Ten album zrewolucjonizował rynek muzyczny. “Abbey Road” powraca po 50 latach

Zdjęcie z okładki płyty "Abbey Road" / fot. YouTube/mat.pras.

  

"Abbey Road" The Beatles ukazał się w 1969r., rok przed rozpadem zespołu. Teraz album, na którym, jak pisze biograf zespołu Philip Norman - Lennon, McCartney, Starr i Harrison osiągnęli najlepszą formę - doczekał się nowej wersji.

W wersji "Abbey Road", która ukazała się w piątek, obok nagrań wydanych 50 lat temu, znalazły się kompozycje demo oraz niepublikowane wcześniej nagrania z sesji w słynnym londyńskim studio Abbey Road.

"Abbey Road" to ostatni album, który Beatlesi nagrali wspólnie. Jak pisze Philip Norman w biografii "Szał! Prawdziwa historia Beatlesów":

Na "Abbey Road" John Lennon osiągnął najwyższą formę, w najlepszej kondycji był Paul McCartney, a i George Harrison nagle objawił stan sprawności, jakiego nikt się po nim nie spodziewał.

Do założonego w latach 30. XX wieku studia Abbey Road muzycy weszli na początku 1969 r. nagrali piosenki autorstwa każdego z muzyków. Jest kompozycja Ringo Starra ("Octopus’s Garden"), piosenki napisane przez George’a Harrisona ("Here Comes the Sun", "Something") i oczywiście Johna Lennona (w tym m.in. "Come Together") oraz Paula McCartney’a (m.in. "Oh! Darling").

Jak pisze Philip Norman, szczególne uznanie zdobyła "Here Comes the Sun" George’a Harrisona. Muzyk napisał ją w ogrodzie u swojego przyjaciela, Erica Claptona. "Kto wie, czy najwyższą formą uznania nie było to, że po pierwszym przesłuchaniu większość ludzi brała ją za piosenkę napisaną i zaśpiewaną przez Lennona” – pisze w swojej książce Norman. W "Here Comes the Sun" śpiewał sam Harrison.

"Abbey Road" ukazała się 26 września 1969 r. w Wielkiej Brytanii, a 1 października w USA. Na okładce znalazło się zdjęcia Beatlesów przechodzących przez pasy na ulicy obok studia. Nie było ani nazwy płyty, ani nazwy grupy. Od czasu ukazania się płyty uwiecznione na okładce przejście dla pieszych stało się turystyczną atrakcją.

Była w tym albumie anarchia Johna, bezpretensjonalna i przemyślana. Był w nim sentymentalizm Paula, nieprzesadny, przytemperowany. A także nowy, kompletnie zaskakujący George, z obu źródeł czerpiący to, co najlepsze. Nie zabrakło zestawu wspaniałych nowych utworów, wykonanych z szukaną od tak dawna werwą i naturalnością, piosenek, które łączyły radykalnie odmienne punkt widzenia w spójną i wyważoną całość

 – pisze o "Abbey Road" Philip Norman.

Oto konkretna chwila, znów uchwycona i zastygła mimo zamętu odchodzącej dekady – gorące ulice, miękkie porno i świat hipisów roztapiający się w twardej rzeczywistości. Był tam Londyn tu i teraz, Liverpool z przeszłości i Beatlesi, ponad czasem i poza czasem, tworzący nieoczekiwaną iluzję doskonałej harmonii

- dodaje.

Za Oceanem płyta stała się sensacją, także za sprawą tajemniczego zniknięcia Paula McCartney’a. Jeden z prezenterów radiowych z Detroit podał informację, że jeden z Beatlesów nie żyje. Informacja szybko rozeszła się po całej Ameryce. Pojawiły się plotki, że Paula zabiło CIA, że udaje go aktor po operacji plastycznej. Napędziło to sprzedaż "Abbey Road". Szybko rozeszło się ponad pięć milionów egzemplarzy, więcej niż płyty "Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band".

Sukces płyty nie zmienił atmosfery w zespole. Drogi Paula, Johna, George’a i Ringo się rozeszły. "Piosenki z Abbey Road sączyły się z głośników jak błogosławieństwo całej niezwykłej dekady, którą określili na tak wiele sposobów. Był to symbol harmonii i dojrzałości, kamień milowy wskazujący jasną przyszłość, która na nich czekała. Być może nie było szansy, by to się spełniło" – napisał Peter Ames Carlin w biografii Paula McCartney’a "Życie".

Do 2011 roku sprzedało się ponad 30 milionów egzemplarzy "Abbey Road" na całym świecie. Album został wybrany w 2009 r. najlepszym albumem brytyjskiej grupy przez czytelników magazynu "The Rolling Stone". Rok po ukazaniu się "Abbey Road" na rynek trafiła jeszcze jedna płyta Beatlesów, "Let It Be". Muzycy nie nagrywali jej już razem. Ukazała się w 1970 r., po rozpadzie grupy. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Grupa sędziów chce doprowadzić do chaosu? Płażyński: Mogą doprowadzić do anarchii prawnej

Kacper Płażyński / Fotomag/Gazeta Polska

Lidia Lemaniak

Dziennikarka portalu Niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

- Sędziowie są od stosowania prawa, a parlament razem z prezydentem od tworzenia prawa i każdy, kto to kwestionuje, to albo nie zna polskiego systemu prawnego, albo się bardzo pogubił w nagonce politycznej na polski rząd - ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl Kacper Płażyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

W związku ze wszczęciem przez Trybunał Konstytucyjny postępowania z wniosku marszałek Sejmu, czwartkowe posiedzenie trzech Izb Sądu Najwyższego zostaje zawieszone

- oświadczyła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek poinformowała dzisiaj, że skierowała do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między Sejmem a Sądem Najwyższym, uwzględniając kompetencje prezydenta do powoływania sędziów. Jak mówiła, wniosek do TK jest skierowany "w poczuciu odpowiedzialności za państwo".  [polecam:https://niezalezna.pl/307257-jest-decyzja-tk-w-sprawie-posiedzenia-izb-sadu-najwyzszego-to-poklosie-wniosku-marszalek-sejmu]

Zgodnie z polskim prawem właściwym i jedynym organem, który może rozstrzygać o sporach kompetencyjnych, tzn. jakie organy władzy państwowej odpowiadają za jakie działania, jest właśnie Trybunał Konstytucyjny

- ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl poseł Prawa i Sprawiedliwości, prawnik, Kacper Płażyński.

Dopytywany, czy I prezes SN Małgorzata Gersdorf chce doprowadzić do chaosu prawnego, Kacper Płażyński odpowiedział, że "w momencie, kiedy niektórzy sędziowie, podkreślam - niektórzy - nie ma tutaj co generalizować, bo to jest jakaś wąska grupa sędziów, która próbuje podważać wybór innych sędziów, to faktycznie może prowadzić do popularnego ostatnio, ale uważam, że nie wykorzystywanego na wyrost pojęcia anarchia prawna".

Rzeczywiście za chwilę idąc tym tokiem rozumowania za chwilę będzie trzeba dokonywać rewizji dziesiątek tysięcy wyroków, które zapadają i jednocześnie przyznać, że polski parlament nie ma prawa do ustanawiania w Polsce władzy, tylko mają ją sędziowie, czego oczywiście zrobić nie można, bo nie jest to prawda. Nie jest to zgodne ani z trójpodziałem władzy, ani z zasadami demokratycznego państwa prawnego, ani z polską konstytucją, ani z żadnymi przepisami prawnymi. Sędziowie są od stosowania prawa, a parlament razem z prezydentem od tworzenia prawa i każdy, kto to kwestionuje, to albo nie zna polskiego systemu prawnego, albo się bardzo pogubił w nagonce politycznej na polski rząd

- podsumował poseł PiS. [polecam:https://niezalezna.pl/307234-padla-zapowiedz-radykalnych-reform-wymiaru-sprawiedliwosci-kolejne-dyskusje-nie-maja-sensu]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts