W środę na posiedzeniu Sejmu został przedstawiony raport z prac sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold.

"W ocenie komisji ws. Amber Gold Donald Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej. Nie wydał żadnych formalnych poleceń podległym sobie organom administracji rządowej w celu podjęcia i koordynacji działań mających na celu przerwanie przestępczego procederu. Ówczesny premier nie przejawiał zainteresowania działalnością służb specjalnych wobec piramidy finansowej" - mówił wiceszef tej komisji Jarosław Krajewski (PiS).

Ten temat poruszony został również podczas audycji "Minęła20". Redaktor Michał Rachoń rozmawiał z gośćmi o aferze Amber Gold. Obecna w studio TVP Info Dorota Kania wskazała, że „Donald Tusk nie interesował się Amber Gold… publicznie”.

Zainteresowanie ówczesnego premiera wynikało jednak z tego, że jego syn pracował dla Marcina P. Sam pan Michał powiedział: „myśmy z tatą o tym rozmawiali”. Donald Tusk się dziś mija z prawdą

- oceniła redaktor naczelna Telewizji Republika.

Zwróciła uwagę, że cała sprawa rykoszetem odbiła się na Krzysztofie Bondaryku. „Po Amber Gold to właśnie Krzysztof Bondaryk odszedł z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego” – oceniła. Przypomniała, że „był on najdłużej urzędującym szefem ABW”.

Odnosząc się do dzisiejszego posiedzenia Sejmu wskazała, że „politycy opozycji forsowali tezę, że Marcin P. był wybitnym, samorodnym talentem finansowym”.

Przypominam sobie ostatnią rozmowę z Marcinem P., którą odbyliśmy wspólnie z Wojciechem Muchą, tuż przed aresztowaniem. Przywoływał nazwiska osób, z którymi się spotykał. Wśród nich: Paweł Adamowicz, Jan Krzysztof Bielecki czy Michał Tusk. To nie byli ludzie pochodzący z lokalnych struktur. Znajdowali się wówczas w samym jądrze władzy!

- podkreśliła w programie „Minęła 20”.

To nie było tak, że mała „firemka” coś sobie zrobiła. To był ważny, zaplanowany od początku projekt

- podsumowała.