transporcie publicznym bez konieczności uzyskana zgody parlamentu. Ustawa czeka na głosowanie w parlamencie. Na razie nic jednak nie wskazuje żeby lewicowy rząd, mimo krytyki ze strony naukowców i przedstawicieli służby zdrowia, miał zamiar zmienić swoje podejście. 

Podczas konferencji prasowej w poniedziałek szwedzkie Ministerstwo Zdrowia nie wprowadziło żadnych nowych ograniczeń, choć wiele osób się tego spodziewało. Tegnell powtórzył, że rząd stara się uchronić przed wirusem osoby w grupach ryzyka ale stwierdził też, że nie są na razie pewni tego kto w ogóle się w takich grupach znajduje. Po raz kolejny poprosił również Szwedów z symptomami COVID-19 o pozostanie w domach i, w razie możliwości, pracę zdalną. 

Strategia Szwecji, jak twierdzą przedstawiciele rządu, opiera się na zdrowym rozsądku obywateli. Ich zdaniem Szwedzi są na tyle rozsądni, że zachowają zasady bezpieczeństwa z własnej woli, bez konieczności narzucania ich przepisami. „Każdy jest odpowiedzialny za swój dobrostan, za swoich sąsiadów i za swoją społeczność lokalną. To ma zastosowanie w normalnej sytuacji jak i w czasach kryzysu” - powiedziała minister spraw zagranicznych Ann Linde. 

Jak pisał portal Niezalezna.pl, premier Szwecji Stefan Lofven w wywiadzie dla Dagens Nyheter pozwolił sobie za to na chwilę szczerości. Przyznał, że wprawdzie epidemia nie zaatakowała jeszcze Szwecji tak mocno jak np. Hiszpanię czy Włochy, ale to nie znaczy, że będzie łagodniejsza. „Będziemy mieli poważnie chorych ludzi, którzy będą potrzebowali intensywnej opieki medycznej. Czekają nas tysiące śmierci. Musimy się na to przygotować” - stwierdził. Pomimo tego nie wydaje się aby miał zamiar zmienić podejście swojego rządu. Zamiast tego twierdzi, że Szwecja wcale nie postępuje inaczej niż inne państwa.

Nie sądzę aby powinno się dramatyzować różnice. Zrobimy to inaczej "niż reszta Europy". Czasami oznacza to, że jesteśmy na innym etapie pandemii

- stwierdził.