Niemcy odpisywali Polskiej Niobe – brak podstaw do odszkodowania

SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth wraz z żołnierzami 3 Pułku Kozaków

  

21 maja 1989 r. zmarła Wanda Felicja Lurie – „Polska Niobe”. W trakcie Rzezi Woli podczas pacyfikacji Powstania Warszawskiego, będąc w 9 miesiącu ciąży, przeżyła własną egzekucję i rozstrzelanie trójki jej dzieci. „Takich Wand było wiele. Zginęły wraz z dziećmi, z całymi rodzinami - i nadal są anonimowe. Trzeba im przywrócić imiona i nazwiska!” – powiedziała Katarzyna Utracka, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.

W dniach 5-7 sierpnia 1944 r. Niemcy przeprowadzili pacyfikację dzielnic Wola i Ochota. Straciła wówczas życie nieznana, ogromna liczba Polaków. 

Obok Holocaustu jest to największa zbrodnia wojenna dokonana na ziemiach polskich. Najbardziej zdumiewające jest to, że sprawcy tego mordu do dziś pozostają bezkarni. 

– zaznaczył Piotr Gursztyn w książce „Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona”.

5 sierpnia to dzień największej, „jednorazowej” zbrodni wojennej w okresie II wojny światowej. Zamordowano nie mniej niż 20 tys. cywilów. Jedną z ofiar Rzezi Woli była 33-letnia Wanda Felicja Lurie, która do 5 sierpnia, wraz z trojgiem dzieci – 11-letnim Lechem 6-letnią Ludmiłą i 3-letnim Wiesławem, przebywała w piwnicy. Około południa Niemcy wezwali do ich opuszczenia i „zaczęli wrzucać do piwnic granaty zapalające”. 

Zeznania Lurie znajdują się w aktach Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie (obecnie zasoby IPN), aktach procesu norymberskiego oraz w aktach niemieckich procesów Heinza Reinefartha. Można je również znaleźć na stronie www.zapisyterroru.pl, udostępnianej przez Instytut Solidarności i Męstwa im. Rotmistrza Witolda Pileckiego. Kapelan szpitala wolskiego ks. Marian Chwilczyński tak relacjonował zdarzenia z 5 sierpnia, które obserwował przez szpitalne okno:

z piwnic domu przy Płockiej nr 28 Niemcy wyciągali kobiety i na podwórzu rozstrzeliwali karabinem maszynowym. W tym samym prawie czasie na podwórzu domu nr 30 przy Płockiej widziałem zza płotu wzniesione ręce kilkunastu osób, które po seryjnym strzale opadły.

Kolumna uchodźców, w której znalazła się Wanda Lurie z trójką dzieci, została skierowana na ul. Wolską, pod numer 55, do fabryki „Ursus”, z której słychać było salwy. Oczekujących, nieraz po kilka godzin, na własną śmierć, Niemcy wpychali na teren fabryki w grupach po 100 osób. W bramach pomiędzy wewnętrznymi dziedzińcami, formowali skazańców w czwórki.

W grupie, w której byłam było wiele dzieci po 10-12 lat, często bez rodziców. (…) byłam w ostatniej czwórce. Błagałam otaczających nas Niemców, by ratowali dzieci i mnie. Któryś z nich zapytał, czy mogę się wykupić. Dałam mu trzy złote pierścionki. Wziął je, lecz kierujący egzekucją oficer kazał mnie dołączyć do grupy idącej na rozstrzelanie. Zaczęłam go błagać o życie dzieci, mówiłam o honorze oficera. Odepchnął mnie tak, że się przewróciłam. Widział, że jestem w ostatnim miesiącu ciąży. Potem uderzył i pchnął mojego starszego synka wołając: prędzej, prędzej ty polski bandyto! Podeszłam w ostatniej czwórce wraz z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji, trzymając prawą ręką dwie rączki młodszych dzieci, lewą rączkę starszego. Dzieci szły płacząc. Starszy widząc zamordowanych krzyczał, że nas zabiją. W pewnym momencie oprawca stojący za nami strzelił starszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci. Potem strzelano do mnie. Przewróciłam się na lewy bok.

Kula trafiła ją w kark, przeszła przez dolną część czaszki i wyszła przez prawy policzek, wybijając kilka zębów. Podczas dobijania otrzymała trzy postrzały w nogi. Przywaliła ją sterta trupów. Pod wieczór, żołnierz niemiecki szukając kosztowności, stanął na ciele Wandy, uszkadzając lewą kostkę i krusząc obojczyk. Zdjęto jej z ręki zegarek. W przerwach między egzekucjami Niemcy pili, śpiewali, śmiali się.

Wanda Lurie leżała pośród trupów przez trzy dni - aż zorientowała się, że nadal żyje dziecko w jej łonie. Nakazało jej to myśl o ratunku.

Gdy przekraczała bramę fabryki była za kwadrans piąta. Do końca swojego życia nie zapomniała tej godziny, którą wówczas wskazywał zegar na pustej portierni Ursusa. Tylko jego tykanie ożywiało tamtą, śmiertelną ciszę.

 – napisał syn Wandy, Mścisław Lurie we wspomnieniach zatytułowanych „Polska Niobe”.  

Wanda Lurie trafiła do kościoła św. Wojciecha przy ul. Wolskiej, zapełnionego przez uchodźców z różnych dzielnic.

Rany szyi i klatka piersiowa nabrały koloru ciemnego, lewa ręka była bezwładna. Leżałam parę dni przy głównym ołtarzu. Żadnej pomocy mi nie udzielono. Jedynie współtowarzysze niedoli podali mi trochę wody. Po dwóch dniach zostałam przewieziona furmanką z ciężko rannymi i chorymi do obozu przejściowego w Pruszkowie, stamtąd do szpitali w Komorowie i Leśnej Podkowie. 20 sierpnia urodziłam syna.

6 sierpnia 1946 r. odbył się pogrzeb bezimiennych ofiar Powstania Warszawskiego z Woli i Ochoty. Na Cmentarzu Wolskim spoczęło ponad 12 ton szczątków (ok. 52 tys. osób).

Wanda Lurie parokrotnie zwracała się do różnych instytucji „w sprawie odszkodowania z tytułu krzywd moralnych i materialnych doznanych od Niemiec w latach 1939 - 1945”. Informacje o „braku podstaw” do uznania jej roszczeń otrzymała od Międzynarodowego Trybunału w Hadze, Europejskiej Komisji Praw Człowieka oraz „Der Bundesminister der Finanzen – Bonn”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dzieje.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Podano datę sekcji zwłok pilota

zdjęcie ilustracyjne / Erik Coekelberghs CC BY-SA 3.0

  

Na wtorek planowana jest sekcja zwłok 58-letniego Ralfa Burescha, pilota Jaka-52, który zginął w sobotę podczas Pikniku Lotniczego w Płocku (Mazowieckie), gdy jego samolot, z nieustalonych na razie przyczyn, spadł do Wisły. Sekcja odbędzie się w ramach śledztwa płockiej Prokuratury Rejonowej.

W sobotę podczas Pikniku Lotniczego w Płocku samolot Jak-52, wykonując korkociąg podczas przelotu nad Wisłą, rozbił się na rzece - pilot maszyny, obywatel Niemiec, zginął na miejscu. Pokazy Lotnicze, planowane wcześniej do niedzieli, zostały przerwane decyzją Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC). Okoliczności wypadku, oprócz prokuratury, wyjaśnia też Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

- Śledztwo formalnie zostanie wszczęte dzisiaj w sprawie wypadku komunikacyjnego w ruchu powietrznym ze skutkiem śmiertelnym, czyli o czyn z art. 177 par. 2 Kodeksu karnego – powiedział w dziś prokurator rejonowy w Płocku Norbert Pęcherzewski. Jak dodał „sekcja zwłok pilota zaplanowana jest na jutro”.

Szef płockiej Prokuratury Rejonowej przyznał, że ze wstępnych oględzin zwłok wynika, iż „pilot musiał ponieść śmierć na miejscu, w trakcie uderzenia samolotu w wodę”. - Obrażenia były tego rodzaju, że bezcelową czyniły jakąkolwiek reanimację, tym bardziej, że ciało pilota przebywało bardzo długo pod wodą – podkreślił prokurator Pęcherzewski.

Zaznaczył, iż w związku z wypadkiem samolotu Jak-52 „czynności procesowe w niezbędnym zakresie, w ramach procedury polegającej na zabezpieczaniu dowodów, jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania, były wykonywane pod nadzorem prokuratorów przez ostatnie dwa dni”, czyli w sobotę i w niedzielę. Wyjaśnił, iż wspólnie z przedstawicielami Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) dokonano m.in. oględzin miejsca zdarzenia oraz wraku samolotu, który został wydobyty z Wisły.

- Mamy zabezpieczoną kartę pamięci z kamery, która była w kabinie pilota – powiedział prokurator Pęcherzewski. Dodał, iż w ramach rutynowych czynności zabezpieczono także dokumentację, w tym dotyczącą organizacji płockiego Pikniku Lotniczego i lotów oraz dokumentację pilota Jaka-52, a także próbkę paliwa, którym tankowany był samolot. - Próbka ta będzie przekazana biegłemu celem przeprowadzenia badań jakościowych. To jest kwestia rutynowych działań, żeby sprawdzić każdy element, który mógł mieć wpływ, choćby teoretycznie, na przebieg zdarzenia - wyjaśnił.

Prokurator Pęcherzewski przyznał, że w ramach badania przyczyn wypadku Jaka-52 płocka Prokuratura Rejonowa jest gotowa do współpracy z organami śledczymi Niemiec, jeżeli będą one tym zainteresowane. - Jeżeli tamtejsze organa zwrócą się do nas o jakieś dokumenty, to oczywiście będziemy współpracowali. To są rutynowe procedury – oświadczył.

To drugi wypadek podczas Pikniku Lotniczego w Płocku. W 2011 r., w trakcie 5. edycji tej imprezy, na Wiśle rozbił się samolot akrobacyjny Christen Eagle II N54CE pilotowany przez kpt. Marka Szufę – pilot zginął na miejscu. Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące tego wypadku ustalając, że bezpośrednią jego przyczyną był błąd pilota. Nie stwierdzono błędów przy organizacji i zabezpieczeniu lotów.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl