Targowica w akcji! Europoseł Michał Boni nie chce wycofania unijnej skargi przeciw Polsce

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

- Komisja Europejska nie powinna wycofywać z Trybunału Sprawiedliwości UE swej skargi przeciwko Polsce dotyczącej ustawy o Sądzie Najwyższym. Wyrok powinien zapaść, bo sytuacja w Polsce nie jest właściwa jeśli chodzi o kwestie sądownictwa - powiedział europoseł Michał Boni (PO).

Boni był pytany, czy skoro ustawa o Sądzie Najwyższym został zmieniona, Komisja Europejska powinna wycofać swoją skargę z Trybunału Sprawiedliwości UE. Zdaniem Boniego Komisja skargi nie powinna wycofywać.

"Wyrok powinien zapaść, tym bardziej, że to nie jest tak, że polski rząd ustąpił w jednej sprawie, a wszystko inne w sprawach dotyczących funkcjonowania systemu sprawiedliwości jest w porządku. Nie jest w porządku, bo wiemy co się stało z Trybunałem Konstytucyjnym, nie jest w porządku, bo wiemy co się stało z KRS i nie jest w porządku, bo wiemy, co jest z systemem funkcjonowania sądów powszechnych. Moim zdaniem trzeba cisnąć dalej, żeby Polska wróciła do normy jest chodzi o przestrzeganie reguły praworządności"

- wskazał.

Były tajny współpracownik komunistycznej Służby Bezpieczeństwa pytany, czy wyrok zapadnie jeszcze przed wyborami odpowiedział, że Trybunał Sprawiedliwości UE działa "według swojego rytmu, a nie pod żadną presją". "To jest sprawa Trybunału i moim zdaniem trzeba spokojnie czekać. To nie jest element polityczny, to jest element systemowy, strukturalny" - wskazał.

Boni powiedział, że podczas rozprawy z 12 lutego w Trybunale Sprawiedliwości UE w Luksemburgu dotyczącej skargi na ustawę o Sądzie Najwyższym przedstawiciele Polski wypadli niekompetentnie "ze swoimi wątpliwościami i pytaniami". Poinformował też, że w ubiegłym tygodniu rozmawiał z wiceszefem Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem i rozmowy dotyczyły też tej skargi.

"Komisja Europejska podtrzymuje (skargę) i będzie dalej procedowała" - powiedział. Pytany, jakiego wyroku się spodziewa, odpowiedział:

"Ta zapowiedź jest dość oczywista, podkreślająca złamanie reguł".

Zaznaczył, że w tej sprawie Parlament Europejski odegrał kluczową rolę, bo przyjął rezolucję w sprawie praworządności. "Byłem nazywany zdrajcą. Mam swój pogląd w tej sprawie i podtrzymuję swoje stanowisko, że wtedy trzeba było dać taki mocny sygnał. Komisja Europejska zrealizowała swoje rzeczy, z jednej strony uruchamiając artykuł 7, z drugiej występując z wnioskiem o natychmiastowe wstrzymanie i zabezpieczenie w sprawie wejścia w życie nowych przepisów związanych z Sądem Najwyższym. Rada UE robi swoje" - wskazał.

Polska i Komisja Europejska 12 lutego podczas rozprawy w Trybunale Sprawiedliwości UE w Luksemburgu podtrzymały stanowiska w sprawie skargi Komisji na ustawę dotyczącą Sądu Najwyższego. Polska uważa, że jest ona bezzasadna, ponieważ ustawa została zmieniona, KE twierdzi, że potrzebny jest wyrok w tej sprawie.

Chodzi o przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym, na mocy których wiek przejścia sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku został obniżony do 65 lat. Polska zmieniła już te przepisy, ale KE nie wycofała swojej skargi.

Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie zostanie wydana 11 kwietnia. Nie jest ona jeszcze orzeczeniem, ale ostatnim etapem przed jego wydaniem przez Trybunał Sprawiedliwości. Stanowiska rzeczników generalnych nie są wiążące dla składów orzekających, ale bardzo często ich argumentacja jest przez nie powtarzana. Wyrok w sprawie ma zapaść kilka tygodni po opinii rzecznika generalnego, prawdopodobnie w maju.

Strona polska informowała podczas rozprawy, że oczekuje, iż KE wycofa skargę. Mówił o tym w czasie posiedzenia przedstawiciel Polski Bogusław Majczyna. Wskazywał, że w efekcie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym nie tylko zmieniono jej przepisy zgodnie z oczekiwaniami KE, ale też usunięto wszystkie skutki wynikające z tych przepisów.

Komisja Europejska podtrzymała tymczasem podczas rozprawy zarzuty zawarte w swojej skardze, wskazując, że jej zdaniem zmiany w ustawie dotyczącej Sądu Najwyższego w Polsce były sprzeczne z unijnym prawem. Według KE sprawa powinna być rozstrzygnięta niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie Polska usunęła uchybienia.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Na Macronie nie zostawiono suchej nitki, a może być jeszcze gorzej. Kim są "ultra żółci"?

Zdjęcie ilustracyjne / By Thomon - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76507318

  

Media i politycy mówią o fiasku polityki rządu i nieadekwatnych działaniach policji po sobotnich zamieszkach i aktach wandalizmu, do których doszło w Paryżu podczas marszu "żółtych kamizelek". Część komentatorów zwraca uwagę] na radykalizację „żółtych kamizelek”, wśród których pojawili się „ultra żółci”, gotowi do użycia przemocy.

Zniszczenia, podpalenia i obrabowanie około stu placówek handlowych na Polach Elizejskich przy okazji 18. sobotniej manifestacji „żółtych kamizelek” uznane zostały przez komentatorów za „fiasko taktyki politycznej i taktyki policyjnej” władz.

Zgodnie z przewidywaniami mediów i polityków usunięto ze stanowiska prefekta policji paryskiej. Jego miejsce zajmie prefekt regionu Nowej Akwitanii.

Wkrótce po ogłoszeniu tych decyzji przez premiera były deputowany Philippe Goujon, specjalista od spraw bezpieczeństwa wewnętrznego w partii Republikanie stwierdził, że rząd „nie ma naprawdę nowej strategii” zapewnienia porządku publicznego.

W wypowiedzi dla radia „France Info” za przemoc podczas manifestacji „żółtych kamizelek” prawicowy polityk obwinił „niezdecydowaną i niewyraźną politykę rządu”. Doprowadziło to do tego, że - jak mówił - "cotygodniowe zgromadzenia to już nie manifestacje, ale partyzantka miejska”.

Goujon wezwał do zmobilizowania wojska „nie w celu utrzymywania porządku, ale do ochrony budynków państwowych”, co odciąży policję. „Żółte kamizelki” i chuligani biorący udział w manifestacjach próbowali już dostać się do Pałacu Elizejskiego.

Komentator prywatnej telewizji BFMTV Laurent Neumann ocenił dotychczasowe postępowanie władz wobec manifestantów jako „fiasko”.

- To katastrofa dla (międzynarodowego) wizerunku Francji 

– dodał.

Były redaktor naczelny tygodnika „L’Express” Christophe Barbier uznał, że władze miały nadzieję, iż kres ruchowi „żółtych kamizelek” położy zakończona właśnie, zwołana przez prezydenta Emmanuela Macrona „wielka debata narodowa”, w której Francuzi pokazywać mieli swe bolączki i proponować rozwiązania.

[polecam:https://niezalezna.pl/263473-posiedzenie-kryzysowe-we-francji]

Według komentatora prezydent, nadzwyczaj obecny w tej debacie, przecenia własne siły i „łudził się, że jego spektakl wystarczy, by zagasić pożar 'żółtych kamizelek'”.

Podczas gdy wielu komentatorów i polityków za zniszczenia i odejście od pokojowych manifestacji obarcza odpowiedzialnością lewackich zadymiarzy, inni zwracają uwagę na radykalizację „żółtych kamizelek”, wśród których pojawili się „ultra żółci”, gotowi do użycia przemocy.

- Wygląda na to, że przemoc to jedyna rzecz, która powoduje, że rząd coś robi

 - powiedział jeden z bardziej znanych przedstawicieli „kamizelek” Eric Drouet.

„Stratami ubocznymi” nazwała zniszczenia na Polach Elizejskich znana aktywistka ruchu „żółtych kamizelek” Sophie Tissier. Oskarżyła prezydenta Macrona o to, że winien jest śmierci niemowląt, gdyż zamyka oddziały położnicze i szpitale.

- Pan Macron jest nieodpowiedzialny, pan Macron jest niekompetentny, zasługuje na więzienie (…), jest w trakcie likwidowania kraju

 – powiedziała. Zarzuciła też mediom, że pokazują wciąż te same sceny przemocy.

[polecam:https://niezalezna.pl/263359-szokujace-sceny-we-francji-paryz-w-ogniu-omal-nie-doszlo-do-tragedii-wideo]

Na portalu „Opinion Internationale” komentator Philippe Monturet zastanawiał się, „czy rząd nie zdecydował się na taktykę polityczną mającą zmarginalizować ten ruch, który jest wyrazem prawdziwych, głębokich problemów, po to, by nie zmieniać polityki gospodarczej i finansowej”.

[polecam:https://niezalezna.pl/263636-francja-przedwyborczy-krajobraz-po-bitwie]

Komentator – podobnie jak wielu polityków i socjologów – przewiduje, że niezależnie od represji ruch „żółtych kamizelek” może długo trwać w różnych formach, gdyż kolejne rządy postrzegane są jako bezsilne i niekompetentne.

- Nie można nie zauważyć rozczarowania polityką. I nie jest to odrzucenie elit, ale odrzucenie braku prawdziwych elit, prawdziwych mężów stanu

 - podkreślił.

- Jeśli nic się nie zmieni, to zakwestionowana będzie nie prawowitość ruchu, ale mandat prezydenta. Przez tych wszystkich, którzy już mają dosyć ustępowania, jak i tych, którzy dosyć mają rabunków

– konkluduje Monturet.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl