Jak po filmie Rodrigueza „Desperado” świat pokochał Antonia Banderasa, tak po filmie „Alita: Battle Angel” może docenić wdzięk i urok Rosy Salazar. Jej bohaterka Alita (jak i cały film) jest oczywiście poddana komputerowej obróbce, ale efekt jest oszałamiający. Swoimi ogromnymi oczami filigranowa cyberwojowniczka przykuwa uwagę i hipnotyzuje widza. Na dużym ekranie Salazar partnerują dobrze znane wspaniałe gwiazdy kina: Christoph Waltz, Jennifer Connelly czy niemalże oscarowy pewniak za rolę w „Green Booku” Mahershala Ali. Do tego reżyser wspaniale zbudował futurystyczny świat, dbając o każdy detal. Jest ciekawa opowieść o superbohaterce, wartka akcja, pościgi, sceny walki, jest i love story (w sam raz na walentynki). Miłośnicy science fiction i kina akcji nie powinni być zawiedzeni.

Robert Rodriguez i JamesCameron oparli swój scenariusz na komiksie, choć historię trochę rozbudowali. Jest rok 2563. Doktor Ido (Christoph Waltz) znajduje na złomowisku pozbawionego kończyn cyborga. Znalezisko naprawia i nazywa Alitą (Rosa Salazar). Sztuczna dziewczyna ma amnezję, ale wkrótce odkrywa w sobie umiejętności wojowniczki. Dzięki nim może przetrwać w okrutnym świecie przyszłości. Na ulicach Iron City, tyglu ocalałych po wojnie postapokaliptycznej, pełno jest cyborgów. Również ludzie mogą w razie potrzeby dostać kończynę czy też ciało robota, toteż pozyskiwanie świeżych części wydaje się napędzać gospodarkę. W tym pełnym zagrożeń świecie większość osób marzy o dotarciu do utopijnego Zalem – miasta unoszącego się nad Iron City i będącego pozostałością po wojnie. Żeby osiągnąć cel, są w stanie zabić nawet najbliższych.

Życie Ality, jej ukochanego Hugona (Keean Johnson) oraz przybranej rodziny jest zagrożone. Filigranowa dziewczyna, typowa nastolatka, która lubi czekoladę i jazdę na motocyklu, na naszych oczach staje się dzielną wojowniczką, która potrafi spadającą łzę pokroić mieczem. W ciekawych scenach rywalizacji w Motorball śmiało ucieka przed zabójczymi laserami czy piłami tarczowymi. Jadąc na rolkach, jest szybsza niż Iron Man i podobnie jak on musi się zmierzyć z wrogiem i z moralnymi dylematami.Trochę szkoda, że zabrakło w tym wszystkim humoru, ale oparty ma mandze film warto zobaczyć.