Wiele gwiazd showbiznesu wspiera LGBT. Gdy jednak ktoś ma odmienne zdanie - zostaje automatycznie wypychany przez środowisko. Tak było już w przypadku aktorów Redbada Klynstra-Komarnickiego i Jarosława Jakimowicza, którzy otwarcie sprzeciwili się ideologii LGBT.

Teraz okazuje się, że nie wolno być nawet neutralnym. Przekonał się o tym kolektyw Revive, odpowiedzialny za organizację festiwalu muzyki elektronicznej Interior. Muzycy w mediach społecznościowych - w odróżnieniu od innych celebrytów - wydali oświadczenie, w którym zaznaczyli, że muzyka powinna być wolna od polityki.

W kontekście burzliwej dyskusji o ideologię LGBT, która powstała po wydarzeniach w Białymstoku napisano, że każdy "kij ma dwa końce", a "obiektywna ocena często jest zależna od perspektywy". To się bardzo nie spodobało kolegom z branży muzycznej.

Jak podaje k-mag.pl kolektywowi zarzucono "brak wrażliwości oraz ignorancję względem korzeni muzyki techno, która od zawsze była silnie zaangażowana społecznie i politycznie, a właśnie ruchy LGBTQ+ przyczyniły się do jej rozkwitu".

Później kolektyw Revive wydał kolejne oświadczenie, w którym tłumaczy, że nie jest przeciwny osobom homoseksualnym, ale nie godzi się na upolitycznianie miejsc, które powinny być od polityki wolne.

Ostatecznie z udziału w festiwalu zrezygnowało tylu artystów, że wydarzenie zostało odwołane.