Gdy Grzegorz Braun pojawił się po raz pierwszy na łamach Sputnika – tuby Kremla – wiele osób przeżyło szok. Zastanawiano się, co się takiego stało, że człowiek, który (wspólnie z Robertem Kaczmarkiem) robił filmy na temat Rosji Sowieckiej („Marsz wyzwolicieli”, „Defilada zwycięzców”), transformacji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej („Transformacja” – pięcioodcinkowy cykl przedstawiający proces przekształcania się ZSRS od rewolucji 1917 roku po czasy najnowsze) nagle zmienił poglądy. Jedną z przyczyn tej wolty są ludzie, którzy pojawili się w otoczeniu Grzegorza Brauna w 2014 roku i sojusz z innym putinofilem, czyli Januszem Korwin-Mikkem.

Niespełniony american dream

Grzegorz Braun jest związany ze Stanami Zjednoczonymi towarzysko i rodzinnie – jego ojciec, reżyser Kazimierz Braun, wyjechał do USA w 1985 roku. Był reżyserem m.in. The Guthrie Theatre w Minneapolis, Odyssey Theatre w Los Angeles, Chicago Actors Ensemble, Kavinoky Theatre w Buffalo, był także wykładowcą na amerykańskich uniwersytetach, profesorem wizytującym, a w 1989 roku został profesorem na University at Buffalo.

– Grzegorz był zafascynowany Ameryką. Wierzył, że jego american dream (amerykańskie marzenie) się spełni, że jego talent reżyserski zostanie dostrzeżony w USA i zdobędzie sławę

– mówi nam jeden z dawnych znajomych Brauna. Tak się jednak nie stało – Grzegorz Braun zajął się reżyserią filmów dystrybuowanych w Polsce i pisaniem książek. – Na spotkania z nim przychodziło bardzo dużo osób. Jego oratorski talent przyciągał. W 2014 roku, gdy został aresztowany za obrazę sądu, pod więzieniem, w którym siedział, gromadziły się tłumy. Sprawa była relacjonowana w niezależnych mediach, wstawili się za nim byli opozycjoniści, w tym Kornel Morawiecki, ikona „Solidarności Walczącej”. Dodatkowy rozgłos przyniosła mu wygrana w Strasburgu [sprawa dotyczyła przegranego procesu z prof. Janem Miodkiem, którego Grzegorz Braun nazwał publicznie „informatorem policji politycznej PRL” – przyp. red]. Wtedy doradzono mu, by wszedł w politykę – uważają dawni znajomi Grzegorza Bruna.

Doradcy z przeszłością

Jednym z bliskich nieformalnych współpracowników Grzegorza Brauna jest mieszkający w USA Witold Rosowski (wł. Włodzimierz Witold Rosowski). Dwa tygodnie temu Grzegorz Braun, Robert Winnicki oraz właśnie Witold Rosowski na konferencji prasowej w Sejmie „alarmowali”, że „amerykański ZUS konfiskuje Polakom emerytury, a PiS nic z tym nie robi”. Rosowski, który w ostatnich wyborach parlamentarnych był kandydatem Konfederacji, mówił, że „przez cztery lata bezskutecznie dobijał się do polityków PiS w sprawie emerytur Polonii”. W swoich wystąpieniach Rosowski nie zostawia na politykach PiS suchej nitki. Tymczasem właśnie wspólnie z politykami tej partii brał wcześniej udział w działaniach inicjatywy Polska Wielki Projekt, a w 2016 roku był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zakresie napisania projektu na scenariusz filmu fabularnego o historii Polski, który dotyczył płk. Ignacego Matuszewskiego.

W rzeczywistości obecne działania „na rzecz Polonii w USA” są próbą zbicia kapitału politycznego przez Konfederację i Rosowskiego, który swoją karierę zaczynał w nowojorskim klubie „Gazety Polskiej”.

– Mieliśmy niepokojące sygnały na temat jego działalności, które potwierdziły się w 2016 roku. Wtedy właśnie, podczas naszego spotkania w Nowym Jorku, tuż przed rozpoczęciem zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w USA, w obecności kilkudziesięciu osób, przy włączonym streamingu, bez uprzedzenia ogłosił, że organizuje przed nowojorskim rabinatem protest przeciwko szkalowaniu Polaków przez Żydów. Było to dokładnie tydzień przed szczytem NATO w Warszawie. Kiedy zabroniliśmy wykorzystywania logo klubów do tej akcji, złożył rezygnację z przynależności go klubu „GP” i od tego momentu staliśmy się jego największymi wrogami

– mówi Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

Witold Rosowski był m.in. kandydatem na szefa Instytutu Polskiego oraz Polsko-Słowiańskiej Unii Kredytowej, jednak nie przeszedł weryfikacji. – Wszędzie tam, gdzie się pojawia, zaczynają się spore problemy. Najpierw popierał obecność wojsk amerykańskich w Polsce, a teraz głosi tezy, że Amerykanie powinni nam za to płacić. Ostatnio wzywał Polonię do niegłosowania na Donalda Trumpa. Często też mówi o tym, że powinniśmy budować sojusz z Rosją kosztem zaniechania Trójmorza – mówi nam Tadeusz Antoniak, szef klubu „Gazety Polskiej” w Filadelfii.

Ojciec w ambasadzie w Pradze, siostra „główna specjalistka” w TPPR

Według oficjalnego biogramu Witold Rosowski jest działaczem społecznym i polonijnym, reżyserem i dziennikarzem. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Filmową w Pradze (Czechy), Wydział Filmu Dokumentalnego. Od 1993 roku pracuje przy produkcji filmów i programów telewizyjnych w Nowym Jorku. Nie mówi o swojej rodzinie oraz o tym, co robił w czasach PRL.

Ze znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej akt IPN wynika, że Włodzimierz Witold Rosowski (ur. 1 maja 1962 roku) rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Pradze w stanie wojennym w 1982 roku. Jego ojciec Leon Rosowski pracował wówczas w Biurze Radcy Handlowego w ambasadzie PRL w Pradze. Z kolei siostra – Ewa Olga Rosowska, główna specjalistka w Zarządzie Głównym Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, w czasach PRL-u była doktorantką Uniwersytetu Moskiewskiego.

Politycy Konfederacji mają związki z komunistycznymi generałami, co w „Gazecie Polskiej” opisał Hubert Kowalski, przytaczając m.in. relacje Kai Godek. Okazało się, że szefowie Konfederacji prowadzili rozmowy z gen. Tadeuszem Wileckim związanym z Lechem Wałęsą w czasach jego prezydentury. Pierwsze plany współpracy Konfederacji ze środowiskiem Wileckiego powstały najprawdopodobniej już w styczniu 2019 roku, kiedy to Janusz Korwin-Mikke poprosił gen. Wileckiego o opracowanie programu dotyczącego wojskowości, który miałby być zawarty w programie wyborczym Konfederacji. W okresie kampanii do europarlamentu spotkania z gen. Wileckim organizował poseł Jacek Wilk. Jednak zapoznanie się z programem przez liderów wszystkich środowisk tworzących ugrupowanie zostało umożliwione dopiero 22 czerwca, kiedy każdy z nich otrzymał program drogą mailową. Dokument ten został stworzony przez pułkownika w stanie spoczynku Mieczysława Jarońko, który współpracuje z gen. Wileckim.

„Minister Obrony nie może dowodzić armią w czasie pokoju, jak to robi obecnie, wyręczając dowódców. Najważniejsze stanowiska w siłach zbrojnych (z wyjątkiem szefów rodzajów sił zbrojnych i SG WP, których wyznacza prezydent na wniosek ministra obrony narodowej), powinny być wyznaczane wyłącznie przez właściwych dowódców i przełożonych, zgodnie z pragmatyką kadrową”

– czytamy w propozycji programu.

W dokumencie stwierdzono również, że plan obrony flanki wschodniej NATO nie gwarantuje bezpieczeństwa Polsce. Co ciekawe, w jednym z punktów programu postuluje się przywrócenie etosu Armii Krajowej w siłach zbrojnych, lecz z jednoczesną „weryfikacją tzw. żołnierzy wyklętych”. Środowisko Wileckiego proponowało również m.in., aby konfederaci blokowali dezubekizację. Podkreślali oni, że należy odejść od „zbiorowej odpowiedzialności osób, które służyły w różnych formacjach PRL”.

Generał Tadeusz Wilecki w latach 1980–1982 studiował w Wojskowej Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRS. W 2000 roku bezskutecznie kandydował na urząd prezydenta. Poparcia jego kandydaturze udzielił wówczas Roman Giertych. Generał jest jednym ze współzałożycieli stowarzyszenia Pro Milito, z którym związany był również gen. Marek Dukaczewski, były szef WSI, który w przeszłości brał udział m.in. w szkoleniach GRU. O kontaktach narodowców ze stowarzyszeniem już kilka lat temu pisał w „Gazecie Polskiej” Piotr Lisiewicz. W 2012 roku admirał Marek Toczek, który również jest członkiem Pro Milito, prowadził szkolenie dla straży Marszu Niepodległości. Z kolei kilka dni temu Janusz Korwin-Mikke, jeden z liderów Konfederacji, stwierdził, że „Polska powinna zawrzeć sojusz z Rosją”.

Wrogowie i sojusznicy

Witold Rosowski w USA wspólnie z działaczami Konfederacji bierze czynny udział w antyżydowskich wystąpieniach – pozornie chodzi o ustawę 447. W jego słowach pobrzmiewa narracja Moczara: „Żydzi mordowali Polaków” (hasło przewodnie demonstracji pod rabinatem w USA). Pod konsulatem Izraela organizuje cykliczne protesty, a na publikowanych w internecie nagraniach atakuje rządy USA, Izraela i Polski. Robi to również na swoim profilu w mediach społecznościowych, w jego wpisach widać potężny kompleks Antoniego Macierewicza, którego bardzo często przywołuje. Krytykuje także Sojusz Północnoatlantycki, podobnie zresztą jak inni politycy konfederacji – Grzegorz Braun, Robert Winnicki czy Janusz Korwin-Mikke.

Ich kandydatką w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego w okręgu nr 3, obejmującym województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie, była Lilija Moshechkova.

Informacje na jej temat ujawnił portal niezależna.pl. Moshechkova pochodzi z Doniecka, a do Polski przyjechała pod koniec lat 90. W grudniu 2014 roku była aktywną uczestniczką manifestacji przeciwko wizycie w Polsce prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki. Wówczas, wśród flag m.in. Donieckiej Republiki Ludowej, swój apel wygłaszał m.in. lider prorosyjskiej partii Zmiana Mateusz Piskorski. Co ciekawe, w 2017 roku Moshechkova opłakiwała na Facebooku śmierć Michaiła Tołstycha „Giwiego”, jednego z liderów donieckich separatystów. „08.02.2017 został zabity obrońca Donbasa Michail Tolstych – GIVI. Banderowcy nie pokonali go w walce, lecz zabili, kiedy wypoczywał. Cały Donbas jest w żałobie. Pamiętamy i nie wybaczymy” – napisała. Kandydatka Konfederacji do PE gościła również na okupowanym przez Rosjan Krymie, gdzie towarzyszyła Januszowi Korwin-Mikkemu, który spotykał się z samozwańczymi władzami półwyspu. Portal zwraca także uwagę, że Moshechkova pojawiała się w różnych programach realizowanych przez Pierwszy Kanał rosyjskiej telewizji oraz stację NTV, gdzie stanowić miała „polski głos w sprawie”. W jednym z nich broniła sowieckich pomników w Polsce, twierdząc, że „nie mamy prawa ich burzyć”.