Sekielscy szykują drugą część "Tylko nie mów nikomu". Termin - tuż przed kolejnymi wyborami...

Tomasz Sekielski / By #WybieramEuropę - #WybieramEuropę Tomasz Sekielski (0:09), CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=79010876

  

A to ciekawe... Portal wirtualnemedia.pl ustalił, że Tomasz i Marek Sekielscy pracują nad kolejną częścią filmu "Tylko nie mów nikomu" o przypadkach pedofilii w Kościele Katolickim. Premiera planowana jest na... październik - czyli wtedy, kiedy mogą odbyć się wybory parlamentarne. Przypadek?

Pierwsza część "Tylko nie mów nikomu" miała miejsce 11 maja, czyli na kilkanaście dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jak nietrudno było zgadnąć, wywołała prawdziwą burzę i dała paliwo opozycji do wykorzystywania przypadków pokazanych w filmie do celów politycznych. Doszło nawet do tego, że politycy Platformy Obywatelskiej i Wiosny kłócili się o to, kto... mniej zrobił w sprawie zwalczania pedofilii.

Sporo mówiło się o tym, że film "Tylko nie mów nikomu" może mieć drugie dno.

Jakoś tak zbiega się termin pokazania tego filmu z terminem wyborów, przed wyborami samorządowymi mieliśmy "Kler", teraz znowu mamy jakiś taki film atakujący Kościół, więc myślę, że to nie jest przypadkowe

- mówił po premierze filmu wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Wygląda na to, że jego teza może znaleźć potwierdzenie. Według najnowszych informacji, które przekazał portal wirtualnemedia.pl, bracia Sekielscy drugą część "Tylko nie mów nikomu" chcą pokazać w październiku. A warto dodać, że 13, 20 lub 27 października odbędą się wybory do polskiego Sejmu i Senatu.

Na razie Sekielskim brakuje funduszy na stworzenie drugiej części filmu. Dlatego - podobnie jak w przypadku pierwszej części - prowadzona jest internetowa zbiórka pieniędzy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: wirtualnemedia.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Szef Boeinga przyznaje się do błędu

Zdjęcie ilustracyjne / By Crashy - Fotografia własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14187225

  

Szef Boeinga Dennis Muilenburg przyznał, że jego firma "popełniła błąd" przy wdrażaniu w samolotach Boeing 737 MAX systemu automatycznie zapobiegającemu przeciągnięciu. Zapowiedział dążenie do odzyskania zaufania klientów.

Kłopoty z tym systemem są prawdopodobną przyczyną dwóch katastrof tych maszyn - w Indonezji i w Etiopii - w których zginęło łącznie 346 ludzi.

Muilenburg powiedział dziennikarzom w Paryżu przed rozpoczynającym się tam w poniedziałek Międzynarodowym Salonem Lotniczym, że komunikacja Boeinga "nie była spójna" i że jest to "nie do przyjęcia". Zarazem brał w obronę generalne podejście inżynieryjne do opracowania systemu MCAS zapobiegającego przeciągnięciu.

AP odnotowuje, że amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa (FAA) zarzuciła Boeingowi, iż przez ponad rok nie informował o wadliwym wskaźniku bezpieczeństwa w kokpicie 737 Max.

Muilenburg, zapytany, jak to możliwe, że procedury nie wychwyciły oczywistych wad w oprogramowaniu systemu MCAS i w budowie czujników, odpowiedział: "To jasne, że możemy wprowadzać poprawki, rozumiemy to i będziemy je wprowadzać".

Wyraził przekonanie, że samoloty Boeing 737 Max, uziemione po wypadkach w Indonezji i w Etiopii, powrócą do latania w tym roku, po zaakceptowaniu przez organy sprawujące nadzór nad bezpieczeństwem lotnictwa. Przyznał zarazem, że odzyskanie zaufania klientów będzie wymagało czasu. Wyrażał przekonanie, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS nie dopuści do takich katastrof, jak w Indonezji i w Etiopii. Podkreślił, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS bęzie korzystało z danych z dwóch czujników, a nie z jednego. Poinformował, że 90 proc. linii lotniczych mających boeingi 737 Max korzysta już z symulatora lotów z aktualnym oprogramowaniem.

Agencja dpa zwraca uwagę, że planowane modyfikacje systemu MCAS w samolotach Boeing 737 Max są analizowane przez różne organy nadzorcze, w tym przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Dpa wskazuje, że dotychczas zdawano się przede wszystkim na ekspertyzy FAA, ale amerykańska agencja jest krytykowana w związku z dopuszczeniem maszyn 737 Max do lotów.

Boeingi 737 Max uziemiono w rezultacie dwóch katastrof - w Indonezji w październiku ub.r. i w Etiopii w marcu br. - w których łącznie zginęło 346 ludzi. Przyczyną tych katastrof było najprawdopodobniej oprogramowanie kontrolujące system MCAS automatycznie zapobiegający przeciągnięciu (utracie siły nośnej). Wszystkie samoloty 737 Max, będące w posiadaniu linii lotniczych na całym świecie, zostały wycofane z eksploatacji do czasu uzyskania nowego certyfikatu dopuszczającego je do lotów z pasażerami.

Boeing poinformował w zeszłym miesiącu, że zakończył pracę nad aktualizacją tego oprogramowania. Wprowadzono też poprawki w oprogramowaniu symulatora lotów dla maszyn 737 Max.

Na początku maja FAA zapowiadała, że proces certyfikacji oprogramowania systemu MCAS może potrwać kilka miesięcy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl