Łamanie komunizmu

  

Właśnie świętujemy dwie rocznice przełomowe dla „przejścia Polaków przez Morze Czerwone” – pierwszej podróży apostolskiej św. Jana Pawła II do ojczyzny (2–10 czerwca 1979 r.) i kontraktowych wyborów do Sejmu oraz wolnych do Senatu (4–18 czerwca 1989 r.). Mamy też smutną rocznicę 4 czerwca 1992 r. – „nocnej zmiany”.

„Gdzie tylko widne Orły i Pogonie,
Gdzie Polak walczy,
tam narody klaszczą
W spętane dłonie […]
A oto ludy, co dziś ducha kuszą,
Na hasło z mogił moich
czekać muszą!”

Maria Konopnicka
„Ave Patria!”


W krótkim artykule nie sposób opisać tych wydarzeń. Nie o tym więc on będzie, lecz o tym, co było ich istotą – czego są symbolem i dlaczego są tak ważne.

Łże-Polska

Politologia III RP nie dopracowała się precyzyjnego terminu na określenie natury zależności PRL od ZSRS. PRL nie była państwem satelickim ZSRS w takim sensie, w jakim satelitami III Rzeszy były Francja Vichy, Chorwacja Ante Pavelicia i Słowacja ks. Tiso. Petain był bohaterem narodowym Francji – zwycięzcą spod Verdun, Pavelić i Tiso byli emanacją autentycznych elit narodowych, nie byli agentami Abwehry. Bierut et consortes byli zaś agentami NKWD. Poza tym byli nikim i, gdyby nie zwycięstwo sowieckie w II wojnie światowej, nikt by o nich nie usłyszał. PRL nie była więc legalnym państwem polskim, jedynie je udawała. Jej ustrój, ideologia państwowa, tradycje i wartości, do których się odwoływała, elity rządzące, praktyka rządzenia itd. nie były emanacją woli Polaków. Nigdy i w żadnej formie nie otrzymały ich mandatu. 34 lata po klęsce Polski w II wojnie światowej PRL była akceptowana na zasadzie bierności, apatii i braku nadziei na zmiany, ale nie była nasza. Nie była Rzecząpospolitą Polaków – nie była więc prawdziwą Polską, była Peerelem, tak jak Kongresówka nie była prawdziwym Królestwem Polskim, choć jej sejm, w odróżnieniu od zgromadzenia mianowańców zwanych sejmem PRL, pochodził z autentycznych wyborów, a wojsko świeżo ze szkoły napoleońskiej miało się nijak do LWP, elity zaś były emanacją narodową, a nie agentami Moskwy i dokooptowanymi karierowiczami ze społecznych nizin. Nie bez powodu carowie, którzy przywłaszczyli sobie tytuł królów polskich, nie są obecni w żadnym poczcie naszych władców. To, że PRL był uznany przez cały świat, nie ma nic do rzeczy. O legalności władzy w Polsce decyduje uznanie jej przez Polaków i przez nikogo więcej. Zdzisław Najder w swojej książce „Z Polski do Polski przez PRL” zaproponował termin „państwo agenturalne” i jak dotąd najprecyzyjniej oddaje on istotę tworu, o którym mówimy.

Odrodzenie Rzeczypospolitej Polaków

W trakcie pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do ojczyzny w mszach papieskich uczestniczyło 8–10 mln Polaków. Większość pozostałych obejrzała je w transmisjach telewizyjnych. Przełom mentalny był powszechny i głęboki. Po raz pierwszy od 1939 r. Polacy wyszli masowo na ulice i place swoich miast w innym celu niż demonstrowanie poparcia dla komunistycznych władz i policzyli się. Rezultat dobrze oddaje krążący wówczas dowcip: „Chodzili komuniści i krzyczeli: »Nie ma Boga«, aż w końcu Bóg wychylił się z chmury i wyrzekł: »Nie ma komunistów«”. Odrodziła się Rzeczpospolita Polaków. Pamiętam tę atmosferę, to poczucie własnej potęgi i tę dumną radość. Skoro jest nas tylu, skoro jesteśmy chrześcijanami, skoro odrzucamy komunizm, to jakim prawem ta garstka uzurpatorów, którzy się przed nami pochowali, śmie nami rządzić? Oto my jesteśmy narodem, a kimże oni są? Dziesięciolecia komunistycznej propagandy w kilka dni poszły do diabła (gdzie ich miejsce). Sytuację psychologiczną komunistów po tym wydarzeniu najlepiej oddaje odnoszący się do margrabiego Wielopolskiego cytat z Jerzego Czecha i Przemysława Gintrowskiego „Tyle pracy, panie hrabio, i na nic”.

Wszyscy, i słusznie, pamiętają wezwanie św. Jana Pawła II, by „Zstąpił Duch Twój i odnowił oblicze ziemi, tej ziemi”, ale oprócz wezwania do odrodzenia Polski ów Wielki Papież w Gnieźnie 3 czerwca 1979 r. wezwał także nas, swoich rodaków, do solidarności z narodami Europy Wschodniej, rzucając tym samym wyzwanie sowieckiemu panowaniu nad nimi. Dwa lata później uczynili to Polacy w posłaniu I Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” do ludzi pracy Europy Wschodniej, autorstwa urodzonego we Lwowie Bogusława Śliwy. (Tak, Polacy mają unikalną zdolność dokonywania obywatelskich aktów skutecznej polityki zagranicznej. Po 1945 r. były to: list biskupów polskich do biskupów niemieckich, rzeczone posłanie Solidarności i wielkie wyjazdy na Węgry „Gazety Polskiej”. Jest tak, gdyż Rzeczpospolita to nie jej aparat państwowy, lecz my – jej obywatele – dlatego jest wieczna i dlatego się odradza).

W 1983 r., gdy papież ponownie odwiedził już odmienioną Polskę ze świeżymi ranami stanu wojennego, mówiąc o tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej naszej ojczyzny na Stadionie Dziesięciolecia PRL, zapytał retorycznie i z przekąsem, jak się nazywa ów stadion, wywołując tym salwę śmiechu zgromadzonych wiernych. To po tych wszystkich doświadczeniach Jan Pietrzak w swojej piosence z 1986 r. mógł napisać: „A pan mi mówi, panie kontrolerze, dym z papierosa puszczając beztrosko, że ja niestety do tych nie należę, którzy powinni zajmować się Polską”, i był powszechnie rozumiany. Rzeczpospolita odrodziła się już w naszych sercach, które wołały coraz głośniej: „Precz z komuną! Precz z uzurpatorami!”.

4 czerwca 1989 r. – polskie „Precz z komuną!” i… zdrada elit

Okrągły stół miałby sens, gdyby był potraktowany jako zagranie taktyczne z zamiarem ogrania komunistów. Władza, do tego uzurpatorska, nie jest bowiem stroną do rozmów z narodem. Naród nie ma wobec niej żadnych zobowiązań – żadne pacta sunt servanda nie wchodzą w grę. Uzurpatorzy winni prosić o łaskę i wybaczenie, nic więcej. Tak jednak się nie stało. Powszechne odrzucenie kandydatów komunistycznych w pierwszej turze wyborów było jednoznaczne. NIKT nie przeszedł. Dlatego dzień ten wart jest świętowania. Był to niewątpliwy przełom psychologiczny. Potem jednak stała się rzecz niesłychana. Zlekceważono werdykt wyborców i między 4 a 18 czerwca (I i II tura wyborów) zmieniono ordynację, tak by wykonana została nie wola narodu, lecz kontrakt z Magdalenki. Jakkolwiek głosowaliby Polacy, 65 proc. mandatów do Sejmu miało przypaść PZPR i jej stronnictwom sojuszniczym ZSL (wkrótce przemianowanemu na PSL) i SD. Ten kontraktowy Sejm nadał tytuł prezydenta RP Wojciechowi Jaruzelskiemu. Premierem został Tadeusz Mazowiecki, ale szefem MON Florian Siwicki, a MSW Czesław Kiszczak. Nazywanie tego rządu „pierwszym niekomunistycznym” to daleko idące uproszczenie. Kontrakt okrągłostołowy dał się bronić jako rozwiązanie taktyczne do grudnia 1989 r., gdy rewolucja rumuńska zlikwidowała wszelką obawę co do interwencji sowieckiej. Jego utrzymywanie choćby o tydzień dłużej było już zdradą.

„Oto ludy, co dziś ducha kuszą, Na hasło z mogił moich czekać muszą”

– pisała Maria Konopnicka. Rok 1989 to potwierdził. Przełom dokonany przez Polaków był autentyczny i pociągnął za sobą upadek komunizmu w całym regionie. Polska jednak, choć była pierwsza w tym buncie, była ostatnim krajem zewnętrznego imperium sowieckiego, w którym przeprowadzono wolne wybory parlamentarne (1991), i ostatnim, który zgłosił żądanie wyjścia wojsk sowieckich, oraz ostatnim (poza RFN, gdzie stacjonowało ich wielokrotnie więcej), z którego one wyszły. Wyprzedziła nas nawet Litwa, startująca wszak ze znacznie gorszej pozycji. Polska przegrała bitwę o pamięć tego przełomu. Jego światowym symbolem stał się upadek muru berlińskiego, będący pośrednim skutkiem decyzji Polaków, a bezpośrednim – Węgrów, którzy otworzyli dla NRD-owców swoje granice z Zachodem.

Koniec „nocnej zmiany”

Przez 30 lat III RP antykomuniści rządzili Polską tylko przez sześć lat (6 grudnia 1991 r. – 4 czerwca 1992 r., 31 października 2005 r. – 16 listopada 2007 r., 16 listopada 2015 r. – do dziś). Obóz przeciwny zjednoczony w Koalicji Europejskiej pokazał pozorność innych podziałów. Skala jego porażki w wyborach do Parlamentu Europejskiego pozwala mieć nadzieję, że wola wyborców, tak dobitnie wyrażona 4 czerwca 1989 r., wreszcie zostanie wypełniona. Kolejnej „nocnej zmiany” nie będzie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl