"Emma": kino magiczne, niczym teatr

Jeśli ktoś lubi chodzić do kina głównie po to, żeby się zrelaksować, oderwać od codzienności, nasycić wzrok pięknymi obrazami i się dobrze bawić, to „Emma” będzie dla niego świetną propozycją. Po seansie widz ma ochotę się uśmiechać do całego świata.

"Emma" - w kinach
fot. mat.pras.

Produkcje powstałe na podstawie książek Jane Austen (1775–1817) podbijają serca nie tylko fanów jej twórczoci. Brytyjska autorka zostawiła po sobie siedem powieści, a na ich bazie powstało już blisko 70 adaptacji – filmów i seriali. Te najbardziej znane to „Duma i uprzedzenie” oraz „Rozważna i romantyczna”. „Emmę” ekranizowano kilkukrotnie. Ostatnio w 1996 r. z Gwyneth Paltrow w roli głównej i nagrodzoną Oscarem muzyką Rachel Portman.

W 2009 r. powstał brytyjski serial „Emma”, który także zyskał dobre oceny. Czy był zatem sens po raz kolejny zajmować się tą powieścią? Okazuje się, że tak, bo film w reżyserii debiutującej Autumn de Wilde zachwyca świeżością. „Emma” ma bardzo dobre tempo, idealnie podkreślone muzyką.

Gdyby nie zapierające dech w piersiach plenery, można by odnieść wrażenie, że ogląda się cudowny spektakl teatralny. Niesamowite wnętrza pałaców i doskonale dopracowane stroje oraz fryzury cieszą oczy, a błyskotliwe dialogi i zabawne sytuacje powodują, że w sali kinowej co rusz wybuchają salwy śmiechu.

Emma Woodhouse to pięk- na, inteligentna, ale też apodyktyczna arystokratka.
Mieszka z kochającym ojcem na angielskiej prowincji i z nudów postanawia zająć
się swataniem. Upragnionego jej zdaniem męża próbuje znaleźć m.in. swojej przyjaciółce Harriet. Skupiona na celu dziewczyna nie zauważa, że sama stała się obiektem zainteresowania sąsiada, George’a Knightleya. Jak to w komedii omyłek bywa, okazuje się, że dopasowywanie ludzi w pary to nie lada umiejętność. Dopasowywanie aktorów do ról również, a ta sztuka znakomicie udała się Autumn de Wilde.

Jako Emma jasno błyszczy wspomniana Anya Taylor-Joy – znana do tej pory głównie z horrorów (choć w marcu będzie można ją zobaczyć także w roli Irene w filmie „Skłodowska”). Świetnie partnerują jej Johnny Flynn i Mia Goth, a Bill Nighy bawi za każdym razem, gdy tylko pojawi się na ekranie. W zasadzie tu każda postać ma charakter. Ta „Emma” to strzał w dziesiątkę. Z przyjemnością obejrzę jeszcze raz.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

#Emma #Jane Austen #Autumn de Wilde

Anna Krajkowska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo