Gliński: reformujemy działanie organizacji pozarządowych

/ Piotr Drabik from Poland [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]

  

- Przeprowadzamy reformę funkcjonowania organizacji pozarządowych, wprowadzamy nowy program wsparcia - powiedział w Łodzi minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński. Podkreślił, że "bez żywo rozwijającego się sektora pozarządowego nie ma demokracji".

Minister kultury, który pełni również funkcję przewodniczącego Komitetu ds. Pożytku Publicznego, wziął udział w zorganizowanej w Łodzi konferencji "Współpraca samorządu terytorialnego z organizacjami pozarządowymi - doświadczenia, perspektywy, wyzwania".

Jak podkreślił Gliński, to bardzo istotna relacja, ponieważ "nie ma dobrze funkcjonującej demokracji na poziomie lokalnym bez dobrej współpracy samorządów i organizacji pozarządowych". Wskazał, że w tej współpracy mają pomóc zmiany zachodzące w obszarze funkcjonowania i wsparcia organizacji pozarządowych.

"Ta reforma, która w tej chwili zachodzi w Polsce w obszarze organizacji pozarządowych, ma charakter kontynuacji i zmiany jednocześnie. Kontynuacji w tym sensie, że to wszystko, co dobre w procesie powstania sektora pozarządowego chcemy zachować. Widzimy jednak również pewne obszary, które są słabsze i wymagają zmian"

- powiedział Gliński i podkreślił, że "tym słabościom dedykowane są wprowadzane zmiany".

Zwrócił uwagę, że zmian wymagają działania w obszarze rozwoju organizacji małych, działających m.in. w społecznościach lokalnych. Poinformował, że nowe programy mają wyrównać istniejące obecnie duże dysproporcje w rozwoju organizacji zarówno pod względem ich rozmiarów, jak i obszarów działania.

"Nowe programy, które realizujemy rozwiązują te problemy, na co są już dowody. Dwa ostatnie rozdania w ramach Funduszy Inicjatyw Obywatelskich (FIO) wskazują na to, że strumień środków publicznych poszedł w kierunku mniejszych organizacji, dotychczas niewspieranych z funduszów publicznych oraz organizacji lokalnych w społecznościach poniżej 50 tys. mieszkańców. Do tej pory pieniądze publiczne krążyły wokół tych samych odbiorców, których nie odcinamy od funduszy dzięki większej puli pieniędzy"

– ogłosił Gliński.

Jak zaznaczył, aby sektor obywatelski mógł dobrze współpracować z samorządami, musi rozwijać się równomiernie we wszystkich swoich aspektach.

Według wicepremiera zmianom ma pomóc powołany Komitet ds. Pożytku Publicznego. "To takie małe ministerstwo, instytucja konstytucyjna, za którą jestem odpowiedzialny" - stwierdził i dodał: "to, że jego przewodniczący jest członkiem Rady Ministrów podniesie poziom polityczny rozwiązywania wielu kwestii. Dlatego przenieśliśmy obowiązki obsługi organizacji pozarządowych z Ministerstwa Rodziny do Kancelarii Premiera. Właśnie po to, żeby na wyższym poziomie rozstrzygać decydujące kwestie, aby ten proces był krótszy i bardziej zdecydowany". Ocenił, że w ten sposób organizacje pozarządowe zyskują większy prestiż i siłę polityczną.

"Powołaliśmy także Narodowy Instytut Wolności (NIW), kolejną przełomową jednostkę. Ma ona na celu prowadzenie programów wsparcia dla organizacji samorządowych. Takim programem jest FIO, czyli Fundusz Inicjatyw Obywatelskich"

- dodał Gliński.

Dyrektor Narodowego Instytytu Wolności Wojciech Kaczmarczyk zapowiedział, że celem instytutu jest budowanie systemu dobrych praktyk współpracy z organizacjami pozarządowymi. "Chcemy w ramach realizowanych programów tworzyć bardzo dobrą atmosferę współpracy na wszystkich etapach – od znoszenia barier formalnych przy składaniu wniosków w konkursach aż po współpracę w trakcie realizacji zadań po to, żeby były one jak najlepiej zrealizowane i nie trzeba było zwracać środków" – przyznał.

Gliński poinformował, że o ponad 70 mln zł zwiększyła się pula środków trafiających poprzez granty do organizacji pozarządowych z FIO. "Dotychczas to było 60 mln zł, czyli o 100 procent zwiększyliśmy tę pulę. Ale gros środków przekazywane jest poprzez poszczególne resorty i samorządy" – wskazał wicepremier.

W konferencji wzięli udział przedstawiciele ponad 100 organizacji pozarządowych. Jej organizatorami byli Narodowy Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego (NIST) oraz Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna (ŁSSSE), która była gospodarzem wydarzenia. W jego trakcie Narodowy Instytut Wolności podpisał porozumienie z NIST, którego efektem ma być m.in. zbudowanie bazy wiedzy o współpracy organizacji pozarządowych z samorządem oraz działania edukacjne.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Białoruś: protesty na rękę władzy?

zdjęcie ilustracyjne, / Aleksandr Łukaszenka / By Okras - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=34558726

  

Manifestacje białoruskiej opozycji przeciwko integracji z Rosją są władzom w Mińsku na rękę w obliczu trudnych negocjacji z Moskwą - uważa publicysta Juryj Drakachurst, wskazując, że dwudniowy protest odbył się praktycznie bez interwencji struktur siłowych.

"Przez dwa dni uczestnicy (nieuzgadnianej z władzami) manifestacji chodzą po stolicy, gdzie im się podoba, przemawiają. Nikogo przy tym nie biją ani nie pakują do wozów milicyjnych"

- napisał Drakachurst na portalu Radia Swaboda.

Według publicysty "ta uliczna wolność" była bynajmniej "nie dla Zachodu", zwłaszcza że władze najwyraźniej nie czują teraz potrzeby wykonywania gestów w tamtym kierunku. Świadczą o tym m.in. ostatnie wybory do parlamentu, w którym nie znalazł się żaden przedstawiciel opozycji.

"Władze są zainteresowane sukcesem akcji, ponieważ chcą także zachowania niepodległości" – uważa Drakachurst. Podobną opinię wyraził wcześniej jeden z głównych organizatorów weekendowych akcji i ich lider Pawieł Siewiaryniec.

Protesty w sobotę i w niedzielę trwały po wiele godzin, a uczestniczyło w nich odpowiednio około tysiąca i ok. 600 osób. To relatywnie dużo, w porównaniu z akcjami, które odbywały się w białoruskiej stolicy w ostatnim czasie, jednak obiektywnie mało, biorąc pod uwagę, że w Mińsku mieszka 2 mln ludzi.

"Okazało się, że dzisiaj publiczna demonstracja na rzecz niepodległości i przeciwko integracji, jest mu (prezydentowi Białorusi Alaksandrowi Łukaszence) na rękę, wzmacnia jego pozycję polityczną"

– ocenił ekspert.

Jak przypomniał, w 1996 roku w odpowiedzi na podpisanie pierwszej umowy integracyjnej z Rosją na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Drakachurst wskazał, że wtedy "Łukaszenka integracji bardzo pragnął".

Teraz role zmieniły się, a dalsze zbliżanie z Rosją to bezpośrednie zagrożenie dla jego władzy. Integracja to dzisiaj scenariusz narzucony przez Moskwę, przy pomocy którego (Łukaszenka) stara się jak najwięcej z Rosjan "wycisnąć", ale przy tym nie oddając ważnych elementów suwerenności"

– twierdzi komentator.

"Dla protestujących zapewne nieprzyjemna była świadomość, że – nawet wznosząc hasła przeciwko Łukaszence – wzmacniają jego pozycję. I Łukaszence zapewne również nie było przyjemnie wydać rozkaz, żeby tym razem demonstracji nie rozpędzać. Kto jednak powiedział, że jedność narodowa to coś przyjemnego?" – zauważył Drakachurst.

Jak ocenił, przebieg protestów był wyjątkowo pokojowy, co jest zapewne efektem obawy przed możliwym zastosowaniem siły, ale też w niemałym stopniu "wynika z narodowego charakteru, kultury narodowej". Uczestnicy protestów na Białorusi chodzą tylko po chodnikach, zatrzymują się na czerwonym świetle i zazwyczaj są bardzo zdyscyplinowani.

Było to widać w niedzielę, gdy przed ambasadą Rosji manifestanci stanęli naprzeciwko kordonu sił milicyjnych OMON, a Siewiaryniec apelował o spokój i niedopuszczenie do prowokacji.

Część ekspertów w Mińsku jest przekonanych, że złagodzenie przez władze podejścia wobec protestów jest krótkotrwałym działaniem taktycznym, wynikającym z potrzeby chwili i wkrótce powrócą one do tradycyjnych praktyk ich administracyjnego i siłowego ograniczania.

Uznając weekendowe akcje za przejaw jedności narodowej, Drakachurst przestrzegł przed "romantyczną oceną" ich roli, bo w istocie nie są one w stanie wpłynąć na przebieg negocjacji między Mińskiem i Moskwą.

"Jest bardzo prawdopodobne, że Rosja przejdzie teraz do planu B i wystawi Białorusi rachunek za niepodległość, zmuszając do jego zapłacenia" – ocenił ekspert.

W sobotę w Soczi odbyły się kilkugodzinne rozmowy prezydentów Białorusi i Rosji Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina na temat pogłębionej integracji; nie zakończyły się one jednak żadnym rozstrzygnięciem. Dalszy ciąg rozmów prezydentów zaplanowano na 20 grudnia w Petersburgu. Początkowo jako możliwą datę podpisania programu integracji podawano 8 grudnia - 20. rocznicę podpisania umowy związkowej.

Od grudnia 2018 roku Moskwa otwarcie naciska na "pogłębianie integracji" z Mińskiem i uzależnia dalsze gospodarcze wsparcie dla Białorusi od realizacji zapisów umowy o powstaniu państwa związkowego z 1999 roku, które przewidują m.in. utworzenie wspólnych instytucji państwowych.

Oba kraje we wrześniu br. parafowały wstępny program działań w ramach integracji, który nie został dotąd upubliczniony. Ma on zostać uzupełniony o 31 map drogowych w różnych sektorach, a następnie cały pakiet dokumentów mają podpisać prezydenci Białorusi i Rosji.

Według deklaracji władz białoruskich w obecnych negocjacjach nie ma mowy o integracji politycznej, a tylko o sprawach gospodarczych. Treść programu integracji nie została podana do wiadomości publicznej.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl