Lisiewicz: jeśli teraz nie pokonamy tęczowej zarazy, historia uzna nas za durniów. Teraz!

zdjęcie ilustracyjne / Arkadiusz Ławrywianiec, Marcin Pegaz/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

Duma – to kluczowe słowo w tej wojnie. Jeśli większość Polaków sprzeciwiających się ideologii LGBT zacznie o tym mówić głośno i dumą, broniąc najpiękniejszych polskich tradycji, chwaląc się odpornością na pranie mózgu i posługując się inteligentną ironią, wygramy. Ale gdy chodzi o taktykę zmienić musimy WSZYSTKO. Przede wszystkim: koniec z obroną, czas na kontratak. Ta walka nie może kojarzyć się z kilkoma nazwiskami, do których przypięto łatkę religijnych fanatyków, jak ustawiały to dotąd GW i TVN. To musi być szeroki ruch wierzących i niewierzących, konserwatystów i wolnościowców, a znanych nazwisk atakujących przeciwnika musi być tak wiele, by nie nadążył on z robieniem z nich faszystów. I musi on uzyskać wsparcie państwa, które prawnie uniemożliwi ofensywę LGBT w szkołach oraz finansowanie tego ruchu z zagranicy czy cenzurowanie jego krytyki. Najlepiej w Konstytucji – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Polskiej.

To będzie DŁUUUGI tekst, kto nie ma czasu, niech sobie od razu odpuści lekturę. Nie należałem nigdy do zawodowych krytyków LGBT, moją specjalnością jako publicysty, jak i niegdyś autora ulicznych happeningów, była walka z zarazą czerwoną, postkomunizmem, najgorszą patologią nie pozwalającą na budowę niepodległego państwa. To był godny zwalczania przeciwnik, bo silny, groźny i szkodliwy dla współobywateli, zwykłych Polaków, tych na dole, których pozbawia szans na awans i rozwój.

Pamiętam, jak nasz kolega redakcyjny, śp. Jacek Kwieciński, być może najlepszy wówczas w Polsce znawca polityki amerykańskiej, ostrzegał nas przed tą nową zarazą, która nie walczy z nami otwarcie, ale sprytnie, krok po kroku, rok po roku, wślizguje się do naszego życia publicznego i naszych mózgów. A z nią trudno tak po prostu bić się, jak z postkomuną.

Demokratyczny mandat do zwalczania ideologii LGBT

Pewnie każdy z Państwa miał taki moment w ciągu ostatnich miesięcy, gdy zrozumiał, że nadchodzi starcie z owym wrogiem. Dla jednych było to zwolnienie pracownika IKEI za cytowanie Biblii. Dla innych moment, gdy w Poznaniu usiłowano wysłać motorniczych tramwajów, którzy odmówili wyjechanie na ulicę z tęczowymi chorągiewkami, na reedukacyjne kursy. Niektórym oczy otworzyły się ostatecznie po tym, jak sąd nakazał wycofanie z kiosków gazety z naklejką „Strefa wolna od LGBT”.

To rzeczywiście jest TERROR, który się nasila – to musiał zauważyć każdy niedowiarek. Ale najważniejszy moment, który zdecydował o nieuchronności starcia, to było zmieszanie z błotem obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Z akceptacją wyraził się o tym nawet Donald Tusk. Postawiłem wówczas tezę, że wraz z tym wydarzeniem skończyła się ideologia LGBT w Polsce.

Bo tu już musiał zadziałać instynkt samozachowawczy. Nie ma dla Polaka – wierzącego czy niewierzącego, ale zanurzonego w polskiej kulturze – silniejszego symbolu. To było naplucie na Mickiewicza, u którego jest „Panna święta, co Jasnej broni Częstochowy”, na historyczną i tą sienkiewiczowską obronę Częstochowy, na Konstytucję 3 Maja, na zwycięstwo nad bolszewikami,  na Jana Pawła II, który mówił, że tu zawsze byliśmy wolni, na walkę Prymasa Tysiąclecia z komunistycznym reżimem…

Tak się dalej nie dało, jeśli odpuścilibyśmy tę sprawę, zaczęłaby się równia pochyła.  Walka z terrorem ruchu LGBT zyskała bardzo mocny demokratyczny mandat dzięki wyborom do Parlamentu Europejskiego. Ten temat był głośny w kampanii wyborczej i wpłynął na osłabienie opozycji. Polacy dali jasny sygnał: tego u nas nie chcemy, tak w Polsce nie będzie.

Twierdzę, że jesteśmy dziś na tyle mocni, by zatrzymać proces, który wielu uważa za nieuchronny. Teraz, zaraz, bo jeśli nie zrobimy tego dzisiaj, on pójdzie do przodu i może być za późno.

Nie ma procesów nieuchronnych, Polska do akceptacji LGBT nie dojrzeje NIGDY

Nastroje wśród przegranych są złe, opozycja poszła w rozsypkę, ale paradoksalnie nie zachwiało to wiary większości  jej liderów w ewolucyjną wygraną… ideologii LGBT. To pobrzmiewało w pamiętnych wypowiedziach Rafała Grupińskiego, Pawła Rabieja i wielu innych.

Skąd ten paradoks? Otóż zdaniem wielu socjologów, politologów i innych mędrców od nauk społecznych, zmiany cywilizacyjne, w tym akceptacja dla ideologii LGBT, są nieuchronne. Podają na to liczne przykłady krajów, w których tak się stało. Otóż stawiam tezę przeciwną: te zmiany wcale nie są nieuchronne, przynajmniej w Polsce. A odpowiedź na pytanie, kiedy polskie społeczeństwo  dojrzeje do zmiany podejścia do LGBT, brzmi: NIGDY.

To tak ja niegdyś ewolucyjna kapitulacja Zachodu przed komunizmem wydawała się nieuchronna, co potwierdzała tchórzliwa postawa wielu jego przywódców. A potem przyszedł Ronald Reagan, Margaret Thatcher, no i Jan Paweł II…

Jako Polacy jesteśmy po prostu inni od narodów, które dały się zniszczyć tą metodą. Mamy nieporównywalnie większe powody do dumy z naszej historii. Mniej nabroiliśmy, mnie wyrządziliśmy zła innym, nie klękaliśmy też przed potęgami za żadną cenę. Może inni mają powody, by lekko porzucać to, czym byli, własną tożsamość. My takich powodów nie mamy. Wszystko to przytłumione było przez lata niewoli, ale powraca w kolejnym pokoleniu, bo okazało się na tyle atrakcyjne, by wyrwać nas z mentalności niewolniczej.

Zresztą już w 2011 r. byli tacy, co twierdzili, że sukces Janusza Palikota to wyraz nieuchronnych przemian cywilizacyjnych. I co? Skuteczna kontrakcja przeciw Palikotowi wyszła tam, gdzie najmniej się jej spodziewano, bo ze strony młodzieży.

Aż ma się ochotę zawołać: Polacy, dla których normalnością było zarówno wygrywanie z silniejszym wrogami, jak i walka w przegranych powstaniach czy tworzenie podziemnego państwa, mieliby teraz pozwolić na zlikwidowanie polskości w wyniku operacji zwykłych hochsztaplerów, manipulujących naszymi zachowaniami? Puknijcie się w łeb!

Czytać Kirka Marshalla i zrobić wszystko odwrotnie

Skoro nie ma w nas śladu strachu przed nimi, jeśli pozostaliśmy odporni na hipnozę, która działa na innych, to pozostaje czas na zimną analizę metod przeciwnika i racjonalną reakcję na nie.

Otóż znawcy tematu są zgodni, że plan działania ruchu LGBT został napisany w latach 80. przez amerykańskiego działacza gejowskiego Kirka Marshalla. Czytając tezy Marshalla znajdujemy w zasadzie gotowy poradnik, co zrobić: otóż należy zrobić WSZYSTKO ODWROTNIE od zakładanych przez niego naszych reakcji. To temat na oddzielną, obszerną analizę, ale kilka rad praktycznych mogę wymienić od ręki.

Marshall postulował, by „zastąpić pewną siebie homofobię ogółu wstydem i poczuciem winy”. Odpowiedź na ten postulat dałem na początku tekstu: duma. Dumę z własnej przekory, z nieprzemakalności na pranie mózgu, Polacy wysysają z mlekiem matki. Przeciwnik stara się ją stłamsić poprzez cenzorskie zabiegi. Powinny one spotkać się z bardzo licznymi odpowiedziami znanych osób, co ośmieli zwykłych Polaków, by głośno mówili, co myślą. Sprawę trzeba ustawić jasno: „normalni Polacy kontra ruch LGBT”. W  żadnym wypadku nie „księża kontra ruch LGBT”, bo to i ogranicza nasze oddziaływanie, i wystawia księży na ataki wroga.

Marshall postulował, by media o homoseksualistach mówiły ciągle, by tworzyć wrażenie, ze opinia publiczna jest w tej sprawie przynajmniej podzielona i że istotny jej segment akceptuje lub wręcz praktykuje homoseksualizm. A poza tym pokazywać gejów-ludzi sukcesu, a unikać pokazywanie egzotycznych transwestytów.

Musimy działać odwrotnie, pokazywać jak najczęściej owe kuriozalne postacie z parad równości. Ciągle przypominać ich najbardziej obrzydliwych profanacjach. I jak najczęściej przytaczać badania, według który większość Polaków nie chce małżeństw homoseksualnych, a prawie 80 proc. nie godzi się na adopcję przez nie dzieci.

Inteligentna ironia, czyli śmiertelne zagrożenie dla ideologii LGBT

Marshall postulował, żeby pokazywać przeciwników gejów tak, by wyglądali odrażająco i przeciętny Amerykanin nie chciał ich spotkać. Tu nasza rola polega na tym, by eksponować wypowiedzi osób, które przeciętny Polak lubi.

Ważna uwaga do piłkarskich kibiców: pora przynajmniej częściowo zmienić przekaz. Wojna kibiców z Tuskiem pokazała, że jest to środowisko znakomicie posługujące się ironią i dowcipem (TOLA MA DONALDA, DONALD MA TOLE), więc pora użyć – gdzie się da – tej właśnie broni.

Ruch LGBT, który w czasie swoich parad specjalizuje się w dowcipie chamskim, wyszydzającym świętości i łopatologicznym, jest kompletnie nieprzygotowany na ironię inteligentną. Gdy podczas protestu pod redakcją Gazety Polskiej do manifestantów dołączył robot z dyktą „LGBTR to ja”, działacze LGBT wielodniowy protest … zakończyli. Tak jak humor Ronalda Reagana niszczył siermiężny komunizm, tak samo może być z nadętym w cenzorskim zapale ruchu LGBT.

Marshall podkreślał znaczenie finansów dla ruchu LGBT. Osłabienie finansowe tego ruchu to zadanie dla państwa polskiego. Szczegóły opracować powinni prawnicy, jednak zakaz finansowania takich ruchów z zagranicy, analogiczny do zakazu finansowego wspierania partii politycznych, powinien tu odegrać kluczową rolę. Państwo ma prawo bronić się przed obcą inwazją i dotyczy to także zagranicznych koncernów, które muszą wiedzieć, że każda próba tłumienia przez nie krytyki ruchu LGBT, spotka się z ostrą reakcją państwa, w tym utrudnieniem im prowadzenia działalności w Polsce. Również portale społecznościowe muszą być tego świadome.

Arcybiskup Marek Jędraszewski to oczywisty kontynuator Jana Pawła II

Marshall zalecał też walkę z religiami, które nie akceptują ofensywy gejów. Jego zdaniem należy je przedstawiać jako zacofane, ośmieszać, rozdmuchiwać jednostkowe skandale do monstrualnych rozmiarów, wreszcie promować np. pseudokatolików, którzy będą atakować postawę Kościoła wobec LGBT. To akurat przerabiamy na własnej skórze i warto upowszechniać wiedzę, czyj to scenariusz.

Przypomnijmy zapomnianą oczywistość, o której mówił Prymas Stefan Wyszyński. To kult Matki Boskiej Częstochowskiej był w Polsce nośnikiem nie tylko obrony przed barbarzyńcami, ale i przełomowych w historii wydarzeń, które podnosiły nasz naród na wyższy poziom cywilizacyjny. Mówił Prymas Tysiąclecia: „Właśnie z jej ducha rodziły się zobowiązania, które uprzedziły rozwój społeczny i kulturalny innych narodów. Były to: Śluby Jana Kazimierza, Unia Horodelska, Konstytucja 3 Maja, a ostatnio — Śluby Jasnogórskie i Milenijny Akt Oddania Bogurodzicy za Kościół. Stanowią one wspaniałe dziedzictwo, z którym wyruszamy w przyszłość”.

W największym skrócie: Śluby Jana Kazimierza obiecywały wzięcie pod opiekę ludu polskiego i zapewnienie sprawiedliwości, które to postulaty w znacznej części realizowała Konstytucja 3 maja. Unia w Horodle zrównywała litewską katolicką szlachtę z polską. Śluby Jasnogórskie i Milenium były walką o prawa ludu w komunistycznym totalitaryzmie. Z pewnością wśród wydarzeń związanych z kultem Maryi Prymas wymienić chciałby zwycięstwo z 15 sierpnia 1920, czego wówczas zrobić nie mógł. A jakimi osiągnięciami w walce o prawdziwy postęp mogą wykazać się na tym tle działacze LGBT? Żart.

Przedstawianie wypowiedzi arcybiskupa Marka Jędraszewskiego jako radykalnej czy niedopuszczalnej, jest bzdurą. Jest on kontynuatorem myśli osoby, która napisała następujące słowa: „Myślę o silnych naciskach Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, którym przysługiwałoby również prawo adopcji. Można, a nawet trzeba się zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze >>ideologia zła<<, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”.

Autorem tych słów był Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość”. Sformułowanie „ideologia zła” nie jest słabsze od słów „tęczowa zaraza”. Kto zna myśl arcybiskupa, ale i naukowca, prof. Marka Jędraszewskiego, nie będzie miał wątpliwości, że jest on kontynuatorem myśli Karola Wojtyły. Doprawdy, ślepym trzeba być, by tego  nie widzieć.

Bełkot o tym, jak niechrześcijańska jest walka z LGBT, bo katolik ma miłować wszystkich i nikogo nie zwalczać, jest tak idiotyczny, że dyskutowanie z nim przez niektórych duchownych jest niepotrzebnym marnowaniem czasu. To mogło działać 30 lat temu, gdy podobny pseudochrześcijański bełkot wylewał się z łamów „Tygodnika Powszechnego” i był promowany jako najszlachetniejsza odmiana katolicyzmu przez wszystkie media katolicyzmowi wrogie. Wtedy kryterium postawy chrześcijańskiej miało być wybaczenie komunistom i wyzbycie się chęci zemsty, czyli lustracji. Jednym słowem, kto odda kraj zreformowanym ludobójcom, ten najlepszy chrześcijanin.

Potrzebne jest natomiast wsparcie dla Kościoła w tej sprawie także z strony osób nie będących gorliwymi katolikami, a chcących bronić narodu i państwa. W żadnym razie nie powinni być w tej walce dyskryminowani ani uznawani za gorszych. Odwrotnie, powinni być doceniani i pokazywani.

Walka z ruchem LGBT nie powinna być automatycznie łączona z jakimiś radykalnie konserwatywnymi postulatami obyczajowymi. Bo zwalczanie tej ideologii nie jest żadnym radykalizmem czy maksymalizmem. Jest czymś oczywistym, MINIMUM przyzwoitości dla zwykłego Polaka.

Zakłamany język jako oręż, czyli LGBT jak sowiecki „pokój”

I jeszcze ważna uwaga na koniec. Najbardziej niebezpieczna manipulacja tkwi w języku. Odczuła to niedawno Gazeta Polska, a ostatnio arcybiskup Marek Jędraszewski.

Wilk i owca. Jedno i drugie to istota żywa. Zwierzę – mówiąc dokładniej. Ssak – i to bardziej szczegółowe określenie dotyczy obu stworzeń. Czy zatem człowiek, który zastrzelił wilka, bo chciał pożreć jego owce, może być oskarżony o mordercze skłonności wobec owiec? Wręcz odwrotnie – powie każdy, kto myśli logicznie.

Podobnie jest definicją skrótu LGBT. Agresywny bandzior, który pluje na wszystko, co dla normalnego Polaka święte, na Matkę Boską Częstochowską, na Orła Białego, na Polskę Walczącą, nazywa siebie aktywistą LGBT.

A gdy go skrytykujesz, zaczyna wyć: zwalczasz LGBT, a LGBT to biedny homoseksualista, który taki jest od urodzenia i płacze, bo sąsiedzi go nie akceptują. A ty go właśnie napadłeś. Ty sadysto, ty chamie, ty prymitywie, hejt stop!

Otóż jeśli w języku debaty publicznej wilk nazywa się LGBT i owca też nazywa się LGBT - choć nikt szanownej owcy nie pytał, czy życzy sobie tak być nazwana i używana w charakterze żywej tarczy -  to państwo staje się bezbronne. Notabene niczemu nie winni homoseksualiści, którzy zasługują na obronę ze strony państwa jak reszta obywateli, mają tyle wspólnego z postulatami LGBT, co polscy robotnicy z komunistami.

Z powodu podobnego pomieszania słów bezbronny był świat epoki przedreaganowskiej, a pojęciem, którym Związek Sowiecki szantażował cały świat, w tym Kościół Rzymsko-Katolicki, był „pokój”. Kto nie za pokojem, kto za zbrojeniami przeciwko Związkowi Sowieckiemu, ten wojenny podżegacz. Bezdennie głupie, a działało. Również na Kościół. Polski pisarz Józef Mackiewicz w dwóch swoich książkach, „W cieniu krzyża” i „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” opisał, jak papieże Jan XXIII i Paweł VI nie radzili sobie z tą sprawą.

Otóż w sprawie tego językowego oszustwa nie ma miejsca na kompromisy. Symbol LGBT i tęczowa flaga są narzędziem w rękach ludzi, którzy chcą zniszczyć naszą kulturę. Ich już się od tego znaku nie odessie. Homoseksualista może być  i jest często równie dobrym patriotą, co inni. Ale kto umieszcza pseudo-tęczę na portalu społecznościowym, zapisuje się do przeciwników obozu niepodległościowego.

Ataki na abp Jędraszewskiego przyjęte zostały z oburzeniem przez wielu Polaków. Dlatego w sobotę, 10 sierpnia, o godz. 15.00 przy ulicy Franciszkańskiej 3 w Krakowie organizują - przy współudziale Klubów „Gazety Polskiej” - wiec poparcia dla metropolity.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalena.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Alpy: Odnaleziono wrak zaginionego samolotu

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

W okolicach Berchtesgaden w Alpach Bawarskich odnaleziono wrak zaginionego małego samolotu oraz zwłoki jego 51-letniego pilota - poinformowała rzeczniczka lokalnej policji.

Według niej ofiara to właściciel rozbitej maszyny. Mieszkał on w sąsiadującym od zachodu z powiatem Berchtesgaden powiecie Traunstein. Przyczyny wypadku nie są na razie znane.

Samolot leciał z austriackiego Tyrolu do położonego na północ od Berchtesgaden Salzburga i w pewnej chwili zniknął z ekranów radarowych niemieckiej kontroli powietrznej. W jego poszukiwaniach uczestniczyło 60 ratowników górskich i funkcjonariuszy alpejskiej formacji policyjnej oraz trzy śmigłowce. Szczątki maszyny znaleziono około 100 metrów poniżej wierzchołka liczącego 1494 metrów n.p.m. masywu Bogenhorn, u stóp którego leży miejscowość Schneizlreuth.

"Nie zakłada się, że ofiar wypadku było więcej"

- zaznaczyła policyjna rzeczniczka.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl