Na wyżyny absurdu wspięła się niedawno poseł Izabela Leszczyna, była wiceminister w rządzie PO-PSL, która oznajmiła, że PO ma szereg pomysłów programowych, ale ich nie ujawni w obawie, że „PiS je podkradnie i zrealizuje”. Dziś m.in. w sprawie świadczenia 500+ dla wszystkich dzieci wypowiedział się były minister finansów w rządzie PO-PSL Jacek Rostowski.

W telewizji TVN 24 Rostowski kontynuował wątek rzekomej kradzieży pomysłów przez Prawo i Sprawiedliwość.

"Jestem zirytowany tym, że pomysł, który myśmy przedstawili, który naszym pomysłem, częścią naszego programu już od 3 lat, żeby 500+ też było na pierwsze dziecko, że PiS próbuje to ukraść. To na pewno absolutnie koniecznie z punktu widzenia elementarnej sprawiedliwości. Jak mówiliśmy wtedy, każde dziecko jest równe, pierwsze dziecko też się liczy, także z powodów demograficznych"

- powiedział Rostowski w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

Były minister finansów sprawiał wrażenie, jakby zapomniał o swojej wypowiedzi podczas wieczoru wyborczego w 2015 roku, kiedy mówił, że na projekt 500+ "pieniędzy nie ma i nie będzie".

"Zawsze mówiliśmy i wiedzieliśmy, że to będzie bardzo znaczący koszt. I oczywiście z takimi kosztami to trzeba się uporać. Uważamy, uważaliśmy, że w tej nadchodzącej kadencji gospodarka będzie mogła sobie z tym uporać, jeśli będzie zarządzana przez odpowiedzialną, gospodarczo kompetentną i nieskorumpowaną ekipę, jaką jest PiS"

- dodał były minister. 

Były minister przedstawił nawet swój plan kontynuacji programu 500+, zastrzegając, że by go zrealizować potrzebna jest zmiana władzy na "kompetentną".

"To będzie bardzo trudne, ale jest to do zrobienia, pod warunkiem że podtrzyma się wzrost gospodarczy, zwiększy się inwestycje. To wszystko wymaga władzy, która gospodarczo jest kompetentna. Nasz program wtedy był na to, że my to zrobimy w następnej kadencji"

- mówił Rostowski.

"Dwa lata temu, nim PiS zwiększył inne wydatki gdzieś tak w okolicach 40-50 mld zł, to można było. To zawsze kwestia priorytetów. Nasz priorytet wtedy to była sprawiedliwość dla wszystkich, wprost: także dla mieszańców miast, którzy raczej mają jedno dziecko niż dwoje dzieci i to była forma, w której PiS ten program stworzył, był czysto wymierzony w uzyskanie politycznego poparcia swojego elektoratu"

- dodał.